• Wpisów:35
  • Średnio co: 40 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:24
  • Licznik odwiedzin:4 628 / 1468 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Olga.-Jak mogłaś to zrobić Violetcie?!Nigdy więcej nie rób czegoś podobnego,bo zadzierając z Violettą,zadzierasz również ze mną!-krzyczała.
Powinienem jej przerwać,ale Ludmile się należało.
-Uspokój się tłuściochu!-odpowiedziała Ludmiła.Oo,to teraz jej się dostanie...
-SIO!SIO!-krzyczała Olga i przeganiała ją miotłą.
-Bo mi pobrudzisz sukienkę!-wykrzyczała Ludmiła i odsunęła się.-Jeśli myślisz,że ja,Ludmiła Ferro,odpuszczę,to się grubo mylisz!Ludmiła odchodzi!-powiedziała,odwróciła się na pięcie i poszła.
-Dziękuję Olga-powiedziałem.
-Nie ma za co-odpowiedziała i uśmiechnęła się.To jest ktoś więcej niż gosposia.To dla Violetty jakby druga mama.-A teraz idź do Studio,ja wracam do Violetty i dopilnuję,żeby wyzdrowiała.Powodzenia!
Uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do Studio.

Violetta.

Siedziałam w łazience i trzymałam się za brzuch,rozmyślając o tym,jak Leon mógł mi to zrobić.Coś tam krzyczał,że Ludmiła,coś takiego...Ale wątpię,żeby ona wstała specjalnie o piątej rano i podłożyła jemu te kwiaty.Trudno.Jednak nie gniewam się na niego,może nie wiedział,że na narcyzy mam uczulenie?W końcu nic mu o tym nie mówiłam.Do łazienki weszła Olga.
-I jak się czujesz?-zapytała.
-Trochę lepiej..Czy mogę iść dzisiaj do Studio?Muszę być dzisiaj przy Leonie...-powiedziałam.
-A myślałam,że zerwaliście.
-YYyy...To znaczy muszę być przy Cami i Fran...-wyjaśniłam zakłopotana.Boże,jak ja potrzebuję Leona!Ale to takie trudne być z nim i jednocześnie kochać innego..
-Dobrze,pójdziesz.Idź się połóż,a ja ci przyniosę jakąś zupę.Będziesz zdrowa jak ryba!-powiedziała i zeszła na dół.
Poszłam do pokoju i zobaczyłam,że na telefonie ktoś przysłał mi wiadomość.Ludmiła?




"Kto się śmieje,ten się śmieje ostatni!"-napisała.
Teraz sprawa była jasna-to wszystko przez nią.Chciałabym coś jej powiedzieć,ale nie mogę.Po prostu.Tylko ją sprowokuję.Lepiej dać sobie z tym spokój.
Do pokoju weszła Olga z tacką,a na niej jakaś ohydna zupa (chyba grochowa-blee) i sok pomarańczowy.
-Naprawdę muszę to jeść?-zapytałam,kiedy Olga położyła mi tackę na biurko.
-Gróchówki nie lubisz?-zapytała,jak gdyby nigdy o tym nie wiedziała.-Od kiedy?
-Od zawsze-powiedziałam.-Wypiję sok i musze iść do Studio,jest już po siódmej.Szybko ten czas zleciał.
-Racja...I koniecznie umyj zęby-poradziła.
-Wiem,wiem...
Olga wyszła z pokoju.
20 minut później,w Studio
Usiłowałam otworzyć szafkę,ale jakoś mi nie wychodziło.
-Pomóc ci?-zapytał...Tomas.
-Tomas,co ty tu robisz?-zapytałam zdenerwowana.
-Yyy..Uczę się?-powiedział z sarkazmem.
-Nie denerwuj mnie-warknęłam.
-Ale wyjaśnij mi coś...-zaczął,a ja,nie czekając na dokończenie,odpowiedziałam:
-Kocham cię.Racja.Ale ciebie kocham,bo...Połączyła nas muzyka.I nic więcej.To uczucie,którym siebie darzymy to miłość od muzyki.Rozumiesz?Mimo,że cię kocham,nie chcę być z tobą,bo nigdy nie byłabym z tobą szczęśliwa.
-Okej...Ale ja chciałem,żebyś mi wyjaśniła,o co chodzi w tej choreografi,którą zadał nam Gregorio...-powiedział,a mi się zrobiło głupio.Po co tak wyparowałam?!-Poza tym,ja i Fran już do siebie wróciliśmy.
-Och...Przepraszam.Muszę iść-powiedziałam i szybko poszłam.
Szłam korytarzem,nadal czując się głupio.Ale przynajmniej mu uświadomiłam,że nigdy z nim nie będę.Nagle zobaczyłam kogoś mi znanego,ale nie mogłam sobie przypomnieć,kto to...
-Hej-powiedziała ta osoba.
-Czy my się znamy?-zapytałam.
-To ja,Camila...Aż tak się zmieniłam?
WOW.Camila zrobiła się na emo.Emo Camila?Blee.Nie pasuje to do niej.




COŚ TY ZE SOBĄ ZROBIŁA?!-zapytałam.
-Po prostu...Postanowiłam szukać siebie.Dzisiaj jestem emo,jutro może hippie,a pojutrze...Sama nie wiem-wyjaśniła.-Eksperymentuję.Jestem w takim okresie.
-Okej...A nie uważasz,że styl emo do ciebie nie pasuje?-starałam się jej nie urazić,no ale musiałam jej to uświadomić.
-Może i tak,może i nie...Nie wiem.Musze się o tym przekonać.Och,jaka ja jestem zdenerwowana!Za chwilę moja kolej...-powiedziała.
Ach tak,konkurs.
-A kto teraz wszedł?-zapytałam.
-Chyba Leon...No tak,Leon.I opowiedział mi o tym,co się stało...-powiedziała.
-Czyli?
-O tej nieudanej niespodziance dla ciebie.Wiesz,że to Ludmiła podrzuciła mu narcyzy?
-Domyśliłam się.
-Przykro mi.
-Spoko...Ale proszę,nie gadajmy o tym.
-Okej.A wiesz co?
-Nie wiem.
-Ja,Maxi i Francesca występujemy razem,w jednym zespole.Nazywamy się "Buenos (Dobrzy)".
-Świetna nazwa...Szkoda,że ja nie mogę z wami wystąpić.
-Mogłabyś,gdybyś tego nie ukrywała.
-Żartujesz?Tata i tak nie pozwoliłby mi śpiewać i wywiózłby mnie na koniec świata.A ja nie chcę już podróżować.Tu znalazłam przyjaciół i miłość.

Leon.

Stałem w sali od muzyki cały zdenerwowany.Przyszła moja kolej.
-Możesz zaczynać,Leon-powiedział Pablo.
Wziąłem głęboki oddech i zacząłem grać.
-Super!-pochwaliła mnie Selena.
-Świetnie ci to wyszło-powiedział uśmiechnięty Pablo.
-Tak,tak...To było takie...-zaczął Beto, ale plik kartek mu się rozsypał.
Pomogłem mu je pozbierać,a Beto dokończył:
-To było takie uczuciowe...-zaczął płakać.
-Aż tak się wzruszyłeś?-zapytałem.
-Nie,nie...Coś mi wpadło do oka...Następny!-powiedział,więc wyszedłem z sali.
Tam zobaczyłem Violettę,która pisała coś w swoim pamiętniku.Chciałem podejść,ale uznałem,że nie ma po co..W końcu już nie jesteśmy razem.

Violetta.

Kątem oka zauważyłam Leona.Chciałam podejść,ale uznałam,że nie ma po co..W końcu nie jesteśmy razem.Ale w sumie,jako przyjaciel,mogę zapytać,jak mu poszło...Podniosłam się z krzesła i podeszłam do niego.Nalewał sobie wodę.
-I jak ci poszło?-wykrztusiłam z siebie.


-Yyy...-jąkał się.-Całkiem nieźle.
-To super...Na pewno wygrasz-trochę się rozluźniłam.
-Dzięki..Ale nic nie jest pewne.
-Tak...Muszę już iść.Pa-powiedziałam i pospiesznie poszłam do swojej szafki.
Leon
Chciałem zatrzymać Violettę,ale powstrzymałem się.Dlaczego?Bo się boję...
Camila
Przyszła nasza kolej.Fran i Maxi już weszli,ja powiedziałam im,że się napiję wody i do nich dołącze.Napiłam się,a zatrzymał mnie Federico.Bez słowa przyciągnął do siebie i pocałował.
-Powodzenia.
Uśmiechnęłam się i weszłam.
-Możecie zaczynać-powiedział Gregorio.
Maxi puścił tylko podkład z laptopa i trochę poszalał,a my śpiewałyśmy.
Dostaliśmy pochwały od wszystkich jury,w tym GREGORIO.Dziwne!

Ludmiła.

Ha!Ten tłuścioch nie będzie mi mówił,co mam robić...Zgaduje,że to ktoś z rodziny Violetty.Przez tego tłuściocha Violetta dostanie jeszcze trochę...O,właśnie ją widzę.Siedzi na krześle i pisze w tym swoim durnym pamiętniku.Pewnie coś o mnie.Ja jej pokażę!
-Widzę,że bez tego pamiętnika nie możesz wytrzymać-powiedziałam,zabierając go z jej rąk.Zaczęłam czytać.-UUU...Habla si puedes?Co to ma być?-zapytałam.
-Ludmiła,oddaj to-powiedziała stanowczo.
-Nie takim tonem słońce!-powiedziałam.
-Ej,dziewczyny,co się tu dzieje?-wtrącił się Tomas.
-Yyy...Po prostu Violetta upuściła pamiętnik,a ja chciałam go jej oddać,a ona na mnie krzyczy...-powiedziałam słodko.Tomas zawsze da się wkręcić.
-Violetta,czy to prawda?-zapytał.
-Nie,Ludmiła wyrwała mi pamiętnik z rąk i nie chce mi go oddać-poskarżyła się.
Tomas wziął ode mnie pamiętnik i podał Violetcie.Potem odszedł.
-Nie pogrywaj ze mną,weź to sobie do swojej ślicznej małej główki-powiedziałam.


-Co się tak gapisz?-zapytałam.-Uważaj,bo cię oślepię swoim blaskiem!
-Ludmiła Ferro!-krzyknął Pablo.Nastała moja kolej.Pokażę tej Srelenie,że to JA tu jestem gwiazdą!
Weszłam do środka.
-Zaczynaj-powiedział Gregorio.
-MUZYKA!-krzyknęłam.
Oczywiście jury oblali mnie pochwałami,no a jak!
Zadowolona wyszłam z sali.Nigdzie nie widziałam Violetty,ale widziałam Francescę,i prawie koło niej,Tomasa.Podeszłam do niego.
-TOMI!-krzyknęłam.-Słuchaj,może chciałbyś powtórkę z wczoraj?
-O co ci chodzi?-zapytał Tomas.
Kątem oka spojrzałam na Francescę.Była zazdrosna.
-No wiesz... Ty,ja,świeczki,róże,kolacja...Usta...-mówiłam.
Francesca wybiegła ze Studio.Tomas chciał biec za nią,ale ja go zatrzymałam i prawie pocałowałam,ale on mi się wyrwał i pobiegł za tą żmiją.ZNOWU MI SIĘ NIE UDAŁO!
Federico
Szukałem wszędzie Camili,i wreszcie ją znalazłem-siedziała sama w pewnym pustym zakątku Studio.
-Co ty tu robisz?-zapytałem,siadając obok niej.
Dostrzegłem łzy na jej policzkach.
-Coś nie tak?-dopytywałem się.
-Wszystko gra-powiedziała.
-Jasne,bo ci uwierzę.Co się stało?-nie ustępowałem.
-Po prostu...Już dzisiaj jedenaście osób powiedziało,że wyglądam do bani w tym stroju,więc się przebrałam na występ...A wtedy Gregorio powiedział:Koniec z emo?
-I to cię tak zasmuciło?Gregorio?
Kiwnęła głową.
-Słuchaj,Gregorio może sobie gadać co tam chce.Dla nas,zawsze będziesz tą samą Cami niezależnie od tego ,jak się ubierzesz.
-Dla nas,czyli?
-Dla mnie i dla twoich przyjaciół.Oni zawsze cię będą lubić.Przecież strój...Mówi trochę o człowieku,ale część to nie prawda.Uwierz mi.
-Dzięki-powiedziała i uśmiechnęła się.-Wpadniesz dzisiaj do mnie?Rodzice wychodzą na imieniny do cioci,więc będę tylko ja,ty...
-Uuuu...
-I mój brat.
-Uu-powiedziałem już mniej entuzjastycznie.
-Oj,przestań.Przecież Martin ma roczek,nie będzie przeszkadzał w całowaniu...To znaczy oglądaniu.Będziemy oglądać film.
-No oczywiście.Ale wiesz,dziecko,jak to dziecko,płacze.
-Ale Martin nie należy do "Upuściłem zabawkę,płaczę". Na serio.
-Serio serio?
-Tak.
-Dobra,to będę około osiemnastej.Może być?
-Idealnie-powiedziałam.-A teraz muszę iść i upewnić się,o której rodzice wychodzą.
-Okej.Pa.
Cami sobie poszła.Zapowiada się romantycznie.Oczywiście,że nie będziemy oglądać filmu,tylko się całować.Proste.

Naty.
Przyszedł czas na mnie.Gdy Pablo mnie zawołał,wahałam sie,czy iść,czy nie,ale wreszcie weszłam.Gregorio dał mi znak,że mogę zacząć,więc zaczęłam.
Dostałam trochę pochwał,i trochę poprawek.Muszę poprawić wymowę niektórych słów,tak powiedziała Selena.Skoro super gwiazda tak mówi,to tak zrobię.

Camila.
Szłam do domu i wpadłam na smutnego Maxiego.
-Ej,co się dzieje?-zapytałam.
-Miałem wczoraj wieczorem randkę z Seleną...-zaczął.
-I?-dopytywałam się.
-I powiedziała,że jednak nic z tego nie wyjdzie..Jestem taki smutny!
-Wiesz,czasami miłość-usiadłam-jest tuż przed tobą.
Maxi usiadł koło mnie.
-Czyli mówisz,że jak stoję przed moim tatą,to mój tata jest moją miłością?
-Nie,nie o to mi chodzi-zaśmiałam się.-Chodzi mi o to,że wystarczy bliżej poznać osobę,a łączy was więcej niż myślisz...
Nasze dłonie się dotknęły.Nagle coś poczułam.Motylki w brzuchu.Coś,czego nigdy nie czułam przy Federico...I nagle stało się to.
~~~~~

ello !!
Co u was? U mnie dobrze,poza tym,że mam katar i gardło mnie boli
Dziękuję za komentarze,baaardzo !! Staram się pisać długie rozdziały,żebyście mieli duużo do czytania

Do następnego !!
 

 
Ostatnio nie pisałama,wiem,przepraszam. za to dziś dodam 2 rozdziałki <3mam nadzieję że mi wybaczycie,przepraszam jeszcze raz..
~kamila

 

 
Przepraszam,że nie pisałam,ale nie mam już ferii
Dodam cos jutro..

Polecam bloga o Leomile, nie lubiłam tej pary ale opka ma super!
http://leomila.story.pinger.pl/ Zapraszam. <3

Kamila
 

 
-Ja też cię kocham.Ale nie chcę być rozdarta pomiędzy dwoma chłopakami-powiedziałam i wybiegłam z sali.
Biegłam dość szybko,więc po chwili byłam w swoim domu.Weszłam do niego.
-O,Violetta!-powitał mnie Federico.-Słuchaj,mam pewną sprawę...Czekaj,ty płaczesz?-zauważył moje łzy.
Nic nie odpowiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.Od razu rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Tak po prostu.Ale po chwili zrozumiałam,że nie można się mazać...Bez wyposażenia.Wzięłam więc z biurka chusteczki,otarłam łzy i tusz,który mi się rozmazał i poszłam do kuchni.Z zamrażalki wzięłam wielką pakę lodów czekoladowych, łyżeczkę z szuflady i poszłam spowrotem na górę.Na szczęście nikt mnie nie przyłapał.Gdy byłam już w pokoju, położyłam lody na łóżko,wzięłam chusteczki,laptopa,przykryłam się kocem i byłam gotowa:mogłam płakać.Łzami zalałam się natychmiast.Weszłam na facebooka i zmieniłam status "W związku" na sami wiecie jaki...I wrzuciłam smutną minkę. Potem udostępniłam zdjęcie jednej z grup z facebooka, o takie:

Oczywiście od razu dostałam komentarze typu: "co się stało?" , "Hmm...Z Leonem koniec,co?" Nie reagowałam na nie zbyt specjalnie,każdy może sobie pisać co tam chce. Miłości naprawdę nie ma.Są tylko nieporozumienia,kłamstwa,kłótnie...A miłość to kochanie, coś,czego nie da się opisać słowami...A nie całowanie.Do mojego pokoju ktoś zapukał.Nie odpowiadałam.
-Violetta,wiem,że tam jesteś-odezwał się ktoś zza drzwi.Poznałam ten głos,to była Francesca.
Nadal nie odpowiadałam.Aż Francesca sama sobie weszła.
-O co ci chodzi?-zapytała,ale gdy zobaczyła,że płaczę,od razu zmieniła ton.-O mój boże...Co ci się stało?-usiadła koło mnie.
-Nie udawaj,że nie wiesz-odezwałam się wreszcie.
-Ale...
-Zerwałam z Leonem.
-Co?Ale czemu?
-Bo oboje zakochaliśmy się w kimś innym...On w tobie,ja w Tomasie.Przepraszam-powiedziałam i zakryłam twarz poduszką.
-To nie twoja wina.W końcu ja też zerwałam z Tomasem...-powiedziała drżącym głosem.
-Dlaczego?-zapytałam,chodź wiedziałam,jak brzmi odpowiedź.
-Bo powiedział,że zakochał się w tobie,a ja powiedziałam,że zakochałam się w Leonie...Przepraszam.
-To też nie twoja wina.Teraz rozumiem,co czułaś,kochając chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki.I nie gniewam się na ciebie.A ty,gniewasz się na mnie?
-No coś ty...Mówiłyśmy przecież,że nasza przyjaźń przetrwa wszystko,co nie?
-Co prawda,to prawda-powiedziałam i uśmiechnęłam się.-Wiesz,co poprawia mi humor?Śpiewanie z najlepszą przyjaciółką.
-Chodźmy więc!-oznajmiła Francesca i wybuchnęłyśmy śmiechem.-A może zadzwonię jeszcze po Camile?Nie ma to jak poprawić sobie humor podwójnie.
-Masz rację.Dzwoń,a ja się ogarnę.
Wstałam z łóżka,otarłam łzy,poprawiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia,aż nagle zauważyłam,że mam plamę po tuszu na spódnicy.Nie wiem,czy się spierze...
-Ups,mamy problem ...-powiedziałam.
-Co jest?-zapytała Francesca,która próbowała się dodzwonić do Camili od pięciu minut.
-Mam brudną spódnicę..Wiesz co?Ty leć poszukać Cami,najpierw sprawdź,czy nie ma jej w pokoju Federico,a jak ją znajdziesz zadzwoń i powiedz,gdzie jesteście,to ja przyjdę.
-Okej-zgodziła się Francesca i wyszła z pokoju.
Francesca

Stałam przed pokojem Federico i niestety podsłuchiwałam...Wiem,że nie powinnam,ale gadali o mnie!
-To kiedy zamierzasz jej o tym powiedzieć?-zapytał Federico Camili.
-Nie wiem...To jest trudne.Z jednej strony wykorzystam taką szansę w życiu,ale z drugiej strony stracę ją.
-O co chodzi?-wparowałam do jego pokoju bez pukania.
-To ja pójdę po soczek-powiedział Federico i wyszedł.
-O co chodzi?-powtórzyłam.
-Ja ...Powiedziałam o tym Violi,bo przyjaźnimy się od nie dawna,ale tobie nie mogłam powiedzieć,bo znam cię i wiem,jakbyś zareagowała.
-To mów teraz!-krzyczałam.
-Dobrze,ale uspokój się.Chodzi o to,że...Ja mam szansę wyjechać do Anglii na pół roku,żeby zrobić karierę,i zostawić tu wszystko...Ale wacham się.I nie wiem jak na to zareagujesz,ale wiedz,że jeśli nie chcesz,żebym pojechała ,pogodzę się z tym i ...
Wtuliłam się w nią.
-Jedź.Nie możesz zaprzepaścić takiej szansy-stwierdziłam.
Wtedy do pokoju weszła Violetta.
-Powiedziałaś jej?-zapytała.
-Tak-przytaknęła Camila.
-I...?-dopytywała się Viola.
-I Francesca pozwoliła jej jechać-wtrącił się Federico.
Przytaknęłyśmy,uśmiechnęłyśmy się do siebie i poszłyśmy do Studio.
Violetta
Modliłam się,aby nigdzie nie natknąć się na Leona,i mojej modlitwy wysłuchano-spokojnie dotarłyśmy na miejsce.Weszłyśmy do sali od muzyki i zaśpiewałyśmy.
-Wow,super!Od razu poprawiło mi to humor-powiedziałyśmy jednocześnie i wybuchnęłyśmy śmiechem.Wtedy do sali weszła Selena i zaczęła klaskać.
-WOW! Super,girls.(Wow!Super,dziewczyny)-powiedziała.
-Thanks-odpowiedziałyśmy.
-Take part in the competition?(Bierzecie udział w konkursie?)-zapytała i po chwili dodała:-I mean, I know it does not take Violetta, but can you?(Znaczy wiem,że Violetta nie bierze,ale może wy?)
-Yes, I can not wait.(Tak,nie mogę się doczekać.)-powiedziała Cami.
-Me too (Ja też)-zgodziła się Fran.
-I have an idea! Show you how to sing such a song in English?(Mam pomysł!Pokazać ci,jak śpiewam taką jedną piosenkę po angielsku?)-zaproponowała Cami.
-Yes!(Tak!)- Selena była zachwycona.
Camila puściła podkład i zaczęła śpiewać.My robiłyśmy jej chórki.
-Super! Girls, you have so much energy .. Even I do not have enough. Congratulations! And good luck in the competition.(Super! Dziewczyny,macie w sobie tak dużo energii..Nawet ja tyle nie mam. Gratuluję! I powodzenia w konkursie.)-pochwaliła nas.
-Thank you!-odpowiedziały dziewczyny,jednak ja siedziałam cicho.
-How's the Maxi?(A jak tam z Maxim?)-zagadnęłam.
-Cool .. It's just that I wanted to kiss him, but he pulled away from me every time I tried. Does he ever kissed? You know, the girl ...(Spoko.. Tylko że chciałam go pocałować,ale on się ode mnie odsuwał za każdym razem,kiedy próbowałam. Czy on się nigdy nie całował? No wiecie,z dziewczyną...)-odpowiedziała Selena.
-I do not really remember. Probably not. But he is not. Are you sure you ran into THIS Maxi?(W sumie to nie przypominam sobie. Chyba nie. Ale on taki nie jest. Jesteś pewna,że spotkałaś się z TYM Maxim?)-upewniała się Francesca.
-Yes...I have to go. Bye!(Tak... Muszę już iść.Pa!)-zakończyła i wyszła.
-Dziwne.Maxi nie lubi się całować?To przecież jest fajne-rozmarzyła się Camila,a ja odchrząknęłam,żeby zwrócić na nas uwagę.-A no tak-oprzytomniała.-Sorki...Będę lecieć.Pa!-powiedziała i wyszła.
-No i zostałyśmy same..-powiedziałam.
-Nie,ty zostałaś sama.Mama do mnie napisała,musze iść.Do zobaczenia,i trzymaj się jakoś-powiedziała Francesca.
-Spróbuję.
Wyszła.Zostałam sama.Przeglądałam nuty, które tam były.Nagle ktoś złapał za ramiona.Odwróciłam się,a to był Leon.Pochylałam się już do pocałunku,ale w ostatniej chwili się odsunęłam.
-Leon...To nam nie wyjdzie-powiedziałam,ale z każdą chwilą coraz bardziej chciałam dotknąć jego warg swoimi...
-Ale spróbujmy,bo ja nie mogę bez ciebie żyć...-powiedział Leon uwodzącym głosem.
-Nie,nie-odsunęłam się od niego i wybiegłam.
Dobiegłam do parku i usiadłam na ławce.Wyjęłam z torebki pamiętnik i napisałam:
"Czemu byłam taka głupia?Mogłam wybaczyć Leonowi... Nienawidzę siebie!!"
Zamknęłam z trzaskiem pamiętnik.
-Ej,ej,coś ty taka zdenerwowana?-zapytał Tomas zza moich pleców.
-Po prostu..Nieważne-odpowiedziałam i chciałam iść,ale Tomas mnie zatrzymał.
Powoli schylał się do pocałunku.Prawie dałam się uwieść.

-Nie,Tomas.To co robimy jest złe-powiedziałam.

Francesca


Chodziłam sobie po parku,aż nagle zauważyłam Violę i Tomasa.Niestety, musiałam ich podsłuchać.
-Ale czemu?-zapytał jej Tomas.
-Bo...Tak,kocham cię, a ty kochasz mnie.Ale kocham Leona,ty kochasz Francescę,a Francesca to moja przyjaciółka.Nigdy nie będziemy szczęśliwi.Więc proszę,wróć do niej,postaraj się...Bo ja nigdy nie będę twoja-odpowiedziała Violetta i poszła.
-Tylko jak ja mam to zrobić?-myślał Tomas na głos.
-Tak-podeszłam do niego i pocałowałam go.-Bądźmy razem-powiedziałam.
-Wiedziałem,że to kiedyś się stanie-powiedział Tomas i uśmiechnął się do mnie.-Wyskoczymy na pizzę?
-Jasne-zgodziłam się i ruszyliśmy.

Camila


Siedziałam w domu i opiekowałam się moim małym braciszkiem.
-A...KUKU!-bawiłam się z nim.
Dziecko za każdym razem się uśmiechało.Jak ja kocham to maleństwo.



-Będzie z ciebie dobra mama-powiedziała moja mama,która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach.
-O,już przyjechałaś?-zapytałam zdziwiona.-Mówiłaś,że wrócisz za dwie godziny.
-No właśnie.Wyjechałam o dwunastej ,a jest czternasta.Halo,ziemia do Camili!-powiedziała mama i wzięła maleństwo na ręce.-Jak się ma moje słodkie maleństwo?Dobrze,dobrze?Tak!A bububu!-zachwycała się mama swoim dzieckiem które widziała już z tysiąc pięćset sto dziewięćset razy.
Usiadłam ze smutkiem na łóżko.
-Co się stało?-zapytała mama i usiadła razem z Martinem ,na swoich kolanach,koło mnie.
-Po prostu ciągle myślę o tej ważnej decyzji-powiedziałam i oparłam się o ramię mamy.
-Posłuchaj głosu serca-poradziła mi mama.
-Moje serce nie wie,czego chce.
-Na pewno wie,ale ty nie chcesz sobie tego uświadomić.Tak ci tylko radzę.Dobra,idę zrobić łososia w karmelu na obiad.
Spojrzałam na mamę swoją miną: "Serio?"
-No dobra,zamówię pizzę-powiedziała mama i wyszła z pokoju,z braciszkiem na rękach.
-Mamo!-zatrzymałam ją.
-Tak?-zapytała.
-Zrobisz mi zdjęcie z Martinem?Proooszę!
-Dobrze,dobrze.Tylko pójdę po aparat.
Mama dała mi Martina i poszła po aparat.Po chwili z nim przyszła.Zrobiła nam zdjęcie i przekazała mi aparat.
-A teraz idę zadzwonić po pizzę-powiedziała i poszła.
-Okej-odpowiedziałam,ale mama chyba tego nie dosłyszała.
Włączyłam komputer,który strasznie muli,więc zbieram na nowy,i czekałam dziesięć minut,zanim się włączył.I wreszcie to nastąpiło.Wrzuciłam moje zdjęcie z Martinem na facebooka i dodałam opis:


"Ja i mój słodziutki Martinek . Kocham go <33"
Poserfowałam sobie jeszcze trochę i postanowiłam przygotować się do jutrzejszego konkursu Seleny.Puściłam z kompa podkład,zaczęłam tańczyć i śpiewać.




Znalazłam tą piosenkę w Resto Band,to znaczy nuty.A później Luca ułożył słowa.Tylko nie wiem,kogo jest muzyka.Ale piosenka naprawdę świetna.A do mojego pokoju wpadł zdyszany Leon.
-Pomóż mi odzyskać Violę-wydyszał.
-Ale...Myślałam,że to oboje zerwaliście?
-Nie,Violetta...Po części się z nią zgodziłem,ale teraz muszę ją odzyskać.
-Okej,ale czemu przychodzisz do mnie?
-Do Francesci nie mógłbym pójść,a ty jesteś jej przyjaciółką,proste.
-Dobra,po pierwsze: czemu masz podartą koszulę i jesteś zdyszany?
-Bo idąc do ciebie,zaczął mnie gonić wielki owczarek niemiecki, o taki-wyjaśnił i pokazał ręką wysokość swojego pasa.
-Okej... A po drugie,pomogę ci.To na początek...
Leon dostał SMS-a i go przeczytał.
-Uuu...Prześlesz mi te zasady mailem?Bo mama napisała,że źle się poczuła.
-Dobra.Masz szczęście,że komputer mam włączony.
-Dzięki Cami-powiedział,a potem przez chwilę się wahał i przytulił mnie.-To pa!
-Pa.
Usiadłam do komputera i pisałam tego maila.Sporo wiedziałam o Violetcie,bo jak u niej nocowałam,gadałyśmy całą noc i mówiłyśmy o wymarzonych rzeczach,jeśli chodzi o chłopaków i ona podała mi dokładnie to samo.Wysłałam tego maila i poszłam do kuchni.
Leon
Na szczęście mamie nic się nie działo,to po prostu reakcja na pierwsze zażycie nowych leków.Pospiesznie usiadłem do komputera i sprawdziłem pocztę-był tam mail od Camili.





No,wymagania to ona ma.Ale dla niej zrobię wszystko.Wszyściuteńko.

Ludmiła


Dowiedziałam się od Naty, że Leon chce zrobić romantyczną niespodziankę dla Violetty,żeby mu wybaczyła...Ale niestety,albo i stety,ja to wszystko zburze.Dowiedziałam się również,że planuje to zrobić jutro, więc mam plan...Szatański.
Następnego dnia,o piątej rano


Leon

Szedłem do Violi z kwiatami - czerwonymi różami.Po drodze spotkałem Ludmiłę i Naty.
-Leon!-krzyknęła Ludmiła.
-Ludmiła,nie mam czasu...A poza tym co wy tu robicie tak wcześnie?-zapytałem zdziwiony.
-My mamy...Poranną gimnastykę!
-W spódniczkach?
-Och,Leon,ty się nie znasz na modzie.

Ludmiła

Mój plan właśnie się rozpoczął.
-To ja już pójdę-trzymała się planu Naty.
"Poszła",ale nie poszła.Włożyła do bukietu,który znajdował się w koszyku,kilka narcyzów czyli kwiatów,na które Violetta miała uczulenie.
-Dobra,nie zatrzymuję cię.To pa-powiedziałam i razem z Naty poszłyśmy.

Leon


Dziwnie się zachowywały...Ale co tam.
Gdy dotarłem do domu Violetty,po prostu zapukałem,bo jeszcze wcześniej powiadomiłem Olgę o moim planie.Otworzyła mi właśnie ona.
-Ptaszek wszedł do gniazda-to było nasze hasło,które teraz wypowiedziałem.
-Przyjęłam.Violetta jest w swoim pokoju i powinna spać-odpowiedziała Olga,a ja poszedłem na górę.
Otworzyłem drzwi jak najciszej mogłem i postawiłem jej kwiaty z liścikiem.Niestety,Violetta obudziła się.
-Leon?Co ty tu robisz?-zapytała zaspana i zapaliła lampkę.
-Ja...Proszę-powiedziałem i podałem jej bukiet.
Nagle zauważyłem w nim coś żółtego..Ech,te kwiaciarki.
-Och,Leon,to takie...-Violetta zrobiła się cała czerwona i zaczęła łzawić.
-Ej,co jest?-zapytałem zdenerwowany.
-Czy dodałeś tu narcyzów?-zapytała i łzawiła jeszcze bardziej.
-Nie,oczywiście,że nie!-byłem coraz bardziej zdenerwowany tym,co się działo Violi.
-Są tu! Mam na nie uczulenie!-powiedziała i pobiegła do toalety.
I chyba domyślacie się,co zrobiła ...Pobiegłem do niej.
-Violetta,ja...LUDMIŁA!-powiedziałem.
Teraz domyśliłem się,że to Naty mi to wrzuciła,kiedy powiedziała,że już idzie.Ta Ludmiła przesadza!
-Co się dzieje?-zapytała Olga,która szybko tu przybiegła.Viola nadal siedziała w kiblu i zamknęła się na kluczyk.
-To Ludmiła i ten...Violetta ma uczulenie i ... Wszystko przez Ludmiłę!-powiedziałem,popłakałem się i wyszedłem z tego domu.
Violetta nigdy mi nie wybaczy.Tym bardziej,że ją zatrułem.Chciałem iść do domu Ludmiły wszystko wyjaśnić,a akurat na nią wpadłem na ulicy.
-Ty jesteś...-zacząłem.
-Boska,utalentowana i piękna-przerwała mi.
-Nie! Jesteś wredną żmiją!Ty podłożyłaś do mojego bukietu narcyzy! I dobrze wiedziałaś,że Violetta miała na nie uczulenie! Przestaniesz się wreszcie wtrącąć w cudze sprawy?!Już nigdy jej nie odzyskam!-wykrzyczałem.
-CO?-zapytała...


_______________________________
Dłuuuuuuuugi co nie? Hejka


Do następnego !!


! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
ze śmiechu.
-Rozwaliłeś słoik i ogórki ci się rozsypały na chodniku?-zapytałam śmiejąc się.
-Nie śmiej się!-odezwał się po drugiej stronie.
-Dobra,już się nie śmieje-powiedziałam i z trudem powstrzymywałam śmiech.-To najlepiej to posprzątaj,co?
-Wiem,tylko jak?Wszystko się rozlało-mruknął smutny.
-No to pozbieraj ogórki i szkło,a wodę zostaw bo i tak wsiąknię.Już wszystko?Bo właśnie gadam z Seleną-powiedziałam.
-Tak,dziękuję kochanie.Pa-zakończył i rozłączył się.
-Who was it?(Kto to był?)-zapytała Selena bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
-Leon.What are we ... And yes, Maxi.(O czym my...A tak,Maxi.)
-Yes,yes...Do you have his phone number? Would like to talk to him.(Tak,tak...Masz jego numer telefonu?Chciałabym z nim pogadać.)
-Sure. It goes like this: nine, eight, two, three, three, oh, twenty-five and seven.(Jasne. To leci tak: dziewięć,osiem,dwa,trzy,trzy,zero,dwadzieścia pięć i siedem.)-powiedziałam.
Selena wybrała jego numer i po chwili powiedziała do słuchawki:
-Hi Maxi, Selena here. You take part? Great! Maybe you would like to meet me, maybe at the cinema or in a cafe?(Cześć Maxi,tu Selena. Bierzesz udział w konkursie?Świetnie! A może chciałbyś się ze mną spotkać,może w kinie,albo w kafejce?)-odczekała chwilę na odpowiedź.-Okay ... No, I'm not mad. Bye.(Okej...Nie,nie gniewam się.Pa.)
Rozłączyła się.Czyżby Maxi nie chciał się umówić z SELENĄ GOMEZ?
-And what did he say?(I co powiedział?)-zapytałam.
-That will take part in the competition, but do not want to be with me because he thinks I want to use it and that's it ...(Że bierze udział w konkursie,ale nie chce ze mną być,bo myśli,że chcę go wykorzystać i tyle...)-powiedziała i popłakała się.
-But the advantage in what sense?(Ale wykorzystać w jakim sensie?)
-You know: dating, kiss and something higher ... And then I go and make him leave.(No wiesz: randki,pocałunek i coś wyższego... A później wyjadę i go zostawię.)
-WHAT? Would never Maxi did not say ... Something's not right.(CO?Maxi nigdy by tak nie powiedział...Coś tu nie gra.)
-But he said so. I better get going. Thanks for your time. See you tomorrow.(Ale on tak powiedział. Lepiej już pójdę. Dzięki za rozmowę. Do jutra.)-zakończyła i wyszła.
Maxi by tak powiedział?Nie...Coś tu nie gra.Muszę do niego zadzwonić.Wybrałam jego numer,i odebrał sam on.
-Halo?-zapytał.
-Hej Maxi,tu Violetta.Czemu spławiłeś Selenę?-zapytałam prosto z mostu.
-Selenę?Nie wiem o co ci chodzi...
-Dzwoniła do ciebie,a ty powiedziałeś dokładnie to:że Selena cię wykorzysta w sensie: randki,pocałunek,coś wyższego...Wiesz,o co mi chodzi.Nie udawaj.
-Odebrał mój młodszy brat.Powiedział,że to tylko Francesca dzwoniła żeby się spotkać.
-W takim razie twój brat to oszust.Oddzwoń do Seleny,na pewno gdzieś zapisał się jej numer i przeproś,okej?
-Okej...A po co Sel dzwoniła?
-Bo się w tobie zakochała.Muszę kończyć,pa.
-Pa.
Rozłączyłam się.I wszystko jasne.Poszłam do kuchni i usiadłam na stołku.Dzisiaj był zwariowany dzień.A jutro egzamin...Nie chcę śpiewać z Tomasem.A co,jeśli przypomnę sobie,jaki to on jest fajny,mądry,utalentowany i jak mu się oczy błyszczą jak śpiewamy?Zakocham się w nim od nowa.I wtedy z Leonem koniec.Oby tylko Leon i Francesca no ten...A z resztą nie mogę tak myśleć.Muszę myśleć pozytywnie,wtedy będzie spoko.Bez nerwów.Do kuchni weszła Olga.
-Jak się trzymasz,Violetta?-zapytała i usiadła koło mnie.
-Dosyć dobrze,Olga.Dziękuję,że pytasz-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-A stresujesz się przed jutrem?Ponoć masz jakiś egzamin...
-Tak,tak...Po prostu nie chcę śpiewać z Tomasem bo boję się,że coś do niego poczuję.A kocham Leona.Jak to jest być rozdartym pomiędzy dwoma chłopakami?-zapytałam z goryczą.
-Przyznaję,że nie wiem.Ale za to wiem coś o miłości...No wiesz,ja i Ramallo..
-Ale z tego co pamiętam wy nie jesteście razem,ani nie byliście,co nie?
-To wszystko przez tą przestrzeń osobistą tego całego Ramallo-skarżyła się Olga.
-Nie bój się,Ramallo w końcu zobaczy w tobie tego,czego nigdy nie mógł zobaczyć-pocieszałam ją.-A teraz przepraszam,ale muszę już iść.
-Dobrze,dobrze...Pamiętaj,za godzinę kolacja.
Poszłam na górę do pokoju i otworzyłam pamiętnik.


Zapisałam:
"Droga mamo!
Z jednej strony cieszy mnie jutrzejszy dzień-kiedy śpiewam czuję coś,czego nie czułam nigdy wcześniej.Ale z drugiej strony boję się.Tak,że się zakocham.Czemu ja nie mogę się zakochać w jednym - tak jak ty, i inne moje przyjaciółki?A w sumie Francesca też zakochała się w dwóch,ale to mały szczególik.Nie wiem,czy nadal się przyjaźnimy.Ale każda przyjaźń i każdy związek muszą przechodzić kryzysy,co nie?
Życz mi szczęścia..."
Zamknęłam pamiętnik.
-Tomas!-krzyknęłam.-Co ty tu robisz?
-Musimy pogadać-powiedział Tomas.
-Nie mamy o czym,lepiej już idź-powiedziałam.
-Ale ja coś do ciebie czuję-nie dawał za wygraną.
-Ale ja nie.
-Wiem,że to nie prawda.
-Tomas,chodźmy na dół,to ci coś powiem-powiedziałam zachęcająco,ale tak naprawdę chciałam go tylko wygonić.
Zeszliśmy na dół do kuchni.
-Co chciałaś mi powiedzieć?-zapytał pełen nadziei Tomas.
-Żebyś sobie wyszedł.
-CO?Podpuściłaś mnie!
-Tomas,idź już.Nie chcę,żebyś tu był.
Złapał mnie za ramię.
-Ale zastanów się.Czy naprawdę mnie nie kochasz?



-Idź już-powiedziałam stanowczo,a Tomas bez słowa wyszedł.
Czy ja coś do niego czuję?Tak.Ale nigdy nie będę z nim szczęśliwa wiedząc,że kiedyś chodził z moją najlepszą przyjaciółką.Będę miała wyrzuty sumienia.Szkoda,że miłości nie da się zatrzymać.Z zamyśleń wyrwał mnie Ramallo.
-Violetto,tata dzwoni i prosi ciebie do telefonu-powiedział i podał mi słuchawkę.
-Halo?-zapytałam.
-Hej Violu!Jak się masz?-zapytał zadowolony tata.
-Dobrze.
-Naprawdę?Masz jakiś taki smutny głosik...
-Nieważne.Co u was?
-U nas wszystko okej,ale tęsknimy za tobą.
-Ja też za wami tęsknię.
Tata się zaśmiał.
-A co u Leona?
Łzy napłynęły mi do oczu i miałam gulę w gardle.
-Nic ciekawego...Po staremu-wykrztusiłam z siebie.
-Czy coś się stało z Leonem?Zranił cię?
-Nie tato,wszystko w porządku.A jak wam się podoba w Paryżu?
-Jest bardzo fajnie.Byliśmy na szczycie wieży Eiffla.Wspaniałe widoki.Może w wakacje też tam pojedziemy,całą rodziną?
-Nie wiem,jeszcze dużo do wakacji.Pewnie zdążysz zmienić zdanie-stwierdziłam.
-Nie lubię,jak jesteś smutna.Na pewno wszystko gra?
-Na pewno.Możesz dać mi Angie?
-Jasne.Angie!-zawołał tata.
-Halo?-usłyszałam głos Angie.
-Hej Angie,tu Viola.
-O,Violu!Jak dobrze cię słyszeć.Co tam u was?
-W porządku.Jutro mamy zaliczenie z twojego ćwiczenia.
-Stresujesz się?
-Trochę,ale głównie chodzi o to,że chyba czuję coś do Tomasa...
-Ups...Przepraszam,mogłam pomóc ci się zamienić.
-Już na to za późno.A najgorsze jest to,że Francesca i Leon też darzą się uczuciem...Co za beznadzieja.Niby nadal jestem z Leonem,ale czuję niepewność.Nie wiem,czy dobrze wybrałam.
-Dobrze wybrałaś.A jak już będzie po ćwiczeniu,spadnie z ciebie ten ciężar i będziesz mogła spokojnie być z Leonem.A poza tym,wszystko dobrze?
-Tak.Olgunia i Ramallo po staremu.
-Ale chodzi mi o ciebie,o...Studio-wypowiedziała szeptem.
-Jest fajnie.Tak jakby zaprzyjaźniłam się z Seleną Gomez...
-Serio?I co,jaka jest?
-Taka jak wszystkie nastolatki...Nic specjalnego.Ale śpiewanie z nią to naprawdę wielka przyjemność.
-Kolacja!-krzyknęła Olga.
-Przepraszam,muszę kończyć-powiedziałam.-Pa.
-Pa,całuski-zakończyła Angie,a ja rozłączyłam się i oddałam telefon Ramallo.
Usiadłam przy stole.Wzięłam jak zwykle dwa tosty z serem i nalałam sobie trochę soku,jednak nie miałam ochoty jeść.
-Violetta,zjesz coś wreszcie?-zapytał Federico pięć minut po tym,jak wpatrywałam się w tosty.
-Mmm...Okej-zgodziłam się i zjadłam jednego tosta.
Drugiego jednak nie mogłam nigdzie zmieścić,więc wypiłam sok i poszłam na górę.
Co może mi poprawić humor?Śpiewanie i tańczenie...Weszłam na "strych".Nikt mnie nie powstrzymał.A tam,co znalazłam?Wszystkie rzeczy po mamie:ubrania,dyplomy...Wszystko.Kosmetyki.Ubrałam się w jeden z jej strojów i usiadłam.


-Jak pięknie-powiedział Ramallo.
-Dziękuję Ramallo-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Odziedziczyłaś talent po swojej mamie...To było takie wzruszające-powiedział i zalał się łzami.
-Nie płacz Ramallo...
-Ach tak,przepraszam...Pójdę już-zakończył i wyszedł.
A ja niestety też musiałam stąd wyjść.Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Następnego dnia
Wstałam o siódmej dwadzieścia.Ubrałam się i zeszłam na dół.
-O,jesteś Violetta-powiedziała Francesca,która o dziwo była o tej godzinie w moim domu.
-Co ty tu robisz?-zapytałam.
-Chciałam cię przeprosić.Tak,nadal kocham i Leona i Tomasa,ale chcę być z Tomasem więc wiedz,że nie zepsuję ci związku.Wybaczysz mi?
-No pewnie że tak-powiedziałam i przytuliłyśmy się.-Ale obiecujmy sobie,że żaden chłopak nie stanie między nami.
-Obiecuję.Pójdziemy razem do Resto Bandu?Bo za dwadzieścia minut mamy zaliczenie.
-Okej,nic nie jadłam,ale w Resto coś sobie kupię-powiedziałam i poszłyśmy do Resto.
5 minut później, w Resto Bandzie
Siedziałam z Francescą,gadałyśmy,a ja jadłam sałatkę owocową.Po chwili dosiadła się do nas Camila.
-Stresujecie się?-zapytała.
-Hmm...Może trochę-odpowiedziałam.
-Tak,ja też-zgodziła się Francesca.-A ty?
-Nie.Z Federico nigdy się nie stresuję.Jak fajnie być z nim w parze...
-Cieszę się,że jesteś szczęśliwa-powiedziałam.
-Dzięki,jesteście najlepsze-odpowiedziała Camila.
-Zgadnij kto to!-ktoś objął mnie od tyłu.
-Ooo...Ale to trudne!Chyba Leon-powiedziałam, i spojrzałam na tego kogoś,czyli na Leona.
-To my pójdziemy-powiedziała Camila i pociągnęła ze sobą Fran,a Leon usiadł koło mnie.
-Chciałbym z tobą zaśpiewać...-powiedział Leon.
-Okej.Hablemos de una vez-zaczęłam,a po chwili Leon do mnie dołączył.-Yo te veo pero tu no ves.En esta historia todo esta al reves.No me importa esta vez.Voy Por Ti , Voy..Hablemos de una vez.Siempre cerca tuyo estare.Aunque no me veas mirame,No me importa esta vez,Voy Por Ti,Voy Por Ti,Voy Por Ti,Voy Por Ti.
Skończyliśmy.
-I tego mi było trzeba-przyznał Leon.
-Witajcie w Resto band!-powitał Luca,prowadzący nasze zaliczenie.
-Powodzenia-powiedzieliśmy do siebie jednocześnie (ja z Leonem) i słuchaliśmy Luci.
-Jako pierwsi wystąpią Camila i Federico!
Ta dwójka weszła na scenę i zaczęli śpiewać.Wyszło im bosko!Czuć było tę więź pomiędzy nimi...Później wystąpił jeszcze Maxi z Naty,Ludmiła z Braco i jeszcze inni...I przyszedł kolej na Francescę i Leona.Zacisnęłam zęby i powtarzałam w myślach:"Myśl pozytywnie,myśl pozytywnie",ale to nie działało.Patrząc na nich można by było pomyśleć,że znają się od wieków i są w sobie po uszy zakochani.Leon śpiewał w wyjątkowy sposób,tak,jak ze mną...Ja mu pokażę,jak będę śpiewać z Tomasem!Gdy już skończyli,wszyscy bili im brawa,a oni TRZYMAJĄC SIĘ ZA RĘCE zeszli ze sceny i nawet się na mnie nie popatrzyli.I wtedy przyszła kolej na mnie i Tomasa.

Wyszło nam wspaniale.Poczułam coś do niego.I to coś głębokiego.Popatrzyłam na Leona.On zrobił tę swoją minę:


i uciekł.Pobiegłam za nim.Dotarliśmy do Studio,do sali występów.
-O co chodzi?-zapytałam.
-Posłuchaj Viola-zaczął zdenerwowany Leon.-Widziałem,że poczułaś coś do Tomasa.I to nie było granie.
-Wiem-mruknęłam.-Ale nie tylko ja tu zawiniłam-powiedziałam już głośniej.
-O co ci chodzi?-zapytał równie głośno.
-Nie udawaj niewiniątka!-zaczęłam krzyczeć.-Widziałam jak patrzysz na Francescę!Łapałeś ją za rękę...I śpiewałeś w taki wyjątkowy sposób,jak ze mną...-teraz ściszyłam trochę głos,a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Violu,ja...
-Nie musisz się tłumaczyć.Myślę,że pora to zakończyć-po moim policzku spłynęła łza.
-Ale ja nadal cię kocham-powiedział Leon i otarł moją łzę.
-Ja też cię kocham.Ale nie chcę być rozdarta pomiędzy dwoma chłopakami-powiedziałam i wybiegłam z sali.
_________________
Hej! Podoba wam się rozdział ? mnie tak .. .. co tu jeszcze dodać? Dziękuję za tyle komentarzy,jest ich coraz więcej i są coraz bardziej rozwinięte ,co mnie cieszy .Pozdro dla Kingi No i do następnego .
~ Tina ♥ ~
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
D Usiadłam ze zrezygnowaniem na krześle.Po co ja jej się zwierzałam?No po co?Do sali weszła Camila.
-Hej,Violu,chodź,bo zaraz śpiewamy z Seleną-powiedziała.-Coś się stało?
-Tak.Leon usłyszał jak mówię Selenie,że kocham Tomasa....Wszystko się posypało-wyznałam.
-Nie przejmuj się,Leon w końcu przejrzy na oczy,jaka jest prawda: Bardziej kochasz jego.To co,idziemy?-zapytała i wyciągnęła do mnie dłoń,którą po chwili chwyciłam.
-Jasne-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po chwili cała nasza wybrana grupa stała na scenie,a reszta szkoły - stała na widowni.Razem z Francescą.W sumie to trochę się zaczęłam cieszyć,że jej nie wybrali.Ale to w sumie nadal była to moja najlepsza przyjaciółka...
Z zamyśleń wyrwał mnie Antonio.
-Drodzy uczniowie Studio 21,zebraliśmy się tu,aby w progach naszego Studio zagościć wspaniałą amerykańską gwiazdę muzyki pop-Selenę Gomez!Brawa!-powiedział,a Selena wyszła na scenę.
-Hey my dear fans! How is your occupation? Are you ready? (Hej moi drodzy fani!Jak się bawicie?Jesteście gotowi?)-zapytała,a z głośników wybrzmiały pierwsze nuty piosenki "Slow down".Wszyscy klaskali,a Selena zaczęła śpiewać.My robiliśmy jej chórki.




Gdy skończyliśmy,wszyscy zaczęli klaskać,ale gdy ja zobaczyłam kamery,wybiegłam z tej sali.Byłam na zewnątrz i siedziałam na ławce.Ku mnie zmierzał Leon.
-Coś się stało?-zapytał.
-Nie,po prostu były tam kamery,a nie chciałam,żeby tata mnie zobaczył.A jeśli już rozmawiamy,muszę ci coś powiedzieć...
-Chodzi o Tomasa?
-Tak.
-To ja pójdę-powiedział i wstał,ale ja go zatrzymałam.
-Kocham go,fakt.Ale nikogo nie kocham tak jak ciebie.To co,że zakochałam się w Tomasie,skoro nie chcę z nim być,tylko z tobą?Nie chcę go kochać,ale serce nie sługa.Wybaczysz mi?-zapytałam pełna nadziei.
-Muszę się zastanowić.Ale na razie bądźmy przyjaciółmi i nie fochajmy się na siebie,okej?Nie potrafię być z tobą skłócony-powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-To super-odetchnęłam z ulgą.-Ej,a przyjaciele się przytulają,co nie?-zapytałam nieśmiało.
-Yyyy...No pewnie-odpowiedział równie nieśmiało.
-No chodź ty tu-powiedziałam i przytuliliśmy się.Potem popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy i pocałowałam go.Po pocałunku nie odzywaliśmy się do siebie i się odsunęliśmy.-To przyjaciele,tak?-przerwałam głuchą ciszę.
-Jasne-powiedział Leon i wszedł do Studio.Ja weszłam za nim,a gdy upewniłam się,że kamera jest wyłączona,stanęłam w kolejce po zdjęcie.
Kolejka była dość długa,więc czekałam z dziesięć minut i wreszcie nastała moja kolej.
-What's that you ran the show?(Co tak uciekłaś po występie?)-zapytała Selena.
-I'd rather not talk about it ... We do this photo?(Wolę o tym nie mówić... Robimy to zdjęcie?)-zapytałam,a Sel przytaknęła i zrobiłyśmy sobie zdjęcie.-You like the Maxi?(Spodobał ci się Maxi?)-zapytałam,jak zauważyłam że Selena patrzy się wyjątkowym spojrzeniem na Maxiego.
-Yes, and it's very ... you tell me a little about it?(Tak,i to bardzo...Opowiesz mi trochę o nim?)-zapytała pełna nadziei.
-Okay, but not here ... Maybe in my house? Here, here is the address.(Okej,ale nie tu...Może u mnie w domu?Masz,tu jest adres)-podałam jej karteczkę z moim adresem.
-Thanks.I'm about four o'clock, but in some disguise, because I do not know if you know, but there is a lot of paparazzi ... See you later.(Będę około szesnastej,ale w jakimś przebraniu,bo nie wiem czy wiesz,ale tu jest dużo paparazzi... Do zobaczenia.)-powiedziała,a ja poszłam do domu.


León


Leon
Leżałem na łóżku i zastanawiałem się,jaką piosenkę wybrać na konkurs,który jest pojutrze (w czwartek).Na serio.Nie,no dobra...Tak na serio to myślałem o Violi.Popełniliśmy dużo błędów,przyznaję się bez bicia.Ale związek bez kłótni to nie związek...Tylko udawanie,że się daną osobę lubi lubi.Teraz to zrozumiałem.Pójdę do niej i pocałuję ją.Wejdę i pocałuję.Ale najpierw muszę zrobić obiad dla mnie i dla mamy...E tam,Violka jest ważniejsza niż durny obiad.Maszerowałem już do wyjścia,ale po drodze zajrzałem do mamy.Oglądała jakiś album.
-Co najlepsza mama na świecie robi?-zapytałem,siadając obok niej.
-Oglądam twoje zdjęcia.Byłeś takim słodkim bobaskiem!-powiedziała.-A teraz masz siedemnaście lat:masz dziewczynę,i to taką dobrą,a nie jak ta Ludmiła,przyjaciół,chodzisz do Studio...Niedługo się wyprowadzisz-dokończyła i zaczęła płakać.
-Mamo,nie płacz bo i ja się popłaczę-powiedziałem i przytuliłem się mocno do mamy.-A teraz idę do Violi po ogórki do zupy.
-Do Violi?A nie do sklepu?-zdziwiła się mama.
-Eee tam...To pa!-powiedziałem i wyszedłem.
5 minut później, przed domem Violetty
Długo zwlekałem aż zapukałem do jej drzwi,ale wreszcie się odwarzyłem.Otworzył mi Ramallo.
-Dzień dobry Ramallo,jest Violetta?-zapytałem i uśmiechnąłem się.
-Cześć Leon.Tak,jest na górze-powiedział,uśmiechnął się i mnie wpuścił.
Poszedłem i zapukałem.Violetta nic nie mówiła,więc sam tam wszedłem.Zobaczyłem coś dziwnego.
-O,hej Leon-powiedziała i dotknęła swojego policzka po czym popatrzała na palce.-LEON!-odwróciła się do mnie plecami.
Siedziała na łóżku,a na twarzy miała zieloną maź i ogórki.
-Spoko,nie wstydź się.W końcu jestem twoim chłopakiem-powiedziałem.
-Czyli...-powiedziała z radością.
-Tak-upewniłem ją.Rozłożyłem ramiona,Viola się we mnie wtuliła.Pocałowałem ją.Miałem zieloną maź na twarzy.-Masz ogórki?-zapytałem.
-Tak...Ale po co ci?-zapytała i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Do zupy-powiedziałem po pięciu minutach.
-Aaa,to chodź do kuchni.
Zeszliśmy na dół,Violetta dała mi ogórki,a ja poszedłem do domu i przyrządziłem mamie zupę.
2 godziny później
Siedziałam w salonie i oglądałam telenowelę.Głupi serial: Nina nie może się spotykać z kimś,kogo kocha bo rodzice jej zabraniają,a ma dwadzieścia lat.Co za głupstwo!A myślałam,że to mnie tata trzyma na krótkiej smyczy...Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.Poszłam otworzyć.Stał tam jakaś dziewczyna,która wyglądała,jak jakaś agentka...
-Hey, it's me, Selena.(Hej,to ja,Selena.)-powiedziała i rozglądnęła się w około.-Can I come in?(Mogę wejść?)-zapytała.
-Sure, go.(Jasne,wejdź)-wpuściłam ją.
Gadałyśmy o Maxim,a Selena powiedziała,że zaprosi go jutro na randkę.Ja jednak zaprzeczyłam i powiedziałam,że przecież niedługo wyjedzie z Buenos Aires,a związki na odległość nie zawsze wypalają.Ona powiedziała,że i tak się nie podda.Wtedy zadzwonił telefon.Odebrałam.
-Halo?-zapytałam.-O,hej Leon.Co zrobiłeś?Nie słyszę...
Powiedział to,a ja się popłakałam....

A w następnym rozdziale was zaskoczę Hejka <33
Co u was?U mnie dobrze.Dziękuję za wasze poprzednie komentarze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ja cię kocham Violu.Od naszego pierwszego spotkania,nadal coś do ciebie czuję.
O nie! Tomas zaczął się do mnie zbliżać,a ja prawie dałam się uwieść,ale...Oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie.
-Tomas,chyba źle zrozumiałeś moje znaki...Ja cię nie kocham.A z resztą,jak mogłeś tak zranić Fran?To moja przyjaciółka-powiedziałam cichutko ostatnie zdanie.
-Tak,ale...Ona kocha Leona.
-To co? Jesteś okropny,to twoja dziewczyna w końcu!-krzyknęłam i wylałam na niego całą butelkę wody,po czym rzuciłam ją na podłogę i wybiegłam z sali.
Byłam już poza Studio,więc zaczęłam iść. Jak on mógł to zrobić Francesce?Dobrze,że ja nic do niego nie czuję...Chwila...A może tak?Mam mętlik w głowie.Niby nic do niego nie czuję,ale jak śpiewamy...Czuję,jak napływa mi mnóstwo nowej energii,jakbym mogła zrobić wszystko,co niemożliwe.Wtedy wiem,że mogę latać,mogę śpiewać,mogę...Mogę się uwolnić od problemów.I to właśnie czuję,jak śpiewam z nim...I z Leonem.To samo czuję.Chwila chwila...Czy ja się zakochałam?

Tomas

Myślę,że Violetta przesadziła z tym mówieniem,że jestem okropny.A już na pewno przesadziła z tym,że wylała na mnie wodę.I w kim ja się zakochałem?W kim ja się zakochałem...?


Violetta


W tej sytuacji mogłam zrobić tylko jednoójść do Camili.Ona na tą chwilę jest jedynym kołem ratunkowym.Nie,że taktuję ją jak rzecz,ale...Jest moją przyjaciółką.Na niej można polegać,nie jak na tej jędzy Francesce.
Po chwili stałam przed drzwiami Cami.Zapukałam.Otworzył mi jakiś pan...Ubrany w strój sportowy.Był tak gruby,że brzuch mu prawie wyłaził,ale on desperacko go tam wciskał.
-Dzień dobry...-powitałam się.-Jestem Violetta,przyszłam do Camili.Jest w domu?
-Jasne,idziesz korytarzem i drugie drzwi po lewej-odpowiedział tłuścioch.
-Dziękuję-powiedziałam i weszłam do pokoju Cami.-Hej,Cami-przywitałam się z nią i wymusiłam uśmiech.
-Hej,Violu-powiedziała Cami i podniosła wzrok z nad książki.-A co ty taka smutna?-zapytała.Nie odpowiadałam jej.-Siadaj-powiedziała,a ja zrobiłam to,o co ona poprosiła.-Francesca?Tomas?
-W sumie to oboje-odezwałam się wreszcie i popłakałam.
-Mów,co się stało?
-Najpierw Fran,zakochała się w Leonie-mówiłam zapłakana-a ja ją znienawidziłam,ale teraz ja...Śpiewałam z Tomasem i też się w nim zakochałam.Teraz wiem,że tego nie można powstrzymać!Nie mogę tak!Tak bardzo chciałabym iść jej o tym powiedzieć,ale...Nie mogę!Ona też mnie znienawidzi i powie "a nie mówiłam?Serce nie sługa" a wtedy będzie mi jeszcze gorzej i...
-VIOLETTA!-przerwał mi Leon,który niespodziewanie pojawił się za drzwiami.-Zakochałaś się w Tomasie?
-Leon,ja...
-Nie musisz kończyć.Z nami koniec-powiedział i wyszedł.
-Leon!-próbowałam go zatrzymać,ale...Było już za późno.
Położyłam się Cami na kolanach i płakałam.
-Viola,wszystko się ułoży...-pocieszała mnie .
-Mówisz tak tylko dlatego,że jesteś moją przyjaciółką-odpowiedziałam.
-Oj przestań.Moim zdaniem powinnaś przestać się mazać i iść powiedzieć Francesce co czujesz. Tyle.
-Co?Przestać się mazać?-usiadłam na łóżku.-Ale z ciebie przyjaciółka.Pa-powiedziałam i wyszłam.Po drodze wpadłam na Leona.
-Leon!-zawołałam i złapałam go za ramię.-Leon,uwierz mi,to nie tak...
-No,tłumacz się-odpowiedział,co trochę mnie zdziwiło,no ale dobra.
-Co mam tu mówić?To tylko zauroczenie poprzez piosenkę,nic więcej...Tak jak ty i Francesca.Przez piosenkę poczuliście wspólną więź i tak to wyszło.To samo ze mną i Tomasem:nie kocham go.Wybaczysz mi?Proszę...Nie mogę bez ciebie żyć.Ale jeśli mi nie wybaczysz...Zrozumiem cię-powiedziałam i czekałam na odpowiedź,ale Leon nic nie powiedział,tylko mnie pocałował.
-Taka odpowiedź ci wystarczy?-zapytał.
Wtuliłam się w niego i staliśmy tak,na środku chodnika wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę.
-Dobra,już starczy-przerwałam.-Ja niestety idę do domu,do zobaczenia jutro-powiedziałam,uśmiechnęłam się i poszłam do domu.
O 210
Siedziałam w łóżku i pisałam w pamiętniku.
"Droga mamo!
Dobrze,że Leon mi wybaczył.Kocham go nad życie! A mnie i Tomasa po prostu załatwiły emocje,tyle.Dobra,ja idę spać,bo jutro spotkanie z SELENĄ GOMEZ!!Nie mogę w to uwierzyć.... Papa !!"
Następnego dnia
Wstałam pełna pozytywnej energii,bo DZISIAJ SPOTKANIE Z SELENĄ GOMEZ!Ubrałam się,szybko zjadłam śniadanie i wraz z Ramallo i Federico udałam się do Studio.Oczywiście Ramallo nie wysiadł z samochodu,tylko nas podwiózł.
Gdy tylko weszłam do Studio,podeszła do mnie Francesca.
-I to mnie nazywasz najgorszą przyjaciółką?-zapytała.
-Ale...
-Podoba ci się Tomas.Cami mi mówiła.Ale jak ja ci mówiłam,że mnie się podoba Leon to ty...Nieważne.Koniec naszej przyjaźni-odpowiedziała i poszła.
-Oj,ja się tak starałam,żeby zepsuć twój związek z Leonem,a wystarczyło jedno małe BUM i wszystko ci się rozsypało!-powiedziała Ludmiła,która niespodziewanie wyłoniła się z nad moich pleców.
Nic nie odpowiedziałam i poszłam do sali od muzyki i zaśpiewałam "En mi mundo",żeby poprawić sobie humor.


-Wow!-powiedziała osoba,która weszła niespodziewanie do sali,SELENA GOMEZ!-Start out today in the competition?(Startujesz dzisiaj w konkursie?)-zapytała.
-No, unfortunately I can not because of personal reasons ... I'm Violetta.(Nie,niestety nie mogę z powodów osobistych...Jestem Violetta.)-odpowiedziałam i podałam jej dłoń.
-I Selena.(A ja Selena.)You have a great talent, but the sad expression did not need ...(Masz wielki talent,ale ta smutna mina nie potrzebna...)
-Mmm...I'm sorry.(Mmm...Przepraszam.)-nie mogę uwierzyć,że właśnie teraz rozmawiam z samą Seleną Gomez!
-As for the boys?(Chodzi o chłopaków?)-zapytała.Ona chyba czyta w myślach!

Leon

Przechodziłem przez salę od muzyki,a tam w środku zobaczyłem Selenę Gomez z Violettą!Chciałem tam wejść,ale usłyszałem,jak rozmawiają o chłopakach.Musiałem ich podsłuchać,chociaż nie powinienem...Stanąłem przy drzwiach.
-All in all it did. I go with Leon, I love it, but I fell in love with Tomas. I tell myself it's just a crush, but I know that it is not. I'm torn between two boys.(W sumie to tak. Chodzę z Leonem,kocham go,ale pokochałam Tomas. Sobie wmawiam,że to tylko zauroczenie,ale wiem,że tak nie jest. Jestem rozdarta pomiędzy dwoma chłopakami.)-wyznała Violetta.
-A więc to prawda?-wszedłem do środka i zapytałem.
-What?-zapytała Selena,widocznie nie zrozumiała,co powiedziałem.
-Leon,to nie tak jak myślisz...-próbowała się wytłumaczyć.
-Serio?A jak?-nie dawałem za wygraną.
-Po prostu...Kocham cię!
-Ta,jasne-powiedziałem i odbiegłem.

Violetta

-I do not understand, but it sounded like a fierce quarrel ... Was it Leon? (Nic nie zrozumiałam,ale to brzmiało jak ostra kłótnia... Czy to był Leon?)-zapytała Selena.Kiwnęłam głową.-Uuu...I better get going. And do not worry, we'll be fine.(Lepiej już pójdę. I nie martw się,będzie dobrze.)-odparła i wyszła z sali.
A ja zostałam sama jak palec:bez przyjaciółki,bez Leona.Po co ja się zwierzałam tej Srelenie?
_________________________

Hejka Srelena to było specjalnie napisane, czyli nie uznawajcie tego jako błąd. Przepraszam,że krótki, ale nie rozdwoję się !! Mam zadane z matmy
Do następnego

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Gdy przebiegałam koło domu Leona modliłam się,żeby mnie nie zauważył,ale jednak to się stało.Zauważył mnie i wybiegł z domu.Uciekałam ile sił w nogach,ale on mnie dogonił.
-Co się stało?-zapytał przejęty.
-Nie udawaj.Fran się w tobie zakochała, przed chwilą mi to powiedziała-wytłumaczyłam i wybuchnęłam płaczem jeszcze bardziej.
-Co?Jak mogła ci coś takiego powiedzieć?-zapytał zszokowany.
-Nie udawaj.Wiem,że ty ją też kochasz.Odczep się ode mnie-powiedziałam i próbowałam mu się wyrwać z objęć,ale nie mogłam.Nie byłam taka silna.-Puść mnie!-krzyczałam.
-Nie puszczę cię.Wiesz dobrze,że cię kocham.Co prawda,to prawda:Francesca podobała mi się przez jakiś czas.Ale teraz to przeszłość.To było chwilowe zauroczenie-wytłumaczył mi.Chyba mu uwierzyłam.
-Naprawdę?-upewniałam się.
-Naprawdę.Kocham cię,Violu.Wiesz,że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił.
-Okej,wierzę ci.Najlepiej przejdźmy przez tą głupią środę normalnie i nie będzie żadnych kłótni-otarłam łzy.Leon mnie pocałował.-Ja też cię kocham.
-Odprowadzić cię do domu?
-Chyba sam znasz odpowiedź-zażartowałam i ruszyliśmy.-Przygotowujesz coś na konkurs dla Seleny Gomez?
-Tak,myślałem,że zaśpiewamy razem.
-Ale to się nie stanie,bo później będzie występ z Seleną,który będzie transmitowany w "Dzień dobry,Buenos Aires!" czyli w programie,który tata bez przerwy ogląda,nieważne,czy jest za granicą,czy nie.Dlatego muszę się trzymać z dala od kamer-wytłumaczyłam,a Leon posmutniał.-Nie smutaj!Zaśpiewasz sam,wygrasz i wystąpisz z Seleną.
-No niby tak,ale bez ciebie nie będzie tak fajnie.
-Poradzisz sobie.
-Okej...Zrobię to dla ciebie.Ale dam ci bilet,bo Selena da mi ich pięć darmowych dla przyjaciół.
-Serio?Dziękuję-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Jeszcze trochę porozmawialiśmy o konkursie z Seleną Gomez i po chwili byliśmy już pod moim domem.Pożegnałam się z Leonem i weszłam do domu.Spojrzałam na zegarek.Była piętnasta,czyli czas na obiad.Jednak nikt nie siedział przy stole,a z kuchni nie unosiły się zapachy obiadu.
-Halo,jest tu kto?-zapytałam.
-Jest-odpowiedział Federico,który tak nagle się pojawił.
-Gdzie Olga?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Poszła do sklepu,bo zabrakło jej czegoś tam na obiad.To znaczy,nie zapisała mi na liście że miałem to kupić-wyjaśnił.
-Aha,spoko...
-Płakałaś?
-Może...Ale już nieważne.Jakby co,będę w pokoju-powiedziałam i poszłam na górę.
Gdy byłam już w pokoju,ktoś do mnie zadzwonił.Fran.Nie odebrałam.Po chwili znowu ona.Nie odebrałam.I po chwili znowu ona.Nie odebrałam.A po chwili zostawiła mi wiadomość na sekretarce.Włączyłam.
"Słuchaj Violu,ja wiem,że to trudne:twoja najlepsza przyjaciółka zakochała się w twoim chłopaku.Ale ja ci go nie chcę ukraść.Myślisz,że gdybym chciała,powiedziałabym ci o tym?Powiedziałam ci ,bo uznałam,że muszę.Nie mogłam cię okłamywać.Dla mnie to też nie jest łatwe.Przed chwilą Tomas mnie ochrzanił za to,że ty płakałaś przeze mnie.Też mu powiedziałam,że kocham Leona.Ale wytłumaczyłam mu,że NIE CHCĘ z nim być,więc on mi wybaczył.Ja to robię dla ciebie.Myślisz,że chciałam się w nim zakochać?Serce nie sługa.Więc proszę,odbierz,zadzwoń,napisz SMS-a...Cokolwiek.Przepraszam.Fran."
Wiem,że ona nie chciała się zakochać,ale nie mogę jej tego wybaczyć.Po prostu brak mi słów.Właśnie w tej chwili Olga zawołała mnie na obiad.Zeszłam,no bo co?Mam z jednego przykrego powodu przegapić spagetti?Ale właśnie teraz uświadomiłam sobie,że nie jestem głodna.
-NIE JESTEM GŁODNA!-odkrzyknęłam.
Grałam w bezsensowną gierkę dla dzieci,a wtedy na video-czacie zadzwonił tata. Odebrałam.

(Będę pisała "Violetta:edfhjkgrtmfbv, German: rfgmj , bo inaczej się pogubię)
Violetta:Hej.
German i Angie:Hej,Violu!Co u...
Angie:Czemu jesteś taka smutna?
Violettao prostu...Pokłociłam się z przyjaciółką i tylko tyle. A co u was?
German:Tylko tyle?Przecież to poważna sprawa!Kłótnia z przyjaciółką to...
Violetta:Tato,przestań.Nie chcę o tym rozmawiać.Co u was?
Angieobrze.Maluszek już się trochę odzywa...
Violetta:Serio?Ooo...Słodkie!A wybraliście już imię?Albo imiona,no wiecie,gdyby to miałby być albo chłopiec albo dziewczynka.
German:Wybraliśmy.Jak chłopiec-Jorge,jak dziewczynka-Marcelina,Marcela,coś w tym stylu.
Violetta:Są śliczne!A zwłaszcza Jorge. Siostra Marcelina,braciszek Jorge. Mały Jorge.Super!
Angie:Cieszymy się,że ci się podobają.Ale niestety,musimy kończyć.To pa!
Violettaa pa,kocham was!
Rozłączyłam się.Dzięki tej rozmowie zapomniałam o smutkach.Wtedy ktoś do mnie zadzwonił.Tomas.
-Halo?-odebrałam.
-Hej Viola,mieliśmy poćwiczyć przed środą.Przyjdziesz do Studio?
-Jasne.Za pięć minut będę.Do zobaczenia.
-Na razie.
Rozłączyłam się.Śpiewanie to jest to,co zawsze poprawia mi humor.Wzięłam torebkę i zeszłam na dół.Tam moja cała "rodzinka" siedziała przy stole.
-Ramallo,podwieziesz mnie do Studio?-spytałam.-Muszę poćwiczyć.
-Pewnie słoneczko-odpowiedział Ramallo i uśmiechnął się do mnie.
-A do mnie pan nie mówi "słoneczko"-wtrąciła się Olga.
-Olga,daj spokój-powiedział jak zwykle spokojnie Ramallo.-Federico,ty też jedziesz?
-Nie,dziękuję.Ja już dzisiaj ćwiczyłem-odpowiedział Federico,a ja i Ramallo ruszyliśmy do auta.
5 minut później,w sali od muzyki
Właśnie zaśpiewaliśmy "Tienes todo" z Tomasem już z piąty raz.
-Para na...da...Och,przepraszam!-znowu się pomyliłam.-Dzisiaj nie jestem w formie.
-Spoko,może przynieść ci wody?-zaproponował Tomas.
-Okej,dzięki-odpowiedziałam,a Tomas wyszedł.
Przeglądałam nuty,a wtedy ktoś odezwał się zza moich pleców:
-Nadal jesteś na mnie zła?
Odwróciłam się,a tam stała Francesca.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać-odpowiedziałam.-A poza tym,zaraz Tomas przyjdzie i będziemy ćwiczyć.Lepiej już idź.
-Wiecznie się będziesz na mnie fochać,bo się zakochałam?
-Nie,nie za to,że się zakochałaś.Za to,że zakochałaś się w moim chłopaku-podkreśliłam znacząco ostatnie dwa słowa.
-Jak sobie chcesz.Ale to nie może wiecznie trwać-zakończyła Fran i wyszła.
Wtedy przyszedł Tomas z wodą.
-Dzięki-powiedziałam,jak dał mi butelkę.
-Fran tu była?-zapytał.
-Tak...Ale możemy o tym nie gadać?Chcę już mieć to ćwiczenie z głowy.
-Dobra.
Zaśpiewaliśmy.Oczy Tomasa tak jakoś błyszczały,gdy śpiewał,i stał się taki...przystojny.Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
-Violetta,muszę ci coś powiedzieć...-zaczął poważnie Tomas.Obawiałam się najgorszego...
_______________

Hej I jak myślicie,co się stanie w rozdziale? Dzięki za poprzednie komentarze,były wspaniałe !! Jak pogoda u was? U mnie co chwilę pada śnieg
Do następnego !! )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
-Wyszło nam genialnie!-dokończyła,a ja odetchnąłem z ulgą.
-No mowa!A teraz sorry,ale muszę iść...Pa!-powiedziałem i wybiegłem z sali.Poleciałem prosto do domu Violi.Otworzyła mi Olga.
-Dobry wieczór,jest Violetta?-zapytałem,a Viola wyjrzała zza Olgi.
-Hej Leon.Olgo,możesz już wracać do stołu-powiedziała Violetta i wpuściła mnie do środka.-A co ty taki zdenerwowany?
-Po prostu musiałem przyjść i...-pocałowałem ją w usta.
Uśmiechaliśmy się do siebie przez dłuższą chwilę,ale niestety nie mogło to trwać wiecznie.
-Dobra,wracaj do kolacji.Do zobaczenia jutro.Pa-pocałowałem ją w czoło i wyszedłem.


Violetta

Nie rozumiem zachowania Leona.Przyszedł do mnie żeby mnie pocałować?Dziwne...No ale cóż.
Po kolacji
Leżałam już w łóżku,gotowa do spania,lecz nie mogłam zasnąć,więc wzięłam pamiętnik.
"Droga mamo!
Dzisiaj był fajny dzień.Ale nie rozumiem zachowania Leona...Przyszedł do mnie tylko po to,żeby mnie pocałować.Wiele dziewczyn uznałoby to za słodkie,co ja po części popieram,ale w tym wypadku to było dziwne,bo Leon był zdenerwowany.Może to przez ten zwariowany tydzień?Selena,choreografia,albo...No właśnie.Zaliczenie u Angie.Może on coś poczuł do...Nie,nie mogę tak myśleć.Francesca to moja najlepsza przyjaciółka,od razu by mi o ty powiedziała.Z resztą Leon też.A on mnie tylko pocałował.Jutro się z nim rozmówię.Życz mi szczęścia!"
Zamknęłam pamiętnik i jakoś błyskawicznie zasnęłam.
Sen Violetty
Byłam sama na scenie.Samiuteńka.Aż wtedy zaczęła lecieć muzyka do "Ahi estare".Chciałam śpiewać,ale...Nie miałam głosu.Nagle zza rogu zaczął śpiewać Leon.Później dołączyła do niego Francesca...A na koniec się pocałowali.Ja się rozpłakałam i wybiegłam.

Rzeczywistość
Obudziłam się ze łzami w oczach.Popatrzałam na zegarek,a tam piąta rano.Nie mogłam tak leżeć bezczynnie.Wzięłam telefon i wybrałam numer Leona.
-Halo?-zapytał zaspanym głosem.
-Tu Violetta.Przepraszam,że dzwonię w nocy,ale miałam sen,że ty i Fran byliście w sobie zakochani.Czujesz coś do niej?
Usłyszałam długą ciszę.
-Leon,halo!
-Jestem,jestem...Nie,nic do niej nie czuję i dobrze o tym wiesz. Nie rób czegoś z niczego.To wszystko?
-Tak..Przepraszam-powiedziałam i rozłączyłam się.
Mimo zaprzeczeń Leona ja cały czas wiedziałam,że coś w tym jest.On napewno coś do niej czuje.Nie mogę spokojnie spać.Ale cóż,nie mogę go o nic oskarżać.Wszystko okaże się w środę,czyli za dwa dni.Bać się?Nie wiem...Nie mogłam spać,więc zeszłam na dół po coś do jedzenia.Wzięłam sobie jabłko i zjadłam je.Nadal nie byłam senna.Trudno,pomyślałam.
2 godziny później
Wreszcie siódma.Siedziałam już uszykowana na łóżku i grałam na laptopie w jakieś bezsensowne gierki dla dzieci.Wreszcie zeszłam na dół.
-Dzień dobry-powitałam się.
Usiadłam jak zwykle koło Federico,zjadłam kanapkę z dżemem i wypiłam kawę.
10 minut później,w Studio
Ciągle miałam w głowie Leona i Francescę,ten durny sen.Nie mogłam po prostu go wyrzucić z głowy.Siedziałam w sali od tańca i czekałam na zajęcia z Gregoriem.Unikałam Francesci,Leona...W sumie to wszystkich.

Camila.

-Cami,muszę ci się z czegoś zwierzyć...-zaczęła niepewnie Francesca.
-Mnie możesz zaufać-zapewniłam.
-Okej...Wczoraj śpiewałam z Leonem i ..Coś do niego poczułam.I myślę,że on do mnie też.
-Co?Ale przecież Violetta,twoja NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA chodzi z Leonem.Nie możesz im tego mówić.A z resztą,masz Tomasa-poradziłam jej.
-Wiem...Wiesz co?Dobrze mi zrobiła ta rozmowa.Dzięki-uśmiechnęła się do mnie.
-Spoko,przecież jestem twoją przyjaciółką,a przyjaciółki się wspierają.Idziemy na zajęcia z Gregoriem?
-Pewnie.

Violetta.

Gdy ja się rozciągałam,do klasy wszyscy weszli.Popatrzyłam na Francescę wrogim wzrokiem.Ktoś objął mnie od tyłu,a ja podskoczyłam ze strachu.
-Leon!-krzyknęłam.
-Hej kochana.Już dobrze?-zapytał.-No wiesz,po tym telefonie w nocy-wyjaśnił.
-Nie wiem.Ja nadal myślę,że wy coś do siebie czujecie.
-Jak sobie chcesz-powiedział Leon,zrobił smutną minę i odszedł.
Do klasy wszedł Gregorio.Powitaliśmy go słowami "dzień dobry",on odpowiedział i wyznaczył Francescę,aby pokazała swój układ.Pracowała sama.Tańczyła,tańczyła,spojrzała na Leona i...pomyliła kroki.
-Źle!-powiedział Gregorio.-Wystawię ci z tego zadania tróję.Kto chce na ochotnika?
Leon nie pytając mnie o zdanie podniósł rękę,więc wyszliśmy na środek.Zabrzmiały pierwsze nuty "En mi mundo".Zaczęliśmy tańczyć.Wyszło nam tak świetnie,że postanowiłam już wybaczyć Leonowi.
-Może być-ocenił Gregorio.-Daję wam piątki,ale następnym razem macie się bardziej postarać,okej?
Przytaknęliśmy.
Po zajęciach z Gregoriem.
-Wiecie,czemu zwołali zebranie?-zapytał się Napo,gdy całą paczką szliśmy na ogłoszone przez Antonio zebranie.
-Nie wiem,pewnie w sprawie Seleny Gomez-stwierdził Maxi.-A ty,jak myślisz Fran?-zapytał się,ale Francesca nie odpowiadała.-Fran!
-Co?-otrząsnęła się.
-Pytałem się coś.
-Aa...No tak.Rzeczywiście-odpowiedziała,chociaż byłam pewna,że nie wie,o co chodzi.
Doszliśmy do sali występów.Tam byli już wszyscy uczniowie.Ludmiła spiorunowała mnie wzrokiem.Francesca poleciała do Tomasa,a Camila do Federico.
-Dobrze dzieci,mamy dwie sprawy-zaczął Pablo.-Po pierwsze,jak pewnie już wiecie,Selena Gomez zagości w naszej szkole.
Wyjaśnił nam wszystkie sprawy z konkursem,z piosenką i tak dalej.
-A z Seleną Gomez zaśpiewają te osoby-kontynuował-Leon,Ludmiła,Camila,Federico,Violetta,Naty,Andres,Maxi i Tomas.To naszym zdaniem najlepsi uczniowie.
Spojrzałam na Fran.Nie wybrali jej.Mimo to,że na pewno podoba jej się mój chłopak,zrobiło mi się smutno.Ma przeogromny talent,a tylko te osoby wybrano.Tomas tulił ją mocno.
-A druga sprawa to taka,że zdecydowaliśmy,że hymnem Studio zostanie piosenka "Veo veo".To wszystko-dokończył Pablo,a wszyscy wyszli.
Po zajęciach

Francesca

Czuję coś do Leona i dobrze o tym wiem.Ale są dwie przeszkody:kocham Tomasa i z nim jestem,a Violetta to moja przyjaciółka.Więc po prostu spróbuję o nim zapomnieć.


Camila

Byłam z Federico w sklepie,bo ten musiał zrobić jakieś zakupy dla Olgi.Trzymaliśmy się za ręce.
-Nie wiem,czy przeżyję,jak wyjedziesz-powiedziałam.
-Na pewno przeżyjesz.Pytanie,czy ja przeżyję?-zapytał.
-Nie wiem.Ale musimy być dzielni.W końcu związki na odległość nie są takie złe...Chyba.
-Wszyscy tak mówią,a potem i tak się to sypie.Ale nam się nie rozsypie-zapewniał Federico.-A poza tym,możemy teraz o tym nie myśleć?
-Pewnie-zgodziłam się i ruszyliśmy do kasy.

Violetta.

Leon musiał pojechać do swojej kuzynki,więc leżałam sobie na łóżku i rozmyślałam.Te dni tak szybko lecą...
Z zamyśleń wyrwał mnie telefon.To była Francesca.Odebrałam.
-Halo?
-Violetta,musimy się spotkać-powiedziała dosyć zdenerwowana.
-Okej...Coś się stało?
-Nie...A w sumie to tak.Za pięć minut przed Studiem.Do zobaczenia!
Rozłączyła się.A jeśli chce mi powiedzieć,że podoba jej się Leon?Nie,nie mogę myśleć w ten sposób.Pewnie chce jakiejś rady dotyczącej Tomasa...Albo i nie.Nie wiem.Okaże się.Nie ukrywam,że trochę się boję.
5 minut później,przed Studio 21
Gdy przyszłam na miejsce,Fran już tam czekała.
-Cześć-powitałam się.-Co chciałaś mi powiedzieć?
-Bo ja...
-No mów-coraz bardziej się bałam.
-Bo mi..Podoba się Leon...Przepraszam!
Nic nie odpowiedziałam,łzy spływały mi po policzkach jedna po drugiej.
-Dlaczego Fran?Dlaczego?-zapytałam.
-No bo...Śpiewaliśmy...I ten...A ty nie udawaj,że nie poczułaś niczego do Tomasa.
-Francesca...W takiej chwili mnie oskarżasz?To ty zawiniłaś,ty!-krzyknęłam i pobiegłam do domu.Po drodze wpadłam na Tomasa.Dosłownie.Upadłam,on pomógł mi wstać i zapytał:
-Co się stało?
Nie wiedziałam,czy mówić mu o Francesce i Leonie...To bardzo trudne.Z jednej strony zakochała się w moim chłopaku,ale z drugiej...To wciąż moja przyjaciółka.
-Francesca się stała-odpowiedziałam tylko i biegłam dalej.

~~~~
Hejka I co,fajny rozdział ? Napisałam go w ciagu góra godzinki .CAŁY !! Jakoś miałam duuużo weny. I pamiętajcie o komentarzach , żeby nie było w nich tylko jedno słowo, ok ? Cieszę się z nowych czytelników No to co ? Do następnego . Pa!!!




+ Dziękuję Julce za to że mnie poleciłahttp://ewa661195.pinger.pl/ ! <3
Jest taka kochana
Również dziękuję Karolinie z bloga http://violetta1120.pinger.pl/ ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
wrzeszczałam w niebogłosy.Ale Leon nie.On się ze mnie śmiał.Krzyknęłam:
-Co się śmiejesz?!
Ale po chwili sama zaczęłam się śmiać,zamiast krzyczeć ze strachu.Leon nie puszczał mojej ręki nawet na sekundę.Po pięciu minutach karuzela zatrzymała się,a my z ulgą wysiedliśmy.
-Jeszcze gdzieś idziemy?-zapytał Leon.
-Raczej nie.Już na sam widok na tę karuzelę robi mi się niedobrze-powiedziałam.-A może coś zjemy?Zrobiłam się głodna.
-Okej.Resto Band czy McDonalds?
-McDonalds-powiedziałam z przekonaniem.
-Jak chcesz...-powiedział Leon,a ja popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem.-Żartuję-uśmiechnął się.-Ale jedziemy pod warunkiem,że weźmiemy oboje Happy Meal i wypijemy koktajl wiśniowy dla par.Zgadzasz się?
-Na sto procent-powiedziałam,uśmiechnęłam się,po czym oboje weszliśmy do auta.
Kilkanaście minut później
Leon przyniósł już jedzenie:Ja wybrałam nuggetsy i frytki,a dodatek do Happy Meala : Pingwina z Madagaskaru.Leon za to wziął hamburgera i frytki,a jego dodatek do Happy Meala to Gloria - z Madagaskaru.Oczywiście wzięliśmy też koktajl wiśniowy dla zakochanych.Jedliśmy i śmieliśmy się razem z kawałów Leona.Ten to ma pomysły...
Po zjedzeniu tego sytego "obiadu" spojrzałam na zegarek,a tam...Piętnasta.Ale ten czas szybko leci!
-Leon,już czas-powiedziałam,Leon zapłacił i pomaszerowaliśmy razem do samochodu.
-Ale szybko ten czas zleciał,co?-spytał Leon,gdy staliśmy już przed moim domem.
-Zgadzam się.A jutro też zabierzesz mnie na randkę?-zapytałam z ciekawością.
-Może tak,może nie...Ale pamiętaj,jutro poniedziałek.Powtórz sobie choreografię.
-Dobra,dobra...Będę grzeczna.To pa!-pożegnałam się i weszłam do środka.
-Violetta!O mało zawału nie dostałam,tyle cię nie było!-krzyknęła Olga i przytuliła mnie mocno.
-Przepraszam Olga,ale czas nam szybko zleciał,a poza tym nie patrzyłam na zegarek-wytłumaczyłam się.
-Dzwoniłam i jakoś nie odbierałaś-skarżyła się Olga,a ja wyjęłam z torebki telefon.No tak.Rozładowany.
-Rozładował się-powiedziałam.-Przepraszam,to się więcej nie powtórzy.Mam nadzieję,że jedliście obiad?
-Tak,tak...Ale przed chwilą,bo czekaliśmy na ciebie.Wreszcie zupa wystygła,więc musieliśmy zjeść.A co,nie jesteś głodna?
-Nie,jadłam z Leonem na mieście.Jakby co,to będę w swoim pokoju,okej?
-Okej,okej...Kocham cię słonko-powiedziała,a ja uśmiechnęłam się do niej i poszłam na górę.
Weszłam na stronę "Trinity Stars",bo tam jest napisane o wiele więcej niż w gazecie i podają newsy na bierząco.Zobaczyłam artykuł:" Nowe wieści o odwiedzinach Studio 21 przez Selenę Gomez!" Kliknęłam w to i czytałam.
"Odwiedziny Studio 21 i wspólne zaśpiewanie piosenki to już wielkie "coś",ale jednak to nie wszystko.Okazało się,że będzie urządzony konkurs wokalny.Otóż wszyscy uczniowe Studio będą mogli wziąć udział w konkursie,gdzie trzeba coś zaśpiewać.Selena oraz nauczyciele tej szkoły będą w jury,a ten,kto najlepiej się spisze,wystąpi z Seleną Gomez na występie w Buenos Aires,śpiewając z nią wybrany przez siebie utwór (śpiewany nawet po hiszpańsku).Super,co nie?"
No,no.Ekstra.
Przypomniały mi się słowa Leona: "Powtórz sobie choreografię." A więc włączyłam odtwarzacz,z którego po chwili wypłynęły pierwsze nuty "En mi mundo" i zaczęłam tańczyć. Gdy już skończyłam usłyszałam głos i klaskanie.
-No,no,no.Nieźle-odwróciłam się,a tam stał Federico.-Na zajęcia z Gregorio?
-Tak.Dzięki-uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.-Nie jesteś teraz z Cami?
-Właśnie do niej idę.To pa-powiedział,uśmiechnął się i wyszedł.

5 minut później

Camila.

Siedzieliśmy sobie z Federico na ławce i graliśmy w "Co wolisz?"
-Dobra,teraz ja-powiedziałam.-Hmm...Wolisz zjeść spaloną kiełbasę z grilla czy wyjechać z tego kraju na zawsze?
-Fuu!-odpowiedział Federico.
-Nie masz wyboru-złapałam go za ramię.-Dasz radę.
-A więc...Zjeść spaloną kiełbasę.Ale wiem,że i tak niedługo wyjadę-ostatnie słowa wypowiedział cicho,ale ja i tak je słyszałam.
-Federico,ja...-chciałam go pocieszać.
-Spokojnie,Cami.Co będzie,to będzie.Ale na razie musimy się cieszyć tym,co mamy.Czyli siebie nawzajem.
Uśmiechnęłam się do niego.




-Ty wiesz,jak mnie pocieszyć.Nigdy nie byłam tak szczęśliwa-powiedziałam.
-Wiem,wkońcu jestem boski...
Walnęłam go lekko w ramię.
-No dobra,dobra.Fantastyczny.Zadowolona?-zapytał,a ja przytaknęłam.-Może pójdziemy poćwiczyć piosenkę?
-Spoko.
Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy do Studio.Federico rozłożył keyboard i zaczął grać,a ja śpiewać.





Wyszło nam świetnie.
-Super-przyznałam,gdy skończyliśmy.-Fajnie,że akurat ciebie wylosowałam.Najgorzej mają Fran i Viola.Są przyjaciółkami,a przecież Leon to chłopak Violi,a Tomas Fran,a są oddzielnie...Ciekawe,co to będzie.Kiedyś widziałam,jak Violetta patrzyła się na Tomasa.Jak zakochana.Ale w końcu jest z Leonem.Chyba nie popełni takiego głupstwa.
-Ja tam się nie znam.Jestem facetem,halo!-odpowiedział Fede.
-No dobra,dobra.Chyba muszę porozmawiać z jakąś dziewczyną,bo za dużo z tobą przebywam.
-Ej!
-Żartuję,żartuję-powiedziałam po czym oboje się do siebie uśmiechnęliśmy.

Francesca

Właśnie szłam w stronę Studio,a tam zobaczyłam...No nie wierzę.Ludmiłę,która przystawia się do mojego Tomasa!Jak ja ją stłukę...

Ludmiła

Właśnie próbowałam zaczarować Tomasa,bo zauważyłam Francesce.W końcu Tomas od razu mi się spodobał...
-Tomi!-krzyknęłam.-Słuchaj,chciałabym być z tobą w parze na zajęciach z Angie,ale cóż..Przydzielili ci tę okropną Francescę.Ona ci do pięt nie dorasta!
-Ludmiła,nie wiem o co ci chodzi.Czemu tak desperacko chcesz zniszczyć czyjeś związki?Ja kocham Francescę,a ciebie nie.Czy tak trudno ci to zrozumieć?-warknął.
-Oj,Tomi,przepraszam...Po prostu ja...-musiałam coś zrobić bo Francesca pewnie słyszała,co Tomas powiedział.Zbliżyłam się do niego...




-Ludmiła,dosyć!-krzyknęła Francesca.-Możesz się odczepić od nas?To,że nie masz własnego życia nie znaczy,że masz psuć je innym!A ty Tomas,czemu sobie nie poszedłeś,tylko dajesz się jej manipulować?To bez sensu.Jeszcze jedna taka akcja-zwróciła się do mnie-i pożałujesz.Obiecuję.
Odeszła razem z Tomasem.Oj,biedna,myśli,że ja odpuszczę!Jasne,w snach! Ja jestem Ludmiła Ferro,gwiazda tego Studio i nie pozwolę,aby na mnie krzyczano.O nie!
-Ludmiła odchodzi-powiedziałam do siebie i poszłam do domu opracować plan,jak wykończyć Francescę.

Violetta

Dochodziła osiemnasta.Nagle sobie coś uświadomiłam: bardzo się zmieniłam.Kiedyś w ogóle nie byłam szalona,tylko byłam tak jakby smutasem.Ciągle miałam jakieś problemy.A teraz?Dużo się zmieniło.Naprawdę dużo.I nagle uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzeczd wyjazdu taty,ani razu nie zadzwonił.A wtedy rozległ się dzwonek mojego telefonu.Tata.
-Cześć tato-powiedziałam,gdy odebrałam.
-Hej Violu.I co tam w domu?-zapytał.Jak miło słyszeć jego głos.
-W porządku.A czemu dopiero teraz dzwonisz?
-Dzwoniłem kilka razy wcześniej do Ramallo i Olgi,ale mówili,że cię nie ma w domu.Chyba nie chodzisz do tego Studio?
-Ja?Tato,weź...
I w tej chwili zrozumiałam,jak bardzo chciałabym mu to wszystko powiedzieć.To,że razem z Leonem mamy świetną choreografię,to,że Selena Gomez przyjeżdża i o zaliczeniu u Angie.
-Dobrze,ja niestety muszę kończyć,bo Angie mnie woła.
-A po co tak woła?A tak w ogóle,fajnie tam w Paryżu?
-German,no chodź,już rozścieliłam łóżko!-usłyszałam głos Angie.
-Łóżko? O osiemnastej?
-Yyy...-głos taty wydawał się zakłopotany.-Bo u was jest osiemnasta,a u nas...A zresztą to sprawy dorosłych,Violu.PA!
Rozłączył się.Ale ja wiem,co się tam kroi.Uśmiechnęłam się sama do siebie i rzuciłam się na łóżko.


Leon

-Nie,nie,nie-powiedziałem,gdy ja i Fran zaśpiewaliśmy "Voy por ti".-Przecież na końcu już nie śpiewasz wyżej,tylko niżej.
-Sorry,ale inaczej nie mogę.Nie możemy zaśpiewać czegoś innego?
-A co,napiszesz coś?-narzekałem.
-Raczej nie.Ale z pewnością masz napisane jakies inne piosenki.Pomyślmy...Aha!"Podemos"!
-"Podemos" to dzieło Violi geniuszko-powiedziałem sarkastycznie.-Mam jeszcze "Ahi estare".
-Ty to napisałeś?-zapytała zdziwiona Fran.
-Nie,święty Mikołaj.No a kto?-byłem już poirytowany.-Śpiewamy?-zapytałem,po czym nie czekając na odpowiedź,puściłem podkład do tej piosenki.
Wyszło nam świetnie.Oczy Francesci tak jakoś błyszczały,gdy śpiewaliśmy.Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.Nie,Leon,nie zakochałeś się w niej.
-Leon,muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła poważnie Francesca.Obawiałem się najgorszego...
__________________

pamiętajcie,nie piszcie w komentarzach jednego słowa,tylko mówcie,co wam się podobało itd. Podobały mi się wasze poprzednie komentarze.Tak trzymać!! Za 8 rozdziałów Angie i German przyjadą.. Do następnego

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Niestety nie będzie zdjęć.
~~

Fran wysypała na mnie całe opakowanie mąki.
-Fran!Zaraz cię dopadnę...-powiedziałem i bez namysłu wziąłem drugie opakowanie mąki i zacząłem ganiać Francescę wokół stołu.Wreszcie ją dopadłem i powiedziałem:-Zemsta jest słodka...W pewnym sensie-i gdy już miałem wysypać mąkę na jej głowę,ona mi ją zabrała i wysypała na twarz.-Jesteś za cwana.Zrywam z tobą-powiedziałem,a Francesca zapłakana wybiegła z mojego domu.
Czemu za nią nie pobiegłem?Teraz może być wszędzie.A poza tym...Nie wiedziałem,że weźmie to na poważnie.To była tylko zabawa.Żarty.
I zostałem sam.W dodatku z tym bałaganem.Jestem głupi.Nienawidzę samego siebie.


Francesca

Ale Tomas się nabrał!Ja zrobiłam tak dla żartów,czyli wybiegłam z płaczem dla żartów.A może on wziął to do siebie?To były tylko żarty...Nienawidzę samej siebie.

Violetta.

Siedziałam na łóżku i czytałam czasopismo modowe,na którym się wzorowałam,aż nagle przypomniało mi się,że na jutro mam ułożyć choreografię na zajęcia z Gregorio.No i po mnie! Jest szesnasta,a ja bez niczego.Muszę iść do Studio.Chwila,chwila...Gregorio powiedział,że można tańczyć w parach lub we trzy osoby.Zadzwonię do Fran i Cami,może one coś mają?Wyciągnęłam telefon i wystukałam numer Cami.Nie odbierała.Więc chciałam już zadzwonić do Fran,ale przypomniało mi się,że ma "randkę" z Tomasem,więc wolałam nie zawracać jej głowy.Pozostało mi tylko jedno...Zadzwonić do Leona.W sumie to nie był taki zły plan.A zwłaszcza dlatego,że na zajęciach z Angie rozdzielono mnie i Leona.A skoro w tańcu sami możemy się dobierać,czemu nie?Wystukałam i jego numer.
-Halo?-zapytał,gdy już odebrał.
-Hejka,tu Violetta-przedstawiłam się.
-Co jest słonko?
Nazwał mnie słonko!
-Jest to,że zapomniałam o choreografii dla Gregorio na jutro,a powiedział,że można działać w parach.Masz już coś?Bo pomyślałam,że moglibyśmy...
-Słonko-przerwał mi.-Jutro sobota.
Czemu wcześniej tego nie zauważyłam?
-Oł..No tak.To może jutro się spotkamy u mnie i coś wykombinujemy na te zajęcia?-zaproponowałam,żeby nie wyjść na głupią do reszty.
-Okej...O jedenastej?
-Spoko-powiedziałam,udając dziewczynę na luzie.
-To do zobaczenia.Pa-pożegnał się,a ja się rozłączyłam.
Postanowiłam,że pójdę do kiosku kupić jakiś magazyn o gwiazdach muzyki.W końcu tylko tata w tym domu nie zna prawdy,a przecież wyjechał.Dzięki temu czuję się wolna.
Szłam ponad dziesięć minut,aż wreszcie dotarłam do pobliskiego kiosku.Weszłam tam,kupiłam magazyn "Trinity stars".Poszłam do domu,klapnęłam na łóżko i zaczęłam czytać.
Na pierwszych stronach były jakieś wywiady z różnymi gwiazdami,a między innymi Mirandą Cosgrove i Justinem Bieberem,a dalej...Nie wierzę...Pojawił się artykuł: "Selena Gomez odwiedzi Buenos Aires oraz szkołę,która się tam mieści-Studio 21!"Nie mogę w to uwierzyć! Czytałam dalej.
"Amerykańska aktorka i piosenkarka Selena Gomez jak wiemy odbywa teraz trasę koncertową "Stars Dance" po całym świecie.Tym razem przyjechała do Argentyny,przy czym odwiedzi również miasto Buenos Aires.Przy okazji panna Gomez zajrzy również do szkoły muzyczno-tanecznej - Studio 21. Wraz ze studentami zaśpiewa swoją piosenkę "Slow down".Będą możliwe rozmowy z aktorką i piosenkarką oraz wspólne robienie zdjęć.Zazdrościmy studentom Studio 21.Selena w progach Studio zagości już w ten wtorek. :-)"
Z niedowierzaniem rzuciłam gazetę na biurko i otworzyłam laptopa.No tak.Na facebooku aż roiło się od wpisów takich jak: "SELENA GOMEZ W BUENOS AIRES I STUDIO 21!!NIE MOGĘ UWIERZYĆ!!" Super,super.Kocham Selenę Gomez.Może wcześniej o tym nie wspominałam,ale naprawdę ją wielbię.Muszę sobie przypomnieć angielski,żeby chociaż trochę z nią porozmawiać.
Następnego dnia
Obudziłam się o dziewiątej,ale długo jeszcze leżałam w łóżku.Nie chciało mi się ruszyć z miejsca.Wreszcie,o dziesiątej,ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Kto tam?-zapytałam.
-Leon.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.Byliśmy umówieni godzinę później,ale on i tak przyszedł wcześniej.Słodziak!
-Otwarte-odpowiedziałam,siadając na łóżku i przecierając oczy.
Leon wszedł do pokoju.
-Jeszcze spałaś?-zapytał i usiadł koło mnie.
-Nie,przez godzinę leżałam bo nie chciało mi się ruszyć.A ty,co tak wcześnie przyszedłeś?
-Chciałem cię zobaczyć,księżniczko-odpowiedział,a ja oblałam się rumieńcem.-Popracujemy teraz nad choreografią?-zaproponował.
-Okej,tylko trochę się ogarnę-powiedziałam.
Wzięłam z szafy ciuchy do tańczenia i poszłam do łazienki.Umyłam się,ubrałam,zrobiłam baardzo lekki makijaż i spięłam włosy w kitkę.Gdy byłam już gotowa,poszłam do pokoju.Leon czytał jakąś książkę.Spojrzałam na okładkę i ze zdziwieniem zapytałam:
-"Przygody małego pierdzioszka"?Podoba ci się to?
I trochę się zaśmiałam,bo przypomniałam sobie,jak sama ją wzięłam przez przypadek i zaczęłam "czytać",gdy tata mnie przyłapał na śpiewaniu.
-Wciągające-odpowiedział Leon,ale odłożył książkę na miejsce.-Ale pięknie wyglądasz-pochwalił mnie,a na mojej twarzy znowu pojawiły się rumieńce.
-Dziękuję-odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.-Słuchaj,mam parę fajnych ruchów do naszego układu.
Pokazałam mu kilka ruchów,które wcześniej obmyśliłam,a Leon powiedział:
-Są super,a najbardziej pasują mi do piosenki "En mi mundo".
-No widzisz?Nie ma to jak praca zespołowa-stwierdziłam i przybiliśmy sobie piątkę.
Po dziesięciu minutkach układ był już gotowy.Zeszłam na dół po czereśnie i poszłam z powrotem do pokoju.Leon jednak teraz nie czytał tej książki,tylko magazyn,który wczoraj kupiłam.Pewnie czytał o Selenie Gomez.
-Zaskoczony?-zapytałam i zjadłam jedną czereśnię.
-No!Wczoraj na facebooku widziałem dużo wpisów o tym,ale myślałem,że to tylko plotki.A tu proszę-piszą o tym w "Trinity stars"-odpowiedział.
-Właśnie.A jak tam twoje ćwiczenie z Francescą?-zmieniłam temat.
-Spoko.Ćwiczyliśmy jeden raz,ale Francesca jak śpiewa "Voy por ti" to nie może na końcu refrenu wydobyć odpowiedniego dźwięku.Nie chcę tu nikogo obgadywać,ale ty śpiewasz o niebo lepiej.
-Dzięki-powiedziałam tylko.
-A twoje ćwiczenie?
-Jest spoko-stwierdziłam.-Tomas śpiewa nieźle,ale ty i tak jesteś od niego o wiele bardziej utalentowany.
-Wiem-powiedział,ale jak spojrzałam na niego wzrokiem "mówi się dziękuje baranie",od razu dodał:-To znaczy dziękuję.
Przez góra dwie godziny gadaliśmy o wszystkim i o niczym,aż przypomniałam sobie,że nie jadłam śniadania.Powiedziałam o tym Leonowi.
-Ups...Sorki,to ja cię zagadałem-powiedział.-Może pójdziemy do Resto i coś zjesz,a później wybierzemy się do kina?Grają taki fajny horror w 3D.
Przez chwilę się wahałam,co do tego horroru,ale wreszcie postanowiłam:
-Niech będzie.Tylko się przebiorę.
Wybrałam z szafy zwykłe ciuchy i poszłam się przebrać.Po chwili byłam już gotowa.
Poszliśmy do Resto,zamówiłam sobie tosty z serem i sok pomarańczowy,Leon za mnie zapłacił,a potem poszliśmy do kina.Staliśmy w kolejce.
-Leon-zaczęłam.-Ale jak będzie coś strasznego,mogę się do ciebie przytulić?
-Nie.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Żartuję-dodał po chwili,a ja się do niego uśmiechnęłam.
Kupiliśmy bilety i poszliśmy na salę.Przez dziesięć minut leciały reklamy,a później pojawił się komunikat,żebyśmy założyli okulary 3D,więc tak też zrobiliśmy.
3 godziny później
Seans się już skończył.Oczywiście nie obyło się bez krzyków i wysypywania pop cornu, no i najważniejszym-przytulania.Ja i Leon cały czas byliśmy objęci,więc czułam się troche lepiej,jak zombie pojawiło mi się przed oczami.Gdy już wyszliśmy z kina,Leon zapytał:
-Podobał ci się film?-po czym chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy spacerować.
-Tak,ale bardzo się bałam-odpowiedziałam.
-Wiem,nie bez powodu ściskałaś mi rękę-powiedział i pokazał mi ślady paznokci na ręku.
-Sorki.
-Spoko,nic mi nie jest-uśmiechnął się do mnie.-To na co masz teraz ochotę?-zapytał.
-Na całowanie-odpowiedziałam,co samą mnie zaskoczyło.
-Na publiczne,czy raczej w domu?
-Chyba w domu.
-Jak chcesz-powiedział i ruszyliśmy do mojego domu.
10 minut później
Siedzieliśmy w moim pokoju i się całowaliśmy,a wtedy do pokoju BEZ PUKANIA,wpadł Tomas.Oboje podskoczyliśmy z przerażenia.
-Yyy...Sory...Nie wiedziałem,że przeszkadzam-powiedział.-Ale mam sprawę..Mogę wam zająć pięć minutek?
Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Leona,który nie był zadowolony z tej nagłej wizyty,ale jednak wzruszył ramionami.
-Spoko-powiedziałam wreszcie.-O co chodzi?
-No bo wczoraj tak zażartowałem i powiedziałem Fran,że z nią zrywam,a ona wzięła to na poważnie.Co mam robić?-wyjaśnił.
-Przeproś ją-powiedziałam przyglądając się swoim paznokciom.Chyba pomaluję je na jasny fiolet,bo ten ciemny róż już mi się znudził.
-I co,mam tak po prostu do niej iść i powiedzieć: "Sory Fran,tamto że z tobą zrywam nie było naprawdę.Zrobiłem to dla żartów".Mam tak powiedzieć?-zapytał.
Wskazałam palcem na Francescę,która usłyszała tą ostatnią wypowiedź Tomasa.Odwrócił się.
-Ja też żartowałam.Nabrałam cię-powiedziała Fran.A że Tomas nie odpowiadał,kontynuowała:-I myślałam,że wziąłeś to na poważnie.Wybaczysz mi?
-Pewnie.A ty mi?-zapytał Tomas.
-No jasne-odpowiedziała Fran,a Tomas przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Ja i Leon odchrząknęliśmy w znaku,że oni nadal są w moim pokoju.
-A,tak...Sorki.Pójdziemy już -powiedział Tomas i razem z Fran wyszli z mojego pokoju.
-Masz może kluczyk do tych drzwi?-zapytał Leon,a ja się roześmiałam.
-Nie-odparłam.-Ale spoko,chyba nikt nam nie przeszkodzi.
Zaczęliśmy się znowu całować.Ale tym razem nikt nam nie przeszkodził,lecz Leon musiał już iść do domu.
-Pa-pożegnał się ze mną i wyszedł.
A ja...Poczułam się samotnie.Dlatego otworzyłam pamiętnik i zapisałam:
"WAŻNE DNI:
Poniedziałek-zaliczenie choreografii u Gregorio
Wtorek-spotkanie z Seleną Gomez w Studio
Środa-zaliczenie ćwiczenia u Angie
I to chyba wszystko.Dużo się ostatnio dzieje w moim życiu.A najlepsze jest to...To,że mam przy sobie Leona.Nie wiem co bym zrobiła,gdybym go nie poznała.Nie mogę sobie tego wyobrazić.Kocham go nad życie... "
Odłożyłam pamiętnik na biurko.
Następnego dnia
Dziś niedziela.Kolejny dzień,w którym spotkam się z Leonem,będziemy się całować i ktoś nam przeszkodzi.Może.A może...Może coś innego?
Byłam już po śniadaniu,więc siedziałam na górze i przeglądałam kolejne wydanie magazynu "Trinity stars".Tym razem były wywiady,zwierzenia i tajemnice gwiazd.Znowu amerykańskich.Nic nie było o Selenie,która już w ten wtorek przyjeżdża do Studio 21.Były też problemy nastolatek,na które gwiazdy odpowiadały i coś radziły.Jedno z nich brzmiało "Kocham dwóch chłopaków.Co mam robić?"Idiotyczne.Jak można kochać dwóch chłopaków?Moja rada brzmiałaby: "napisz piosenkę.To najlepszy sposób, aby wyrazić,co się w danej chwili czuje".Z czytania wyrwał mnie dźwięk pukania.
-Proszę-powiedziałam i odłożyłam magazyn na bok.
Do pokoju wszedł Leon,ubrany w dżinsy,biały podkoszulek i koszule w kratkę.
-Hejka-przywitał się.-Zapraszam cię na randkę.
-Uuu ale zaskoczenie-powiedziałam,wstałam z łóżka i podeszłam do Leona.-Kiedy?
-Teraz!Zabieram cię do wesołego miasteczka.
-Serio?Super!-rzuciłam się mu w ramiona.
Wyszliśmy z domu.Oczywiście wcześniej powiadomiłam Olgę,że wychodzę i wróce za jakieś 2/3 godziny, i po chwili byliśmy już w wesołym miasteczku.
-To gdzie chcesz iść?-zapytał Leon,kiedy wokół nas były różnego rodzaju karuzele,kolejki górskie i inne takie bajery.
-Hmm...Może najpierw pójdziemy na te samochodziki,co nie mogą się zderzyć a i tak się zderzają?-zaproponowałam.
-Dobra!Ja kieruję!-zamówił Leon.
-Dobra-zgodziłam się.
Podeszliśmy do kasy,a Leon kupił dwa bilety.Musieliśmy czekać,aż będzie nasza kolej.Dość szybko to nastąpiło.Wsiedliśmy,Leon za kierownicą,a ja zajęłam miejsce pasażera.Samochody ruszyły,a Leon cały czas dawał na gazie.Ale o dziwo,w nikogo nie uderzyliśmy.Fajnie jest mieć takiego sprawnego chłopaka.
Po pełnej emocji jeździe samochodzikami,poszliśmy na kolejkę górską.Usiedliśmy,złapaliśmy się obręczy,a kolejka ruszyła.Na ogół było spokojnie,dopóki nie jechaliśmy w dół.Wtedy darłam się jak opętana,a Leon się ze mnie śmiał.Chyba ze trzy razy jeździliśmy tą samą trasą,aż wreszcie kolejka się zatrzymała.
Następnie poszliśmy na największą karuzelę,na której obracają cię szybko i do góry nogami.Bardzo się bałam,ale Leon trzymał mnie za rękę,więc trochę się uspokoiłam.Gdy kolejka ruszyła...~

~~
Mam do was ważną sprawę.Jak piszecie w komentarzach to nie piszcie tylko : "super","ekstra",czy coś w tym stylu.Chcę wiedzieć,czy naprawdę czytacie opowiadanie.Więc piszcie,który moment się wam podobał,a który nie,wasze nadzieje,wasze obawy ... WSZYSTKO !! Więc proszę,nie zignorujcie mojej uwagi.
A rozdział według mnie jest super. Fajne randki Leona i Violi ,co nie? Dobra, to do następnego . Pa!!
 

 
tata mi przeszkodził.
-Violetta,nie!-krzyknął.
Ale ja postanowiłam się nie poddać.To co,że da mi szlaban na całe życie,na przyjaciół i na Leona?Chcę coś mieć po swojej mamie.I już.Więc nawet się nie odwróciłam i nic nie powiedziałam.Pociągnęłam za klamkę,a tam...Zamknięte.No super!Odwróciłam się,popatrzałam na tatę z żalem i pobiegłam do pokoju.Tata za mną.
-Violu,ja....W sumie nie wiem od czego zacząć-powiedział.
-To może powiedz mi,dlaczego nie chcesz,żebym weszła do tego pokoju?Wiem,że są tam pamiątki po mamie.Ale czemu nie mogę ich zobaczyć?
-Bo...Bo ja nie chcę,żebyś żyła przeszłością-wyznał.
-Tato,ale ja znałam mamę bardzo krótko.Chyba logiczne,że chcę ją poznać,co nie?
-No tak,ale nie chcę,żebyś była smutna i zdołowana chodziła po domu,gdy ją sobie przypomnisz.
-Tato,wiem,że nie o to ci chodzi.Powiesz mi prawdę?
-Dobrze...Po prostu ja nie chcę,żebyś śpiewała.A tam...Tam są wszystkie nagrody za śpiewanie twojej matki i tego...
-Ale dlaczego nie chcesz żebym śpiewała?-zapytałam już ze łzami w oczach.
-Bo się o ciebie troszczę.
-A co to ma wspólnego ze śpiewaniem?
-Po prostu...Nie chcę,żeby spotkało cię to samo,co mamę.Dobranoc-powiedział i nie czekając na moją odpowiedź,wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi.
A ja smutna,a zarazem wkurzona położyłam się spać.Jak to możliwe,że z początku taki piękny dzień może przerodzić się w najgorszy koszmar świata?

Następnego dnia

Wstałam o siódmej.To trochę wcześnie,pomyślałam, i próbowałam zasnąć,ale coś mi nie wychodziło.Ciągle myślałam o wczorajszej rozmowie z tatą.Ale wreszcie udało mi się zasnąć.Później obudziłam się o ósmej dwadzieścia,więc spokojnie się ubrałam i zeszłam na śniadanie.Od razu poprawił mi się humor,bo tata nie siedział przy stole.Angie też,ale z tego się nie cieszyłam.Dopiero po chwili dotarło do mnie,że para młoda wyjechała na miesiąc miodowy do Paryża.
-Dzień dobry-powitałam się i zajęłam swoje miejsce.Smarując kromkę chleba dżemem,zapytałam:-A kto odwiezie mnie i Federico do Studio?
-Ja...Teraz będę was podwozić zawsze i wszędzie,bo nie ma Angie ani pana Germana-odezwał się Ramallo i uśmiechnął się.
-Okej-powiedzieliśmy równocześnie ja i Federico po czym wymieniliśmy się uśmiechem.
Chwilę później w Studio

Francesca

Szłam z Tomasem do Studio.
-A jaką piosenkę będziecie śpiewali razem z Leonem?-zapytał.
-Jeszcze nie wybraliśmy,ale chyba Voy por ti,bo wiesz..-odpowiedziałam.
-No tak.On jest chyba maniakiem tej piosenki,co nie?-zauważył Tomas.
-Tak mi się wydaje.Ale to nic dziwnego,w końcu ta piosenka połączyła Violę i Leona.Tak się poznali.
Tomas nic nie powiedział.Dziwne,pomyślałam,ale kontynuowałam naszą rozmowę:
-A ty z Violą?
-Śpiewamy niedawno napisaną przez mnie piosenkę.Nazywa się "Tienes todo".Zaśpiewamy razem?-zaproponował.
-No jasne!-powiedziałam i zaczęliśmy szybciej iść.
Po chwili dotarliśmy do Studio i zaczęliśmy śpiewać.


-Jest super!-powiedziałam gdy już zaśpiewaliśmy.
-Ale nie mówisz mi tego tylko dlatego,że jesteś moją dziewczyną,co?-zapytał,a ja się roześmiałam.
-Nie-powiedziałam wreszcie.
-Ale mi ulżyło!A dasz się zaprosić na ciasto?Dzisiaj u mnie,o piętnastej.Tak na deser.
-Pewnie,ale pod jednym warunkiem-powiedziałam i zaczęłam przeglądać nuty.-Ciasto musi być z truskawkami i jakąś dobrą śmietaną!
-Dobra,dobra.Jestem dobry w pieczeniu ciast...W sumie to jestem idealny!-powiedział i oparł się o keyboard,a ten spadł.Złapałam Tomasa w ostatniej chwili i odparłam sarkastycznie:
-Tak tak,jesteś idealny-uśmiechnęłam się i wyszłam z klasy.

Camila.

Siedziałam sobie samotnie i rozmyślałam.O czym?O wszystkim.Chyba przez Federico zaniedbuję przyjaciół.Coraz mniej spotykam się z Fran i Violettą,nie wspomnę już o Maxim.Od tamtej pory unika mnie i nawet nic nie powie,nawet "cześć".Ile to zajmuje?Chyba z sekundę.Ale dobra,jego sprawa.A może i nie?Może powinnam go przeprosić?Z zamyśleń wyrwał mnie kogoś dotyk w talii.
-BU!-krzyknęła jednocześnie ta sama osoba,która mnie dotknęła.Odwróciłam się,a tam Federico.
-Fede,więcej mnie tak nie strasz!-krzyknęłam.
-Dobrze...A co,masz zły humor?-zapytał i usiadł koło mnie.
-Tak jakby...Ale nieważne.Popracujemy nad piosenką na zajęcia z Angie?-zmieniłam temat.
-Okej.
Poszliśmy do sali muzycznej i zabraliśmy się za nasz kawałek.
Po zajęciach z Angie

Violetta

-Idziemy na koktajl?-zapytał mnie Leon,gdy wychodziliśmy z lekcji z Pablo,która miała być z Angie,ale wyjechała na miesiąc miodowy z tatą.
-Chętnie bym poszła,ale mam próbę z Tomasem.No wiesz,na te zajęcia z Angie.I wiesz co?Podobno wszystkie występy mają się odbyć w Resto Bandzie.Fajnie,co?-odpowiedziałam.
-Nom,fajnie.To jakbyś mnie szukała,będę w parku z Andresem.Jeśli zgodzi się pójść-zrobił krótką przerwe,ale po chwili kontynuował:-Do zobaczenia-i poszedł.
Ja ruszyłam do sali muzycznej,chociaż nie ustalaliśmy,gdzie mieliśmy się spotkać.Gdy tam weszłam,Tomas już na mnie czekał.
-Oł,sorki za spóźnienie.Długo czekasz?-zagadnęłam,kładąc torebkę na krześle.
-Nie,tylko kilka minut.Dobra,ćwiczymy?Podoba ci się "Tienes todo",tak?
-Tak,pewnie.
Tomas zaczął grać na keyboardzie i zaczęliśmy śpiewać.Cóż,nie poczułam się szczególnie.I poczułam dzięki temu ulgę,bo bałam się,że uczucia do niego powrócą podczas śpiewania.
-Super nam poszło-przyznałam,gdy już skończyliśmy.-Kiedy następna próba?
-Zgadzam się.Może w poniedziałek?-zaproponował,a ja przytaknęłam,pożegnałam się i wyszłam.
Po lekcjach
Szłam z Cami do domu popijając koktajl.
-Viola..-zaczęła Cami niepewnie.
-Tak?-zapytałam.O co jej chodzi?Nigdy nie była taka smutna.
-Myślisz,że ja się od was odwracam?To znaczy od ciebie i Fran...I Maxiego...
-Może trochę...Ale nic nie szkodzi.Przynajmniej dla mnie.Nie żebym nie lubiła spędzać z tobą czasu,tylko wiesz...Mam Leona,Fran i w ogóle.A tak na marginesie,czemu tak sądzisz?
-Bo odkąd zaczęłam spotykać się z Federico,nie mam dla was czasu.Maxi mnie ignoruje,nie powie nawet "cześć".Czy ja...Ja powinnam zerwać z Federico?
-Co?Cami,bez przesady.Najlepiej z nim porozmawiaj,że musisz też spędzać czas z przyjaciółmi.A Maxi...Cóż,Maxi chyba taki jest,chociaż nie znam go za dobrze.Więc to moja rada.Najpierw porozmawiaj Federico,a później przeproś Maxiego.Założę się,że Fede nie będzie zły.
-Dzięki Violu!-Camila od razu się uśmiechnęła i mnie przytuliła.-Jesteś najlepsza!Od razu pójdę z nimi pogadać.Pa!-powiedziała i zawróciła.
Cieszę się,że mogłam jej pomóc.To nawet fajne uczucie jak ktoś mówi ci,że jesteś najlepsza.Czuję się świetnie.Wzięłam jeszcze jeden łyk koktajlu,siorbając przy tym,bo prawie nie miałam już nic w kubku.Wyrzuciłam go do pobliskiego kosza, a wtedy ktoś za mną powiedział:
-Cześć.
Od razu poznałam ten głos.Odwróciłam się,a tam stał Leon.
-Hej.Co się tak skradałeś?-zapytałam,podeszłam do niego i przytuliłam go.
-A jakoś tak...Myślałem,że cię przestraszę-powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-To ci się nie udało-odwzajemniłam uśmiech.
-Chcesz się rozerwać?
-A co proponujesz?
-Może wypożyczymy rowery i się przejedziemy?
Zaczerwieniłam się.Przecież ja nigdy nie jeździłam na rowerze i nie umiem do tej pory.
-A wiesz co?Coś mi się przypomniało i muszę wracać...-wymyśliłam.
-No weź!Wiem,że kłamiesz.Powiesz mi prawdę?
-Okej-westchnęłam.-Nigdy nie jeździłam na rowerze i nie umiem...
-Spoko,nauczę cię-powiedział Leon bardzo zadowolony.
-Czy ja wiem-wątpiłam.-No dobra!-zgodziłam się,gdy Leon zrobił minkę szczeniaczka.
Uśmiechnął się do mnie i poszliśmy.Leon nie wziął roweru,tylko ja wzięłam,bo on chciał mnie nauczyć.Tak bardzo się z tego cieszył,jakby wygrał w totolotka.No ale cóż,nie mogłam przegapić takiej szansy w życiu.



-Wow,dziękuję,wreszcie umiem jeździć-powiedziałam do Leona po czym się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co-odpowiedział.
Leon odprowadził mnie do domu i się pożegnaliśmy.Na koniec go jeszcze pocałowałam,więc było dobrze.Gdy weszłam do domu ogarnęła mnie ulga,że nie będę musiała się tacie tłumaczyć gdzie byłam i czemu przyszłam tak późno.No fakt,przyszłam trochę późno,bo w domu byli już wszyscy oprócz mnie.I wszyscy siedzieli przy stole.I czekali na mnie.I poczułam się zawstydzona.
-Przepraszam.Długo czekacie?-zagadnęłam,siadając na swoje miejsce.
-Nie,tylko z pół godziny-odpowiedział Federico i uśmiechnął się do mnie gorzko.
-Przepraszam.Smacznego-mruknęłam i zabrałam się za jedzenie.
Gdy już zjadłam poszłam do pokoju i byłam tak najedzona,że padłam na łóżko ze zmęczenia.Naprawdę!Wtedy mój telefon zadzwonił.Tomas.Odebrałam.
-Halo?-powiedziałam.
-Hej,Viola...Słuchaj,bo mam taki problem..-zaczął niepewnie.
-No mów-powiedziałam i zamieniłam się w słuch.
-Bo ja zaprosiłem Fran na ciasto i...Wyszedł mi zakalec i nie zdążę zrobić innego!Co mam robić?!-wyrzucił to z siebie.
-Hmm...W sumie to nie wiem.A nie umiesz upiec czegoś na szybko?
-Nie,nie...Może kupić?
-Nie wiem czy to dobry plan.Miałeś sam upiec to ciasto.Ale jeśli myślisz,że to dobre...Zaczekaj-przypomniało mi się coś.-Mam przepis na takie super szybkie ciasteczka.
Podałam mu cały przepis,co zajęło raptem dwie minutki,a on odpowiedział:
-Dziękuję Violu,uratowałaś mnie.Pa!-powiedział i rozłączył się,zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

Tomas

Ten przepis od Violi był super fajny.Ale niestety...Zanim zacząłem cokolwiek robić,do drzwi ktoś zadzwonił.A tam ukazała się...Francesca!O nie!
-Hej Fran-powiedziałem zakłopotany.
-Hej.Co masz taką minę?-zapytała mnie,a ja się chyba zaczerwieniłem.
-Bo wiesz...Hmm..Jak by ci to wytłumaczyć?
-Wyrzuć to z siebie.Jakbyś zrywał plaster.
Opowiedziałem jej całą tą historię z zakalcem i przepisie na super szybkie ciasteczka,których niestety nie zdążyłem zrobić.
-Nic się nie stało-pocieszała mnie Fran.-Razem zrobimy to ciasto.
-Serio?-nie mogłem w to uwierzyć.Myślałem,że się na mnie pogniewa.
-Serio-powiedziała i uśmiechnęła się.Jak ja kocham ten jej uśmiech!
Zaczęliśmy zabierać się za ciasto,słuchając przy tym radia i śpiewając,aż w pewnej chwili....

~~~~

I co dalej ?? Nie bójcie się,nic strasznego.Mam super pomysł,co dalej .

Sorki że długo nie pisałam ;
  • awatar Gość: No wybaczam .! xdd Rozdział zajebisty :* Czekam na next :*
  • awatar Violetta ds Polonia: Świetny rozdział Kocham je I Dobrzeże wróciłam. Podobają mi się Twoje opowiadania ♥e
  • awatar Ann❤: fajna opka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A wtedy do pokoju....
weszła Angie.
-Angie,nie strasz mnie tak!-powiedziałam i wstałam od pianina,zatrzaskując sobie przy tym palce.-AUUUU!!-krzyknęłam.
-Przepraszam Violu!-powiedziała Angie i pomogła mi usiąść na kanapie.-Zaraz przyniosę bandaż-dodała i poszła gdzieś.
-Co się stało?-do pokoju wpadła zdyszana Olga.
Nie mogłam nic odpowiedzieć,bo po prostu bardzo mnie bolało,więc tylko pokazałam rękę.
-Ouu...-jęknęła.-Angie poszła po bandaż?
Pokiwałam głową,a Olga usiadła obok mnie i gładziła mnie po plecach.
-A co do twojego taty to już wie,że Leon przychodzi na kolację.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.Olga poszła otworzyć,a tam w drzwiach stał Leon.Chciał coś powiedzieć do Olgi,ale spojrzał na mnie,więc odebrało mu mowę.Natychmiast do mnie podbiegł.
-O mój boże,Violuś!Co ci się stało?-zapytał z troską spoglądając na moje przycięte palce.Olga wyszła z pokoju.
-A nic takiego,po prostu przycięłam sobie palce paininem,wiesz...-powiedziałam.
-Zdarza się...-powiedział,a Angie przyszła z bandażem.Powitała się z Leonem i zawinęła mi nim rękę.
Później poszliśmy z Leonem do mojego pokoju.Leon rozsiadł się na całym łóżku tak,że ja nie mogłam na nim usiąść.
-Nie za wygodnie ci?-zapytałam.
-W sumie niezbyt wygodne jest to łóżko...-skomentował,a ja zepchnęłam go z łóżka i sama się na nim rozłożyłam.
-Auu!!-zawył Leon.-Co to miało być?-podniósł się i założył ręce na biodra.
-To miało być to,że...-Leon zaczął mnie gilgotać.-Hahaahahaa,przestań!-miałam straszne gilgotki.
-Dobra,dobra-powiedział i usiadł przy moim biurku.-No wiesz,zbliżają się twoje urodziny,co nie?
-No chyba.A po co pytasz?
-Chciałem zapytać,co byś chciała dostać.
-W sumie to wszystkie moje marzenia się spełniły:mam cudownego chłopaka,wspaniałych przyjaciół,śpiewam i tańczę...
-Oj pomyśl,na pewno jest coś,co chcesz dostać.
-Dobra,dobra...Myślę.
Nic nie przychodziło mi do głowy.
-WIEM!-krzyknęłam po długim myśleniu.-Chcę dostać misia.
-Misia?Chyba jesteś na to za stara-Leon parsknął śmiechem.
-Wcale nie!Foch-powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami,ale on objął mnie w pasie i powiedział szeptem do ucha:
-Dobrze,kupię ci misia.Jakiego tylko będziesz chciała.
-Serio?-zapytałam z nadzieją.
-Serio.
-Ojeju,Leon dziękuję,dziękuję!-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyje.-A tak w ogóle,która jest godzina?-zapytałam.
-Gdzieś tak za pięć szósta.No i sorki że tak wcześnie przyszedłem,ale chciałem trochę czasu spędzić z tobą sam na sam.A właśnie,pokażesz mi ten swój rysunek,na którym widnieje niezły przystojniak?-zapytał.
-Tak,chyba mam obrazek Justina Biebera...-powiedziałam,przewracając kartki pamiętnika.
-No wiesz ty co!Chodziło mi o mnie.
-Aaaa,ta.Proszę-podałam mu pamiętnik.
-Ej,czemu mam tylko jedną brew?!-zapytał zdenerwowany Leon.
-Ups..-powiedziałam cicho.
-Nie "ups",tylko uciekaj!-powiedział Leon i zaczął mnie ganiać po całym domu ,aż wpadłam na tatę,a gdy upadałam,Leon mnie złapał i powiedział do taty:-Dzień dobry.
Oboje się uśmiechnęliśmy,a tata powiedział:
-W tych czasach nastolatkowie są tacy dziwni...-i poszedł do kuchni.
Wtedy zaczęliśmy się z siebie śmiać i padliśmy na kanapę.Olga zaczęła przynosić jedzenie na stół,więc ja i Leon sobie usiedliśmy.Obok Leona usiadła Angie,obok Angie usiadł Federico,tata jak zwykle siedział już na "honorowym miejscu",a Olga i Ramallo jak zwykle jedli w kuchni.I tyle.Podczas kolacji gadaliśmy i śmieliśmy się.Fajnie było jeść w towarzystwie Leona.Nie mlaskał,jak kiedyś Jade i mówił słowa takie jak proszę,dziękuję i tak dalej.Bardzo wyrafinowany.Gdy już zjedliśmy,tata ogłosił ,że jutro o siódmej rano on i Angie wyjeżdżają na miesiąc miodowy,a później ja i Leon usiedliśmy na kanapie.


-A,wtedy co ci mówiłam,że tata mówił,że nie mam żadnej ciotki i powiedziałam ci tylko o Ramallo i Oldze,to przecież zapomniałam o Angie.Teraz traktuję ją jak moją drugą mamę,więc zapomniałam,że jest moją ciocią-powiedziałam.
-No tak!Też wiedziałem,że o kimś zapomniałaś,gdy mi mówiłaś o Oldze i Ramallo.A skoro już mowa o Oldze-świetnie gotuje.Naprawdę!W życiu nie jadłem tak dobrej ryby.
-No wiesz,Olgunia bardzo długo w tym siedzi,że tak powiem-uśmiechnęłam się.-Chcesz może jeszcze tego soku pomarańczowego?-zapytałam.
-Pewnie-odpowiedział,a ja poszłam do kuchni.

Leon

Super się tu czułem.A kolacja była naprawdę dobra!Szkoda,że u mnie sam muszę gotować,bo mama jest chora.No,przynajmniej od czasu do czasu mogę zamówić pizzę.Ale odkąd tata nas opuścił,nie jesteśmy już tacy bogaci jak kiedyś.W sumie dobrze.Już mnie to obrzydzało.Nie chcę być już taki,jak Ludmiła.
Usiadłem do pianina i zacząłem grać,a wtedy Viola przyszła z sokiem.



Super zaśpiewaliśmy!Ale niestety,na końcu przyszedł tata Violetty...
-Violetta,czy to ty teraz śpiewałaś?-zapytał.
Violetta popatrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem.Na szczęście do pokoju weszła Angie i powiedziała:
-German,to ja śpiewałam.Leon tak pięknie grał,więc nie mogłam się powstrzymać.
-Dobrze...Leon,jakby co,to tutaj panuje taka zasada,że nie śpiewamy.Grać możesz,ale nie takie wiesz...popowe piosenki.Ale śpiewać tu nie wolno.A ty Angie,znasz dobrze tą zasadę,ale ci odpuszczam.Tylko nigdy więcej takich akcji-powiedział German całkiem spokojny i wyszedł z pokoju.
-Uf,dziękuję Angie!-powiedziała Viola i przytuliła Angie.
-Nie ma za co,ale staraj się nie śpiewać,kiedy twój tata jest w domu.To dotyczy też ciebie,Leon-powiedziała,my przytaknęliśmy,a ona poszła do swojego pokoju.
Razem z Violettą poszliśmy do jej pokoju.
-Fajnie,że twój tata i Angie wyjeżdżają na miesiąc miodowy-powiedziałem,a Violetta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.


-A niby czemu?-zapytała.
-A tak..No wiesz,będziesz miała prawie wolną chatę-dodałem.
-No niby tak...Ale co to ma do rzeczy?
-Nie wiesz?Mógłbym więcej do ciebie przychodzić,mogłabyś śpiewać bez tego strachu,że twój tata wejdzie i cię zobaczy.
-Masz rację-przytaknęła.-Ale i tak będę za nimi tęsknić.
-No przecież...Ale chyba nie tak bardzo,jak tęskniłaś za mną,jak byłem w Niemczech?
-Za tobą tęskniłam na tysiąc procent,a za nimi będę na dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć,pasuje?-zapytała i położyła się obok mnie na łóżku.
-Pasuje-powiedziałem i uśmiechnąłem się.-Kocham cię,Viola.I bardzo żałuję,że nie możemy być razem w parze na zajęcia z Angie.
-Ja też...Ale wiesz co?Praca z Tomasem chyba nie będzie taka zła,bo przysłał mi niezłą piosenkę.
-Serio?
-Serio.Tylko nie bądź zazdrosny.
-Ja,zazdrosny?Pff-powiedziałem,chociaż pewnie będę mega zazdrosny.
-To dobrze,że nie jesteś zazdrosny-uśmiechnęła się.-Chodź,zaśpiewamy razem piosenkę-dodała,po czym wstała i wzięła jakąś karteczkę do ręki.Usiadła na łóżku,a ja przysunąłem się do niej.Po chwili zaczęliśmy śpiewać.
-Rzeczywiście,jest niezła-przyznałem.-Ale moja jest lepsza.
-Chodzi ci o "Voy por ti"?To będziecie śpiewać z Francescą?-zapytała i odłożyła nuty na biurko.
-Tak.Tylko nie bądź zazdrosna.
-Ja,zazdrosna?Pff-powiedziała,chociaż pewnie będzie mega zazdrosna.
-To dobrze,że nie jesteś zazdrosna-uśmiechnąłem się.-No,na mnie już pora.Bardzo fajnie spędziłem czas.Do jutra-powiedziałem i wyszedłem.

Violetta

Gdy Leon wyszedł,mój telefon zadzwonił.Jakiś nieznany numer.Odebrałam,a co mi tam.
-Halo?-powiedziałam do słuchawki.
-Hej Viola,tu Tomas.Mam twój numer od Francesci.
-No,hej.Po co dzwonisz?
-Chciałem się zapytać,czy podoba ci się piosenka.To jak?
-Jest super.To wszystko?
-Jasne.To do jutra.Pa
-Pa-odpowiedziałam i rozłączyłam się.
W sumie nie wiem,czemu potraktowałam go tak chłodno.Odkąd zobaczył mój wpis w pamiętniku i powiedział to...Że go okłamałam,miałam wrażenie,jakby nadal coś do mnie czuł i tak było.A przecież on chodzi z Francescą,moją najlepszą przyjaciółką.Co to jest za świat?
Do mojego pokoju wszedł Federico BEZ PUKANIA,więc walnęłam go poduszką i krzyknęłam:
-Puka się!
-Puka,puka-odpowiedział Federico,po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.-A więc widzę,że twoja i Leona miłość kwitnie,co?-zaczął.
-Tak,kocham go,a on kocha mnie.To chyba wystarczy,żeby być szczęśliwym.Ale opowiadaj,co tam z tobą i Cami?
-A tam,rzuciłem ją,a ona popadła w depresję i się pocięła...Nic wielkiego.
-CO ZROBIŁEŚ?!Zaraz cię zabiję,Federico!-krzyknęłam i do niego podeszłam.
-Żartuję!-powiedział,unosząc ręce do góry.
-Och,Fede-powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką,ale on się schylił,więc poduszka trafiła na biurko,gdzie leżała pamiątka po mojej mamie,i się stłukła.-Nie,nie,nie,nie,nie!-krzyknęłam,odepchnęłam Federico na bok i wzięłam do ręki kawałki szkła,które zostały po tej pamiątce.-Ty serca nie masz?-zapytałam i pobiegłam na dół z tymi kawałkami.-Tato,musisz mi to skleić!To jedyna pamiątka po mamie,jaką mam!-krzyknęłam.
-Ale co się...-powiedział tata i zrobił przerwę,jak zobaczył kawałki szkła w moich dłoniach.-Uuu...No nie wiem,to chyba się stłukło na cacy...
-Co?Nie,tak nie może być!-powiedziałam,a raczej krzyknęłam i pobiegłam na górę.-Wynocha-powiedziałam do Federico,a on posłusznie wyszedł.
No i co ja teraz zrobię?Wsadziłam kawałki szkła do puzderka i usiadłam na łóżku.Zaczęłam płakać.Zaraz,zaraz...Zawsze tata mnie ostrzegał,żebym nie wchodziła do takiego pokoju na końcu korytarza.A może tata chciał przede mną ukryć pamiątki po mamie,żebym nie poszła w jej ślady?Tak nie może być,pomyślałam i wyszłam z pokoju.Poszłam najpierw do łazienki i się umyłam,żeby wszyscy myśleli,że idę spać.Więc tak zrobiłam,a po umyciu poszłam na górę i zrobiłam to.


Ale...



_____________________________________

Podoba wam się rozdział ? Mnie tak , nawet fajny,ale wiadomo jak to się swoje ocenia...
Mam BAARDZOO dużo pomysłów na następne rozdziały ,więc spoko ,weny mi nie braknie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Viola spała.Więc postawiłem jej tacę na stoliku i siedziałem,patrząc na nią.Ona jest już taka dorosła!To znaczy ma siedemnaście lat,więc dopiero za rok będzie dorosła,ale już na taką wygląda.Ależ ona szybko dorasta!W pewnym momencie Viola zaczęła coś mamrotać przez sen...
-Ja muszę powiedzieć tacie prawdę-powiedziała z długimi przerwami.
O co jej chodzi?Viola coś przede mną ukrywa?Jak tylko wstanie,zapytam ją o to.Chyba nie sądzi,że zostawię to tak bez obgadania?Wyszedłem z jej pokoju i delikatnie zamknąłem drzwi.Zdenerwowany ruszyłem do Angie.
-Coś ty taki zdenerwowany?-zapytała.
-Violetta śpi.
-I?
-I mamrotała przez sen.
-No i?Nie rozumiem...
-I mówiła "muszę powiedzieć tacie prawdę".Wiesz coś na ten temat?
Długa cisza.Jeszcze dłuższa.
-A więc razem coś ukrywacie,tak?-zgadywałem.
-Nie!German,co ci wpadło do głowy?Pewnie chciała ci powiedzieć,że...
-No co?
-A nie wiem.Ja nic o tym nie wiem.
-Dobra,wierzę ci.Myślę,że dobrze zrobię,rozmawiając z nią o tym.
-NIE!-krzyknęła Angie.
-Czyli coś wiesz?
-Ttakk...Chodzi o to,że... chodziło jej o to że musi ci powiedzieć prawdę że operacja Leona mamy wyszła.
-I tyle?-zapytałem zdumiony.-Czemu ona to przede mną ukrywała?
-Nie wiem.Mówiłam jej,żeby powiedziała ci prawdę,a ona nie chciała tego słyszeć...I tyle.
-Dobra...-nadal zdziwiony poszedłem do swojego biura.

Angie.

Wymyśliłam coś głupiego,ale wymyśliłam...Uff!

Violetta.

Obudziłam się.Dziwne,tak jakoś szybko zasnęłam.Na stoliku stała moja kolacja,czyli dwa tosty z serem i sok pomarańczowy.Pewnie nie słyszałam,jak Olga mnie woła na kolację i ktoś mi ją przyniósł.Zjadłam tosty,wypiłam sok i zeszłam na dół.Tam siedział tata.
-Hej,coś mnie ominęło?-zapytałam,przecierając oczy.
-Nie,nic-odpowiedział tata.-Ale coś tam mruczałaś przez sen,że musisz mi powiedzieć prawdę-zrobił poważną minę,a ja milczałam.-A Angie powiedziała mi,że ukrywałaś przede mną,że operacja matki Leona się udała.
-Y..Tak!
Co za głupie kłamstwo.Czemu miałabym okłamać tatę w sprawie matki Leona?Żałosne...No ale cóż,skoro Angie mnie uratowała,jestem jej wdzięczna.
-To dobrze,bo już myślałem,że śpiewasz bez mojej wiedzy czy coś...Ale nigdy tego nie rób!-dodał szybko.
-Tato,nie jestem głupia...Mógłbyś mnie,Francescę,Camilę i Maxiego podrzucić jutro na lotnisko?-zmieniłam temat.Zanim tata odpowiedział,zadzwoniła moja komórka.To była Francesca.-Halo?-powiedziałam,gdy odebrałam.-No,hej.Co?No dobra,w takim razie pojadę sama.Pa-rozłączyłam się.-Wygląda na to,że Fran,Cami i Maxi nie jadą.To zawieziesz mnie jutro na lotnisko po Leona?
-Tak,a o której?
-Po ósmej wylądują.
-Dobra.
-Okej,to ja idę spać...Dobranoc tato.Bardzo cię kocham-powiedziałam i przytuliłam się do niego.




-Ja też cię kocham.Kolorowych snów-powiedział tata,a ja poszłam na górę.
Umyłam się i położyłam spać.
Sen Violetty
Byłam w Studio i nagle usłyszałam,jak ktoś gra "Podemos" na keyboardzie.Popatrzyłam przez okienko na palce tego kogoś.Od razu je rozpoznałam.Palce przemierzały z gracją po klawiszach i wydobywał się z nich czysty i wspaniały dźwięk.Weszłam do środka i zaczęłam z nim śpiewać...


A wtedy do klasy weszła Ludmiła,bez słowa,bez uprzedzenia.Przyciągnęła do siebie Leona i pocałowała go.A Leon nawet nie próbował jej odepchnąć,tylko jeszcze ją do tego objął.




Krzyczałam na całe gardło:
-Leon!Leon!Nie kochasz mnie?!Leon!!
Ale on nie reagował.Ludmiła też nie.A ja z płaczem wybiegłam z klasy.
Rzeczywistość
Obudziłam się z krzykiem:
-Leon,co ty wyprawiasz?!
I wtedy dopiero zobaczyłam,jak Leon siedzi na moim łóżku.
-Siedzę tu-powiedział i rozłożył ramiona tak,żebym mogła go przytulić.


-Nie puszczę cię-powiedziałam,a po moim policzku spłynęła łza szczęścia.-Co ty tu robisz?Miałam przyjechać po ciebie z tatą o ósmej.Powinieneś być jeszcze w samolocie-powiedziałam,jeszcze ściskana przez Leona.
-Kotku,jest dziewiąta.Twój tata po mnie przyjechał bo powiedział,że bardzo mocno spałaś i nie mógł on cię obudzić.Dobra,już starczy-odsunęliśmy się od siebie.
-Tak się cieszę,że jesteś!-krzyknęłam,chwycąc jego rękę.
-A ja cieszę się,że wreszcie wróciłem i cię widzę,i to nie w ekranie komputera.A co ci się śniło?-zapytał.
-Okropny sen...
Opowiedziałam mu cały ten sen.
-Wiesz,że nigdy bym tak nie zrobił.Kocham tylko ciebie.Idziemy do Studio?-powiedział,jak tylko wszystko mu opowiedziałam.
-Tak,ale muszę się ogarnąć i coś zjeść...-powiedziałam,biorąc szczotkę do włosów.Po chwili zaczęłam je czesać.
-Poczekam.Posiedzę sobie z Angie i Germanem,co?-zaproponował.
-Dobra-uśmiechnęłam się,a Leon wyszedł.
Wprost tryskałam szczęściem.Szykowałam się i nuciłam "Podemos",a po chwili byłam już gotowa.



Zeszłam na dół,a tam na kanapie siedział Leon i śmiał się razem z moim tatą.
-Angie już wyszła?-zapytałam,biorąc do ręki jabłko i biorąc gryza.
-Tak-odpowiedzieli w tym samym czasie tata i Leon i znowu się roześmieli.
-Okej...Idziemy Leon?-zapytałam,biorąc kolejny gryz jabłka i cicho przeżuwając.
-Tak.Do widzenia,panie Germanie-powiedział Leon,uśmiechnął się i wyszliśmy.
-No,widzę,że było wam wesoło-powiedziałam gdy już wyszliśmy z domu i wzięłam go za rękę.
-Pewnie!Świetnie się rozmawia z twoim tatą.Szkoda,że go tak okłamujesz.
-Leon,ja wiem,że lepiej będzie powiedzieć mu prawdę,ale nie mogę.Wczoraj prawie się dowiedział.Wiem,że chcesz dla mnie dobrze,ale tata może wtedy zabronić mi wychodzić z domu,kontaktować się z tobą i przyjaciółmi i przede wszystkim gdzieś ze mną wyjedzie.Dlatego wolę to ukrywać.
-Rozumiem cię,Violu.A może tak nie pójdziemy dzisiaj do Studio i rozerwiemy się,co?-zapytał Leon po czym objął mnie i puścił oczko.


-Leon,to świetny pomysł,ale moje początki w Studio są złe,i chcę to nadrobić.Więc może jutro pójdziemy na wagary?
-Dobra-powiedział Leon,ale i tak się "obraził".Puścił moją rękę i przeszedł na drugą stronę.
-Jak sobie chcesz!-powiedziałam i też udałam,że się obraziłam,ale wreszcie nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem,Leon zresztą też.
Po chwili byliśmy w Studio,weszliśmy do środka i rozciągaliśmy się przed zajęciami tanecznymi.Powiedziałam Leonowi,co się działo,jak go nie było,włącznie ze wczorajszym moim tańczeniem,jak Gregorio na mnie nakrzyczał,a Leon mi powiedział,że zawsze tak traktuje nowych.

Ludmiła.

Szłam z Naty i tłumaczyłam jej mój szatański plan.
-A więc,jak tylko zobaczysz Federico,daj mi znać-tłumaczyłam jej.




-Naty,czy ty mnie w ogóle słuchasz?!-krzyknęłam.
-Ludmiła,mówisz o tym od dwudziestu minut.Wszystko już rozumiem.Zmienimy temat?
-Teraz przesadziłaś Naty!Skoro nie chcesz mi pomagać,wystarczy powiedzieć!Ludmiła odchodzi-powiedziałam i pstryknęłam palcami.
Zobaczyłam jak Leon i Violetta rozciągają się w sali tanecznej i się śmieją.Zaraz im przeszkodzę...Poprawiłam włosy i ruszyłam.



-Leon!Wróciłeś,a!-powiedziałam i rzuciłam się mu w ramiona.Spojrzałam na Violettę,a ta patrzyła się zdziwiona na mnie i Leona.Lecz po chwili stało się coś okropnego:Leon mnie odepchnął!-Co to miało znaczyć?!-krzyknęłam,a Leon objął tą Violkę.
-Jestem z Violettą,nie pamiętasz?-powiedział,po czym spiorunował mnie wzrokiem.
Jak on mnie wkurza!Bardzo się zmienił od tego czasu,jak pojawiła się Violetta.Ale czas o tym zapomnieć.Z daleka zauważyłam Camilę i Federico.Wpadł mi do głowy super plan!Włożę do szafki Federico karteczkę z tekstem:"Powtórka z wczoraj,Fede?Ale dzisiaj u mnie...Całuski,ciao!" A jak on otworzy szafkę przy Camili,ta się wkurzy i z nim zerwie.Szybko wykonałam plan,a ta dwójka podeszła do szafki Federico.


Camila

Szliśmy do szafki Federico po jego rzeczy,a gdy ją otworzył,stamtąd wyleciała jakaś kartka.Federico czytał ją ze zdziwieniem.
-Co to jest?-spytałam i wyrwałam mu kartkę.Przeczytałam ją.Czy Fede mnie zdradza?
-Sam nie wiem,skąd się tu wzięło-zaczął się rozglądać po całej szkole.-Ty!-powiedział wreszcie i podszedł do Ludmiły,która przyglądała się całemu temu zdarzeniu.-To na pewno twoja sprawka!Co ja ci takiego złego zrobiłem?
-Ale o czym ty mówisz Federico?-udawała zdziwioną.-Nie obwiniaj mnie za zdradę swojej dziewczyny.Och,Cami,tak ci współczuję.
-Spadaj,przecież wiem,że to twoja wina!-powiedziałam.-Nie udawaj niewinątka!
Wtedy podeszła do nas Angie.
-Co tu się dzieje?-zapytała.
-Ludmiła-chciałam zacząć,ale Fede mi przerwał.
-Nic takiego.Odczep się Ludmiła,tak?-powiedział spokojnie,objął mnie i poszliśmy do sali tanecznej,gdzie zaraz miały być zajęcia.

Violetta.

Do sali weszli już wszyscy uczniowie,więc byliśmy już gotowi do zajęć.Lecz do klasy nie wszedł Gregorio,tylko jakaś kobieta.
-Dzień dobry,dzisiaj zastępuję Gregorio,bo ma gorączkę-powiedziała,a wszyscy odpowiedzieliśmy jej krótkim "dzień dobry".-Na początek zróbmy sobie mały pojedynek taneczny...Kto chętny?-zapytała,a ja i Ludmiła podniosłyśmy ręcę.-Dobrze,zapraszam dziewczynki.Tańczcie!-włączyła muzykę.


Wszyscy zaczęli klaskać,a Ludmiła do mnie podeszła i powiedziała.
-Ale koszmarnie tańczyłaś!Chyba dzisiaj nie jesteś w formie,co Vilu?Co się dzieje?-zapytała.
-Ludmiła,lepiej się odczep,albo...-zaczęła Camila.
-Cami,spoko,nie przejmujmy się nią-przerwałam jej.
-Dobrze,fajnie się z wami pracowało.Do widzenia!-powiedziała nauczycielka i wyszła.
-Idziemy do Resto?-zapytał Leon i mnie objął.
-Hmm...A o której mamy zajęcia z Angie?-zapytałam,spoglądając na zegarek.-Jest grubo po dziesiątej.
-Dopiero za pół godziny-odpowiedział.
-Okej,chodźmy.A idziemy z nimi,czy raczej...?
-Sami-powiedział chłopak i uśmiechnął się jak głupi do sera.-Ale może jednak chodźmy na naszą ławkę?-zaproponował.
-Naszą ławkę?-zdziwiłam się.-To,że na tej ławce był nasz pierwszy pocałunek nie oznacza,że jest nasza.
-Wiem,ale ja ją tak nazywam.Dobra,to idziemy wreszcie?-zapytał już lekko poirytowany.
-Idziemy,idziemy-uśmiechnęłam się i ruszyliśmy.
Już po chwili siedzieliśmy na ławce.
-Och,nie ruszaj się Leon-powiedziałam i wyciągnęłam pamiętnik.
-CO?!Mam jakiegoś robala?!Zabierz go,zabierz go,zabierz go!-krzyczał.
-Nie,głuptasie!-odkrzyknęłam mu.-Chcę cię po prostu narysować.Zrób tą swoją minę podrywacza,okej?-powiedziałam i zaczęłam go rysować.Rozmawialiśmy przy tym,wspominając dawne czasy i opowiadając o swojej przeszłości.-No i tata mówi,że nie mam żadnej ciotki,babci czy dziadka...W ogóle rodziny.Od zawsze trzymamy się tylko we czworo:ja,tato,Ramallo i Olga.Ramallo i Olga to właśnie mój wujek i ciocia.Głupio,co nie?Tyle że Olga jest od strony taty,a Ramallo od mamy.A poza tym nie mam żadnej rodziny-powiedziałam.-O,już gotowe-dodałam i pokazałam mu obrazek.Pocałowaliśmy się.
-Ej,ten pocałunek był taki jak ten przez komputer-zaśmiał się Leon.
-Osz ty!-powiedziałam i trzasnęłam go (lekko!) pamiętnikiem w ramię,w skutek czego on mi go zabrał i wskoczył Z NIM do pobliskiego jeziora,ale na szczęście go nie zmoczył i odłożył na brzeg.-Leon,oszalałeś?!-krzyknęłam i podbiegłam do niego.
Wyciągnęłam do niego rękę,a on mnie pociągnął i wpadłam do jeziora.Zaczęliśmy się śmiać na całe miasto.DOSŁOWNIE.Śmieliśmy się tak głośno,że przechodzący ludzie patrzyli się na nas ze zdziwieniem.Ale my nie zwracaliśmy na nich uwagi.Pocałowaliśmy się.To najromantyczniejsza chwila w życiu.Poza naszą pierwszą randką,oczywiście.Trochę się popryskaliśmy,pośmialiśmy i wyszliśmy z jeziora.
-A teraz myśl,jak tu się wysuszyć-powiedziałam,biorąc do ręki pamiętnik,na szczęście suchy.
-Hmm...Chodźmy do mojego domu,mam suszarkę!-zaproponował.
-Dobra.Ale twoja mama...-powiedziałam z powątpiewaniem.
-Spokojnie,odpoczywa sobie w swoim pokoju.Będziemy musieli być cicho,żeby jej nie obudzić,okej?
-Okej,okej-zgodziłam się i poszliśmy.
U Leona było bardzo cicho,a ja z trudem powstrzymywałam się od śmiechu.Szłam za nim i doszliśmy do łazienki.Leon włączył suszarkę,która o dziwo była bardzo cicha i skierował ją na mnie.Ale ciepły wiaterek,czułam się po prostu jak w niebie!Ale dopiero mi się przypomniało,że zaraz zaczynają się lekcje z Angie.
-Leon,zaraz się spóźnimy-wyszeptałam.
-Ups...Niepotrzebnie wskakiwałaś do tego jeziora.
-Ty mnie tam wciągnąłeś!
-Dobra,punkt dla ciebie.Zaczekaj,tylko się przebiorę i zaraz będę.Podwiozę cię do twojego domu i ty się przebierzesz i akurat zdążymy-uspokajał mnie.
-Dobra...Tylko bez paniki-mówiłam do siebie,a Leon się uśmiechnął i poszedł po schodach do swojego pokoju.Po góra dwóch minutach zszedł już w nowych ciuchach i był całkowicie suchy.
20 minut później
Zdążyliśmy!Zdążyliśmy pojechać do mojego domu,ja zdążyłam się przebrać i wysuszyć i zdążyliśmy na lekcje.Zdyszani wpadliśmy do klasy.
-Przepraszamy za spóźnienie!-krzyknęliśmy jednocześnie.
-Nic się nie stało,ale więcej się nie spóźniajcie,dobrze?-powiedziała ze spokojem Angie.Całkiem nieźle to przyjęła.Zajęliśmy miejsca,a Ange kontynuowała:-Mam dla was pewne zadanie.Dobierzecie się w pary damsko-męskie,jasne?Będziecie musieli skomponować samodzielnie piosenkę,lub wybrać jakąś już skomponowaną,tyle że przez was.Nie można od nikogo pożyczać,okej?-wszyscy przytaknęli.-A teraz wylosuję pary.Niech każdy chłopak napisze na tej karteczce swoje imię-powiedziała,po czym rozdała wszystkim chłopakom karteczki.Wszyscy złożyli je do koszyka,i był czas losowania.-Dobrze,Camila,losuj-powiedziała do Camili i wyciągnęła do niej rękę,w której był koszyk z karteczkami.Cami wylosowała karteczkę i przeczytała na głos:
-Federico!-po czym spojrzała się na niego,a ten puścił jej oczko.
No i tak potoczyło się losowanie:Ludmiła z Maxim, Francesca z Leonem,a ja z Tomasem.Fajnie?Nie.Chcę być z Leonem!
-Można się zamienić parami?-zapytałam Angie.
-Niestety nie.Piosenka ma być o miłości-podkreśliła Angie.-Widownia musi czuć uczucie,jakim się darzycie,gdy śpiewacie.
-A jak ktoś nie obdarza uczuciem swojej pary?-zapytała Fran.Wyjęła mi to pytanie z ust.
-To wtedy trzeba to zagrać-odpowiedziała Angie.-Macie jeszcze jakieś pytania?-nikt nic nie mówił.-Dobrze,w takim razie kto chciałby zaprezentować jakąś piosenkę,co?-zapytała Angie.
Fran się zgłosiła.
-Ja i Tomas zaśpiewamy świetną piosenkę skomponowaną przez Tomasa-powiedziała,wzięła Tomasa za rękę i wyszli na środek.


Wszyscy zaczęli im bić brawo,a do sali wszedł Pablo.
-Dobra robota,dzieciaki-pochwalił.-A teraz koniec zajęć,możecie iść.
Zaproponowałam znajomym Resto Band,a wszyscy się zgodzili,więc tam poszliśmy.

Angie

-Pablo,ja..-zaczęłam.
-Nie musisz się tłumaczyć.Ale przynajmniej mogłaś mi powiedzieć,że bierzesz ślub z Germanem i ze mną zrywasz,a ja dowiedziałem się od Violetty.Mimo to pamiętaj,że zawsze będę cię kochał.Do zobaczenia-powiedział i wyszedł.
2 godziny później

Violetta

Właśnie spacerowaliśmy sobie z Leonem po parku,aż wreszcie zaproponowałam:
-Może wpadniesz do mnie dzisiaj na kolację?
-No nie wiem.Nie mogę zostawić mamy bez opieki na tak długo-powiedział,a ja posmutniałam.-Ale zawsze mogę poprosić sąsiada,żeby się nią zajął-dodał,a ja znowu się uśmiechnęłam.
-Super!-powiedziałam,aż wreszcie dotarliśmy do domu Leona.
-Odprowadzić cię dalej?-zapytał.
-Nie,dzięki.Opiekuj się mamą.I do zobaczenia o osiemnastej-powiedziałam i poszłam.
Po drodze natknęłam się na Tomasa.
-Hej Violetta-powiedział.
-Hej.Co tam?-zapytałam.
-Spoko.Chciałem cię zapytać,kiedy poćwiczymy.To jak?
-Hmm...Jutro przed zajęciami tanecznymi,czyli po lekcji z Angie.Okej?-zaproponowałam.
-Dobra.Do zobaczenia-powiedział,uśmiechnął się i poszedł.
Doszłam już do domu.Gdy weszłam do środka,nikogo tam nie było.Poszłam do kuchni,i to stamtąd tak pachniało...Ciasteczkami czekoladowymi!
-Olga,co gotujesz?-zapytałam,siadając na stołku.
-Twoje ulubione ciasteczka-powiedziała i uśmiechnęła się.
-Dziękuję!-powiedziałam.-A wiesz może,gdzie jest tata?-zapytałam.-Albo Angie?
-Twój tata pojechał z Ramallo na jakieś tam spotkanie,a Angie...Angie chyba jest w tej swojej pracy.
-A no tak.Jakby co to będę w swoim pokoju.A jak tata przyjdzie to powiesz mu,że Leon przyjdzie na kolacje?
-A kto to Leon?-zaciekawiła się Olga.
-To mój chłopak.Nie mówiłam ci o nim?
-Chyba coś mi się o uszy obiło...Dobra,zmykaj,a ja jakby co powiem tacie.
-Okej-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
Nie było taty,więc mogłam sobie spokojnie pośpiewać.
-Ven y canta,dame tu mano.Cura tus heridas busca hoy tu melodía vamos..-zanuciłam i padłam na łóżko.
Z mojego laptopa dobiegł dźwięk e-maila.Zobaczyłam.Było to od Tomasa.Napisał:
"To tekst piosenki,którą możemy zaśpiewać.Jeśli oczywiście chcesz
Puede ser una ilusión
o tal vez tu corazón
te hable a cada instante.
Nada pasa porque sí,
me da miedo hablar de mí
lo sabes, a cada instante
Me verás, suelo caminar
pensando en cada paso
si voy a fallar.
Te veré, en cada ocasión
porque puedo ver
tu historia en mi canción.
Para todo, para nada,
por si aciertas, por si fallas,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras.
Contra todo, contra nada,
cuando sobra, cuando falta,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras en verdad.
Tu manera de decir
hace fácil para mí
cantarte y poder mirarte.
El poder se encuentra en ti
tienes magia para mí
tú sabes, no estés distante
Me verás (te veré)
suelo caminar (caminar)
pensando en cada paso si voy a fallar
(no vas a fallar)
Te veré, en cada ocasión
porque puedo ver
tu historia en mi canción.
Para todo, para nada,
por si aciertas, por si fallas,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras.
Contra todo, contra nada,
cuando sobra, cuando falta,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras
Lo puedo sentir,
que cantar es lo que soy
porque soy lo que soy
cuando soy hoy.
Puedes escuchar,
que la música es tu voz
que canta y canta todo el tiempo
Para todo, para nada,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras.
Contra todo, contra nada,
cuando sobra, cuando falta,
tienes todo lo que hay que tener
para ser quien quieras.
No dejes escapar tus sueños
inténtalos soñar despierto
tienes lo que hay que tener
para ser quien quieras.
No dejes escapar tus sueños
inténtalos soñar despierto
tienes lo que hay que tener
para ser quien quieras en verdad.
Tomas"
Ta piosenka była świetna!Tomas przysłał mi też w załącznikach nuty,więc wydrukowałam je i zeszłam na dół.Usiadłam przy pianinie i zaczęłam grać i śpiewać.




A wtedy do pokoju....

__________________________________________________
Hejka Dzisiaj wprowadze zmiany, ponieważ zrobie bloga na świątecznego
 

 
(będzie mało zdjęć, dużo czytania )

Leon

Z samego rana pojechałem z mamą do szpitala,żeby mieć tą operację z głowy.Gdy ją wykonywali,mnie nie zostało nic więcej jak tylko czekać.Wyszedłem na dwór,żeby zaczerpnąć świeżego powietrza,a wtedy przyszedł mi SMS.Odebrałem.Pff...To od Lary.Nie czytać?Nie,muszę przeczytać.

Słuchaj Leon...Od czego tu zacząć?Przede wszystkim przepraszam cię za moje zachowanie,nie powinnam tego robić.To przeze mnie się zwolniłeś?Jeśli tak,to wróć,a ja odejdę i poszukam sobie jakiejś innej pracy.A jeśli nie,to odpisz.Proszę!Wiem,że pewnie nie masz ochoty i ten SMS od razu wyląduje w koszu w twojej komórce...Ale uwierz mi,chciałam dobrze.Po prostu bardzo mi się spodobałeś.Nie będę więcej marnowała twojego cennego czasu.Pa,Lara.
Chyba jej odpiszę.W końcu nie jestem TAKI.A więc odpisałem:
Lara,to co zrobiłaś było niewyobrażalnie złe...Przecież mówiłem ci,że mam dziewczynę i KOCHAM ją nad życie.Ale dobra,wybaczam ci.A odszedłem z powodu tego,że po prostu musiałem zebrać pieniądze na operację dla mojej mamy. I tyle.A gdy już to zebrałem ,odszedłem.Więc nie zwalniaj się.Ale prosze,nie odpisuj.Nie chcę z tobą więcej rozmawiać,ani cię widzieć.Leon
Nacisnąłem "wyślij" i poszedłem do szpitala.

Violetta.

Gdy rano wstałam,byłam strasznie przybita i zmęczona,to chyba ze względu na pogodę.Było pochmurnie i padał deszcz.Gdy zeszłam na dół,zauważyłam,że wszyscy są tacy,jak ja.
-Dzień dobry-powitałam się i usiadłam.Nikt mi nie odpowiedział.-Halo!-krzyknęłam.
-Słyszymy cię,słyszymy-obudził się tata.-Ale dzisiaj wszyscy są tacy nieprzytomni.Aha,i chciałem poinformować,że ja i Angie wyjeżdżamy jutro do Paryża na miesiąc miodowy.W domu ma być spokój.
-Okej-odpowiedzieli wszyscy.
-Chodź,Angie,idziemy-powiedziałam i wstałam.
-Dobra-odpowiedziała i również wstała.
-Nie,pozwólcie,że ja zawiozę Violettę,bo pada deszcz,a ona przecież jest w spódniczce!-zaproponował tata.
-Yyy...-jąkałam się.-Ale ja...
-Ty masz dużo pracy,German-uratowała mnie Angie.
-Ja was odwiozę-powiedział Ramallo,który znał naszą tajemnicę.To znaczy,moją tajemnicę.
Odetchnęłam cicho,żeby nikt tego nie usłyszał.
W Studio 21

Francesca
Siedziałam z Tomasem na ławce,aż nagle z samochodu (BARDZO DUŻEGO!!) wysiadła Viola,Angie i Fede.
-O,już są-powiedziałam do Tomasa.
-No i co?-zapytał,jakby mu nie zależało.Ale ja wiedziałam,że tak,bo bardzo zaprzyjaźnił się z Fede.
-Nie udawaj,idź do tego Federico-popchnęłam go.
-No dobra,dobra.Ale sobie u mnie grabisz,pamiętaj!-powiedział i odszedł.
Violetta do mnie podeszła.
-Hej-przywitała się.
-Hej,czemu przyjechałaś samochodem?-zapytałam.
-Bo lało jak z cebra!Ale w połowie drogi się uspokoiło,ale Ramallo się uparł i zawiózł nas do końca.
-Okej...
-A poza tym,wszyscy mieli dzisiaj złe humory przez tą głupią pogodę.
Nagle spadła na mnie kropelka deszczu.Druga,trzecia,czwarta.No nie!
-Ej,zaczyna padać-powiedziałam.-Chodźmy do Studio.
Poszłyśmy i gadałyśmy...Ale w sumie to ja tylko gadałam,a Viola...Viola...Cóż,Viola nawet nie słuchała.
-A więc...-zobaczyłam,że Violetta myśli o niebieskich migdałach,więc postanowiłam coś z tym zrobić.-A więc,zrobiliśmy wtedy z Tomasem losowanie,komu mamy ogolić głowę,i wypadło na ciebie.
-CO?-ocknęła się,łapiąc się za głowę.
-Żartuje,ale musiałam cię jakoś wyrwać z zamyślenia.O czym tak myślisz?
-O Leonie.Dzisiaj ma być ta operacja jego mamy.A co jak się nie uda?No co wtedy?
-Oj,myśl pozytywnie to coś takiego nie będzie miało miejsca.O,Cami idzie-powiedziałam,jak zobaczyłam Cami idącą w naszym kierunku.
-Hej-powiedziała zdenerwowana.
-Hej,a co się stało?-zapytała ją Viola.
-Ten Gregorio mnie wkurza...
-Jakaś nowość-powiedziała sarkastycznie Fran.
-Ale teraz przesadził!Wiecie,co zrobił?Nalewałam sobie wody,a on mi ją wziął i powiedział,że mu się należy dlatego,że przeżywa ciężki okres w Studio ucząc mnie.A wcześniej jakoś nie miał z tym problemu!To pewnie przez tą głupią choreografię...Co za świr!-wybuchła.
-Uspokój się-próbowałam ją uspokoić.-Mnie się ta wasza choreografia bardzo podobała.Nie wiem,czemu on tak ją ocenił-stwierdziłam.
Po zajęciach


Violetta

-Ej,idziemy do Resto?-zapytałam,gdy już skończyliśmy zajęcia.Szliśmy wtedy całą paczką:Ja,Camila,Francesca,Maxi,Andres,Braco i Napo.Wszyscy się zgodzili,więc poszliśmy.
Zamówiliśmy koktajle,długo gadaliśmy i rozeszliśmy się.Gdy już doszłam do domu,tam Angie i tata siedzieli na kanapie i...Całowali się.Gdy weszłam,szybko się od siebie odsunęli.
-Tak,naturalnie-powiedział tata,udając,że nic takiego nie robili.
-Nie udawaj,wszystko widziałam-powiedziałam,uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
Włączyłam laptopa,ale Leon nie był na video-czacie,więc weszłam na facebooka i trochę popisałam sobie z Cami.Ktoś umieścił nagranie,jak ja,Fran i Cami śpiewamy w Resto "Veo veo".Było aż 1000 like'ów.I też bardzo dużo komentarzy,a ten,który najbardziej mi się spodobał ten:
Wow,dziewczyny,super śpiewacie!! Ta w czarnych włosach : Masz ekstra ciekawy głos, nigdy takiego nie słyszałem Ta w tych brązowych długich włosach : Masz baardzo ciekawy głos!! Jest dopasowany do tej piosenki I wreszcie ta ostatnia : WOW!! Nigdy nie spotkałem się z takim dojrzałym głosem . I ty masz dopiero 17 lat? Jest wspaniale. Zostaniesz wielką gwiazdą
W sumie to był jeden taki długi komentarz ze szczegółowym ocenieniem wszystkiego.Zostanę wielką gwiazdą?Hmm...Może.O,Leon jest na video.Zadzwoniłam do niego.
-Hejka!-powiedziałam,jak już odebrał.
-Hej.Mamy operacja się odbyła i wszystko jest w porządku.Juz dzisiaj wieczorem mamy samolot do Buenos Aires!
-Super!
-No mowa!A z tą Larą..
-Sorki Leon,ale nie chcę o niej słyszeć,okej?
-Tak,ale ja chciałem tylko powiedzieć,że wszystko wyjaśnione.
-No dobra.
Gadaliśmy przeszło dwie godziny i się pożegnaliśmy.Olga zawołała mnie na obiad,ale ja nie zeszłam.W końcu ktoś zapukał do drzwi.
-Nie chcę z nikim gadać-powiedziałam.
Ale do pokoju i tak ktoś wszedł.A tym ktosiem była...No tak,Angie.
-Angie,nie mam ochoty z nikim rozmawiać-powiedziałam.
-Co cię ugryzło?-zapytała,siadając na łóżku.
-Nic.Po prostu od wyjazdu Leona mam zły humor.Dzisiaj wieczorem mają samolot,a ja tak choler....bardzo tęsknię-poprawiłam się,bo damy nie powinny tak mówić.
-Po pierwsze Violu,dobrze że się powstrzymałaś od powiedzeniem tego słowa.A po drugie,Leon bardzo cię kocha,dlatego mu tak się spieszy.A poza tym,czemu tak tęsknisz,jak Leon za kilka godzin będzie siedział w samolocie,hę?
-No bo...A w sumie nie wiem.
-To teraz uśmiechnij się i zejdź na obiad.


-Okej-zgodziłam się i zeszłam razem z Angie na dół.


Camila

Stałam sobie z Maxim i pisałam SMS-y do Federico.Maxi coś tam do mnie gadał,ale ja nie słuchałam.



-Camila,słuchasz mnie w ogóle?!-zauważył wreszcie zdenerwowany.
-Yy..Ta,jasne!
-Tak?To o czym mówiłem?
-Sorki Maxi,ale po prostu...A nie wiem.Nie jestem w formie.
-Tak,ale jakoś kciuki to masz dobrze uformowane!
-Maxi,nie gniewaj się.Chyba wiesz,jak to jest być zakochanym po uszy,co?-zapytałam,zanim zdążyłam ugryźć się w język.
-Dzięki Camila.Spadam-powiedział i odszedł.
No nie,co ja zrobiłam? Zepsułam moją przyjaźń z Maxim.A w sumie...To on ją zepsuł.Widział,że piszę i jestem zajęta,a on gadał jak neajęty.Idiota!Przez niego czuję się zła.A tak nie jest...Z daleka zauważyłam,jak podchodzi do mnie Fran.


Ludmiła

E tam,tego głupiego związku Violetty i Leona nie da się zepsuć,bo są w sobie zakochani...Zauważyłam,jak Camila rozmawia z Francescą,więc postanowiłam je podsłuchać.Schowałam się za drzewem i słuchałam:
-O co poszło z Maxim?Widziałam,jak zdenerwowany od ciebie odchodzi-powiedziała Francesca.Uu,kroi się kłótnia!
-Poszło o to,że...O Federico.Pisałam z nim SMS-y a ten Maxi coś gadał i go nie słuchałam.Tyle.Później coś powiedziałam..
-No co?Gadaj!
-Powiedziałam:" Chyba wiesz,jak to jest być zakochanym po uszy,co?"
-Camila...
-Wiem,wiem...Ale ja i Federico jesteśmy szczęśliwi!
A więc chodzi o Fede.Chodzi z Cami...To czas zepsuć ich związek!


Violetta

Po obiedzie wyszłam na spacer.Po piętnastu minutach spacerowania napisałam SMS-a do Leona.
Hej,powiesz mi,o której wylądujecie?Przyjechałabym z Cami i Fran.I może jeszcze z Maxim... Kocham cię
-wystukałam.Długo na odpowiedź nie musiałam czekać.
Hejka No pewnie,lądujemy o ósmej rano. Wstaniesz ? ? Też cię kocham *
Odpisałam :
Ja ? Ja,Violetta Castillo miałabym sobie smacznie spać w CZWARTEK, kiedy i tak muszę iść do Studio , i zostawić mojego chłopaka,którego nie widziałam przez tydzień? Leoś, pomyśl . Będę Popiszemy sobie ?
Odpisał mi :
No tak,sorki ,że tak powiedziałem, ale wiesz... WYMSKNĘŁO MI SIĘ! Okej,popiszmy. To co porabiasz?
Violetta: Spaceruję po parku. Nie mam co robić, tyle . Bez ciebie jest mi nudno .
Leon:Ale masz przecież Cami i Fran, idź do nich.
Violetta:No niby mam,ale wczoraj spędziłyśmy tyle czasu razem... Chcę teraz dać im trochę czasu dla siebie, bo one były nierozłączne od kilku lat,a ja im się tak wepchałamn . Nieważne.A ty co robisz?
Leon: Po pierwsze,nie wepchałaś im się A po drugie,też spaceruję po parku . I mi też bez ciebie jest nudno .Nie mam z nikim pogadać,czy coś.Mama leży w domu.
Violetta: No właśnie,ty to nawet tam nikogo nie znasz Dobra,ja kończę.Idę do domu. Pa i tęsknie Na szczęście JUTRO się zobaczymy !! Nie mogę się doczekać.Kocham , Viola <3
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam do domu.
2 godziny później
Postanowiłam napisać do Fran,Cami i Maxiego,czy nie wybraliby się ze mną jutro na lotnisko,więc wystukałam do nich:
Hejka,jedziemy jutro na lotnisko o ósmej po Leona? PS. Mój tata może nas zawieźć
Wszyscy się zgodzili.No i załatwione.Uśmiechnęłam się do siebie.Miałam ochotę śpiewać,ale po tym,co się ostatnio stało,muszę się wyhamować ze śpiewaniem,chyba że w Studio.No właśnie,mogę iść do Studio!Szybko zeszłam na dół i powiedziałam do taty:
-Idę na dwór.
-Co?Dopiero co byłaś-zauważył tata.
-Tak,ale...Po prostu idę-wyszłam,bo nie chciałam się więcej tłumaczyć.
Gdy doszłam do Studio,poszłam do sali od śpiewania.


(oczywiście nie licząc Leona )
Od razu lepiej.Do sali wszedł Beto.
-Och...Przepraszam,już idę-zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Nie,nie...To było bardzo ładne.O kim to jest piosenka,jeśli mogę wiedzieć?
-O mnie i Leonie.
-Aha...Piękna.Proponuję,żebyś włożyła ją do szufladki.
-W jakim sensie?-zapytałam,bo wątpię,żeby kazał mi wsadzić kartkę papieru do szuflady i jej nie wyjmować...
-Wiesz,co roku mamy tu przedstawienie,dla rodziców i uczniów.Możesz to włożyć do szuflady z piosenkami,które będą wtedy wykonywane.Każdy może coś wykonać.
-Super!Na pewno skorzystam z tej rady.Dzięki,Beto-zabrałam swoje rzeczy i wyszłam.
Potem poszłam do sali tanecznej.Tańczyłam do piosenki "Veo veo" ,czyli ten nasz układ-mój i Camili.
-No,no,no-do sali wszedł Gregorio.-Co ty tu robisz?
-Yy..Ja...Już idę-powiedziałam i zaczęłam zbierać swoje rzeczy (znowu).
-No i dobrze.A może być tak najpierw zapytała,czy możesz poćwiczyć w tej sali,co?
-Przepraszam,nie wiedziałam-tłumaczyłam się.
-To teraz już wiesz.Idź!-krzyknął,a ja wybiegłam na zewnątrz.
Niestety,wpadłam na Tomasa.Zderzyłam się z nim i wypadły mi wszystkie rzeczy z torebki.A pamiętnik otworzył się akurat na stronie,gdzie miałam napisany pierwszy dzień w Buenos Aires,czyli jak Tomas mnie złapał i chyba się w nim zakochałam.No nie.Gorzej już być nie może!Szybko podniosłam pamiętnik i go zamknęłam.
-Czemu mnie okłamałaś?-zapytał Tomas.Dobrze wiedziałam,o co mu chodzi,ale odparłam:
-Nie wiem o czym mówisz-i zaczerwieniłam się.
-Mówiłaś,że nic do mnie nie czujesz.A tu w twoim pamiętniku pisze,że tak!
-Wszystko ci wyjaśnie...Otóż pisałam to ,zanim poznałam Leona.A potem po prostu,jak go poznałam,przestałam kochać ciebie.A ty...Ty jesteś z Francescą.W ogóle dlaczego o to spytałeś?Kochasz ją,a nie mnie.
Tomas nic nie odpowiedział.I wreszcie się domyśliłam.
-Nie kochasz Fran?!-krzyknęłam,a on zatkał mi usta.
-Kocham,ale chyba ciebie też...A zresztą,zapomnijmy o tej rozmowie.
-Okej,pa-powiedziałam i poszłam.Gdy Tomas był za zasięgiem mojego głosu,odetchnęłam z ulgą.Muszę chyba wyrwać tą kartkę!Tak,tak będzie lepiej.Bo co by było,gdyby Leon to zobaczył?Może i by mi uwierzył,ale czułabym się z tym źle.Dobra,mniejsza o to.
Gdy doszłam do domu,tata zapytał:
-Hej Violu,powiesz mi wreszcie,gdzie byłaś?
Zingorowałam to pytanie i szłam dalej przed siebie,aż doszłam do swojego pokoju.Byłam strasznie zła.
Jakiś czas później


Angie

Olga wołała i wołała Violę na kolację,ale ona nie schodziła.
-Pójdę do niej-zaproponował German.
-Nie,skoro chce być sama,niech będzie.Pewnie stało się coś w stylu rozterek sercowych.Lepiej w to nie wnikać.Przejdzie jej-stwierdziłam.
-Dobra...Ale ona musi coś zjeść.Pewnie jest głodna.Może zaniosę jej jedzenie do góry?
-German...Albo dobra,jak chcesz.Nie moja wina,jak nie będzie chciała z tobą rozmawiać.
-Ale ja jej tylko coś zaniosę-bronił się German.Położył na tacę dwa tosty z serem i sok pomarańczowy.I z tym wszystkim poszedł na górę.
German
Zapukałem do pokoju Violetty (a przy tym ta taca pełna jedzenia nie pomagała mi),ale ona nie odpowiadała.
-Viola,wiem,że z jakiegoś powodu jest ci smutno i nie zejdziesz na kolację,dlatego ci ją przyniosłem-powiedziałem.Długo nie odpowiadała.Więc wszedłem,a tam...
`~~

Czy coś strasznego się zdarzy ?? Zgadnijcie sobie

Podoba się rozdział ?

 

 
-Violetta,czy to ty śpiewałaś?-zapytał tata,a ja pospiesznie wzięłam byle jaką książkę i zaczęłam ją "czytać".
-Nie,skąd ten pomysł?Ja tylko czytam-próbowałam się wykręcić.
-Co ty tam czytasz...-tata spojrzał na okładkę.-Niezwykłe przygody małego pierdzioszka?Viola,nie jesteś na to za stara?
-Yyy...Nie!To moja ulubiona bajka z dzieciństwa-broniłam się.
-No dobra,ale tak czy siak,słyszałem jak ktoś śpiewa.
-A tak...To tylko radio!
-Ale ty nie masz radia!
-Ale mam radio komórce!
-No dobra...Ale masz zakaz słuchania takiej muzyki-powiedział i wyszedł.
Odetchnęłam z ulgą.O jacie.Ale jestem wkurzona! Na siebie. Do tego "Niezwykłe przygody małego pierdzioszka"? Nie,no gorszej lektury nie mogłam wziąć.A tak w ogóle,jak ona się tu wzięła,tu w moim pokoju?Nieważne.Ważne jest to,że muszę powiedzieć tacie prawdę.Ale jeszcze nie teraz.Kurczę,muszę mu to powiedzieć!Ale nie teraz...Och Viola,ogarnij się i nie myśl tyle!Zawsze stwarzasz problem.A tak w ogóle, od kiedy ja mówię do siebie w myślach?E tam...Tak czy siak,jestem strasznie wkurzona.Na siebie!Dobra,opanowanie przede wszystkim.Chyba muszę się przewietrzyć.Kiedy zeszłam na dół,Angie i tata siedzieli sobie na kanapie.
-Wychodzę-rzuciłam i poszłam,zanim zdążyli cokolwiek odpowiedzieć.
Szłam sobie spacerkiem,aż natknęłam się na Tomasa i Francescę.
-Hej Viola-powitała się Fran.-A co to za mina?
-Jestem wkurzona-powiedziałam i padłam na ławkę.Oni usiedli obok mnie.
-A co się takiego stało?-zapytał Tomas.
-Nie chcę o tym gadać-powiedziałam,a do Tomasa zadzwonił telefon.
-Halo?-odebrał.-No,no.Teraz?Dobra,zaraz będę-rozłączył się.-Sorki,ale muszę iść do domu.Papa-pocałował Francesce i poszedł.
-A mi powiesz,co się stało?-zapytała Fran.
Opowiedziałam jej wszystko.


-Nie rozumiem...Mój tata raz jest dobry,raz zły.
-Wiesz,każdy koniec ma dwa kije-powiedziała Fran.Jak zwykle coś przekręciła.
-Mówi się każdy kij ma dwa końce,Fran-poprawiłam ją.
-A no tak...No to każdy kij ma dwa końce.Czyli każdy człowiek ma dwie strony-dobrą i złą.Twój tata taki jest.I nic na to nie poradzisz.
-Dzięki Fran,ta rozmowa mi pomogła.Cieszę się,że cię mam-przytuliłam ją.
-W końcu od tego są przyjaciółki-uśmiechnęła się.
Po chwili przyszła do nas Camila.
-O,hej!Byłam u ciebie w domu,Violu,ale cię nie było.Mogę tu z wami posiedzieć?-zapytała i usiadła,nie czekając na odpowiedź.
-Jasne.Ale ostrzegam,Viola jest smutna-ostrzegła ją Fran.
-A co się stało?-zapytała zatroskana Cami,gładząc mnie po ramieniu.
-Chodzi o tatę,ale wolę o tym nie rozmawiać-powiedziałam przygnębiona.
-Dobra,a ja wiem,co poprawi nam wszystkim humor-powiedziała tajemniczo Cami i pociągnęła nas do budki ze zdjęciami.-Sesja zdjęciowa!
Weszłyśmy do środka i porobiłyśmy sobie trochę zdjęć.




-No i mam lepszy humor!-powiedziałam,gdy już wyszłyśmy.-Zrobimy kopie,żeby każda miała po jednym?-zaproponowałam.
-Nie,niech będzie tylko jedno,oryginał-postanowiła Fran.-Powieśmy to u ciebie w pokoju.
-Okej,no to w drogę!-powiedziałam i ruszyłyśmy.
Po kilku minutach byłyśmy w moim domu.Nikogo nie było w dużym pokoju,ale na schodach natknęłyśmy się na Federico.
-O,cześć Cami-powitał się.
-Ghhh-chrząknęłam.-My też tu jesteśmy!
-A,no tak.Hejka.Co tu robicie?-zapytał.
-Dziewczyny przyszły do mnie,więc sorki,ale Cami ci nie oddam-powiedziałam i pospiesznie weszłyśmy do mojego pokoju.
Honorowo powiesiłyśmy to zdjęcie na mojej ścianie i usiadłyśmy na łóżku.
-Och,zobaczcie,jak pięknie-pochwaliłam.


-Tak,pięknie wyszłyśmy i pięknie powiesiłyśmy.A teraz,może pogadamy o chłopakach?-zapytała Fran.-Bo mam ważną sprawę odnośnie Tomasa...
-Dobra,ale ja za chwilkę wrócę-powiedziałam i wyszłam.
Zeszłam na dół,wzięłam popcorn,trzy szklanki i oranżadę i,biegnąc na górę,natknęłam się na Angie.
-Ooo...Mamy gości?-zapytała.
-Tak,Fran i Cami wpadły z niespodziewaną wizytą-powiadomiłam.-Mogą zostać?
-Jasne!Jak coś to ja z twoim tatą idziemy do kina,wrócimy za jakieś dwie godziny-powiedziała.
-Okej-zakończyłam i weszłam do pokoju.-Dobra,teraz możemy gadać.
-A więc...Tomas ma niedługo urodziny.Planuję coś mega,ale potrzebna mi jest pomoc-powiedziała Fran.
-Spoko,pomożemy-powiedziałam,wzięłam trochę popcornu i wsadziłam go do buzi.
-No pewnie,że tak!Kocham planować.Moglibyśmy na przykład zrobić mu imprezę niespodziankę w Resto Bandzie,a potem...Potem wszyscy dla niego zaśpiewać "Ser mejor".Co wy na to?-podpowiedziała Camila.
-Super plan-przyznałam razem z Francescą.
-A teraz o mnie i o Violci-powiedziała Camila.-Więc...Federico jest bardzo fajny i w ogóle,ale chyba nic nas nie łączy.Oczywiście mamy wspólne pasje,czyli taniec i śpiew,ale nic poza tym.
-Czekaj,czekaj-powiedziałam,kiedy usłyszałam za drzwiami jakiś szmer.Otworzyłam je,a do pokoju wpadł...Federico!-Podsłuchiwałeś?!-krzyknęłam.
-No...I żałuję tego.Skoro tak,Cami,możemy się rozstać.Jesteś kompletną idiotką-powiedział i wyszedł.Od razu przytuliłyśmy się do Cami.
-Camila,nie martw się.On nie jest ciebie wart-pocieszałam ją.
-No właśnie.Sam jest kompletnym idiotą.Nie wie,co mówi-dołączyła się Fran.
-Ale wy nie rozumiecie...Słyszałam wcześniej jakieś szmery za drzwiami i pomyślałam,że to on.Więc chciałam mu zrobić kawał...Nie wiedziałam,że tak zareaguje-wybuchnęła płaczem.-Zaczekajcie...-wyjęła telefon z kieszeni.


-Do kogo piszesz?-zapytałam,patrząc jej w komórkę.
-Do Federico.Muszę mu wszystko wyjaśnić.Napiszę..-podyktowała nam,co mu napisała,czyli że to był żart,że wiele ich łączy i w ogóle.Później,jak on jej odpisał,to się rozpromieniła i wybiegła tak bez pożegnania.
-Chyba jej wybaczył-powiedziała Fran.
-No,chyba...Idziemy do Studio?Pośpiewamy sobie trochę i w ogóle-zaproponowałam.
-Tak,ale twój tata...
-Mój tata wyszedł z Angie do kina,moja tajemnica jest bezpieczna.To idziemy?
-Tak!-zgodziła się i zeszłyśmy na dół.Przy wejściu zatrzymał nas głos Olgi.
-A gdzie wy się panienki wybieracie?-zapytała.
-My...-próbowałam coś wymyślić,ale nic mi nie wpadało do głowy.
-My idziemy na...Na tenis!-wymyśliła Fran.
-Od kiedy ty chodzisz na tenis,Violu?-nabrała podejrzeń Olga.
-Od dzisiaj,to pa!-pospiesznie wyszłyśmy.



-Uff-powiedziała Fran.
-No,ale dlaczego tenis?-zapytałam i wybuchnęłyśmy śmiechem.
Byłyśmy trochę w Studio,potem poszłyśmy na lody...Było fajnie.Fajnie mieć przyjaciółkę,z którą można wyjść i wszystko jej powiedzieć.Coś nas poniosło i zaczęłyśmy śpiewać piosenkę napisaną przez Francescę "Junto a ti",latając przy tym po całym mieście.


-Wow,ale nas poniosło!-powiedziałam.
-Za to było bardzo fajnie!-przyznała Fran.
-No mowa,z tobą zawsze jest fajnie.Ale teraz przepraszam,ale spóźnię się na kolację.Do jutra-pożegnałam się i poszłam do domu.
Gdy weszłam,wszyscy siedzieli przy stole i jedli.
-A na mnie to nie łaska poczekać?-zapytałam,siadając na swoje miejsce.
-Cóż,poszłaś prawdopodobnie na tenis,więc nie chcieliśmy ci przerywać-powiedziała Angie i rzuciła mi znaczące spojrzenie.
-Aa...Tak-powiedziałam niepewnie i wzięłam się za jedzenie.Później poszłam na górę i włączyłam laptopa.Super!Leon jest dostępny.Zadzwoniłam.

Leon

Violetta zadzwoniła...Musiałem odebrać.Trudno mi będzie jej o tym powiedzieć,ale cóż...Odebrałem.
-Hej,słonko!-powitała mnie Viola.
-Hej...O,ktoś tu ma dobry humor!
-Tak,tak...Dzisiaj super się bawiłam z Francescą i Camilą.W Studio też w porządku.Może być.A u ciebie,jak?
-Wiesz...Muszę ci o czymś powiedzieć-zacząłem.
-Tak?-odpowiedziała niepewnie Viola.
-Bo wiesz...Ta moja jakby druga szefowa w sklepie...Lara...
-No mów!-ponaglała mnie.
-Ona mnie pocałowała!-wydusiłem wreszcie.
-Co?Leon,co to ma znaczyć?!-Vilu była strasznie zdenerwowana,i jak widać nie ukrywała tego.
-Ale to ona mnie pocałowała, i to z zaskoczenia!Uwierz mi,Violu,kocham cię nad życie.Naprawdę.
-No tak...
-Czyli?
-Czyli wybaczam ci.Przecież gdybyś coś do niej czuł,kryłbyś się z tym.Dziękuję za szczerość-uśmiechnęła się do mnie,więc odwzajemniłem uśmiech.
-Ale mam i dobrą wiadomość...Dostałem wysoką premię i zebrałem tą kasę.Jutro będzie operacja,więc przyjadę za trzy dni.
-Super wiadomość!
-No...Kocham cię-powiedziałem.Ale to nie było "kocham cię" takie zwykłe,ot tak.To było prawdziwe uczuciowe "kocham cię".
-Ja ciebie też-Viola jak widać też odpowiedziała tym prawdziwym uczuciowym "kocham cię".
-Dobra,to ja kończę.Pa,do jutra-powiedziałem i rozłączyłem się.

Violetta

Ta głupia Lara nie wie z kim zadziera!Albo i wie...Chyba Leon jej o mnie powiedział.Weszłam na Facebooka i zobaczyłam wpis Camili ze zdjęciem:


Kocham cię ty mój misiaczku <333

Czyli wszystko się ułożyło,Cami i Fede pogodzili się.Super!Jeden problem rozwiązany.A kolejny jest taki...Że ja dłużej nie wytrzymam bez Leona.Niby tylko trzy dni,ale dla mnie to cała wieczność.Otworzyłam pamiętnik.



"Cóż...Chyba wszystko już się ułożyło.No,może nie wszystko.Kocham Leosia,kocham!!I bardzo za nim tęsknię.Ale przynajmniej dobrze,że mam przyjaciółki.Jak to jest,że jak ktoś jest przy tobie,to kochasz go najbardziej na świecie,ale jak jest daleko od ciebie,kochasz go jeszcze bardziej?Tęsknię za tobą,mamo.Powinnaś tu przy mnie być.Ale jak trzymam ten twój pamiętnik to tak...Tak jakbyś przy mnie była.Kocham cię."
Wzięłam do ręki zdjęcie mamy i ścisnęłam mocno w dłoni.


Później położyłam się i zasnęłam.

~~~~~~
Hejka,podoba wam się rozdział? Mnie tak,jest baardzo dużo zdjęć.
bardzo się cieszę, że komentujecie
 

 
...Fantastyczny!Super dziewczynki,dostajecie po szóstce!!!
-Serio?-zapytałam z niedowierzaniem.
-Nie.Było to słabe,amatorskie...Myślałem,że reprezentujecie większy poziom!-krzyknął,a ja miałam ochotę się popłakać.
-Nie przejmuj się-powiedziała Cami.-Greogrio już taki jest.
-Okej...-powiedziałam "z luzem",chociaż nadal chciało mi się płakać.
-Dobra,dość tej dziecinady,wszyscy cicho!-powiedział.-A teraz powtarzajcie za mną. I pięć,sześć,siedem,osiem...
Po lekcjach
-Ej,idziemy do Resto Bandu?-zapytał Maxi,kiedy ja,Fran i Cami do niego podeszłyśmy.
-Ja się na to piszę-powiedziała Francesca.-A wy?-zapytała,zwracając się do nas.
-Jasne!-zgodziła się Cami.
-Nie wiem...Chciałabym teraz pogadać z Leonem.Może kiedy indziej?-zaproponowałam.
-Dobra,szkoda...To pa-pożegnali się ze mną,a ja poszłam szukać Angie.Może już jest?Poszłabym z nią do domu.
Wreszcie się na nią natknęłam na korytarzu.
-Co tam,Violu?-zapytała,przeglądając jakieś papiery.
-A nic...Wrócisz ze mną do domu?-zapytałam bawiąc się palcami.
-Dobra,ale najpierw mi powiedz,co się stało-odpowiedziała i powoli zaczęłyśmy iść.
Opowiedziałam jej o Ludmile,o Gregorio...
-Szkoda,że twój pierwszy dzień był taki...-popwtrzyła się na mnie.-No wiesz.
Dotarłyśmy już do domu,a ja od razu poszłam na górę i otworzyłam laptopa.Jest!Leon jest online.Zadzwoniłam do niego,a on odebrał.
-Hej Leoś-wysiliłam się na uśmiech.-Strasznie za tobą tęsknię.
-Hej Violciu...Ja też za tobą tęsknie.Opowiadaj,jak tam pierwszy dzień w Studio?
-Było okropnie.Najpierw ta Ludmiła mnie obraziła na lekcji,a potem Gregorio powiedział,że mój i Camili układ jest amatorski.Najgorszy dzień w życiu.
-Ooo...Żałuję,że nie mogę cię teraz przytulić-uśmiechnął się.


-Ja też...No a ty teraz opowiadaj,co u ciebie?
-Trochę gorzej niż wcześniej.Dopiero teraz dowiedziałem się,że potrzebuję tysiąc euro,żeby doktor wykonał operację.
-Co?Ale zdzierstwo...I co teraz zrobisz?
-Widziałem w gazecie propozycję o pracę ekspedienta na pół etatu.Nie mam innego wyjścia...
-Co?Nie,nie dam ci pracować.I do tego w innym kraju?Leon,ja mogę poprosić ojca,żeby ci dał te pieniądze.Później jakoś mi oddasz.
-Nie,co to to nie.Nie mogę tak zrobić,bo chcę,żeby mama była ze mnie dumna,że się tak dla niej poświęcam.
-No dobrze,ale może znajdziesz sobie inną i lepszą pracę?
-Nie,ta jest najłatwiejsza.Bez doświadczenia to mogłem wybrać tylko to.Oczywiście coś tam wymagali...
-A co dokładnie?
-Musiałem mieć conajmniej czwórę z matmy na koniec szkoły-powiedział,a ja się zaśmiałam.-No co,miałem piątkę!
-Leon,jak ja bym chciała mieć cię tu przy sobie...
-Tak jak i ja.Ale zobaczysz,niedługo się zobaczymy.Jak tylko zarobię te durne pieniądze i wykonają operację,przyjadę prosto do ciebie.
-Dziękuję,Leon.
-No dobra,to ja kończę.Wejdziesz na wieczór?
-Pewnie.Pa,całuski-powiedziałam i zamknęłam laptopa.
Z dołu usłyszałam jakieś krzyki i to nie te,co słyszę codziennie,te które Olga woła mnie na obiad.Ach,tak.To tata i Angie.Już się kłócą.Postanowiłam wyjść z pokoju i podsłuchać,o co się kłócą,chociaż nie powinnam.
-Violetta jest nastolatką,więc powinieneś jej pozwolić iść do normalnej szkoły!Ona przez ciebie żyje pod kloszem!-krzyczała Angie.
-Nie mów mi,co mam robić ze swoją córką!Ja jestem jej ojcem,a jej matki już nie ma,więc ja decyduję za nią!
-A może tak dasz JEJ zdecydować?!Nigdy jej nie słuchałeś,uciekałeś z nią od rodziny!
Wtedy tata wszedł bez słowa do swojego biura.Angie nerwowo przygryzała wargę i ...chyba mnie zauważyła.
-Violetta,słyszałaś to?-zapytała,a ja z płaczem pobiegłam do pokoju,zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko.Słyszałam,jak Angie próbuje wejść,później puka i mówi "wpuść mnie",ale ja na to nie reagowałam.Wzięłam pamiętnik i napisałam:
"Najgorszy dzień w życiu.Ludmiła,Gregorio,Angie i tata... MAM TEGO DOŚĆ!! W dodatku Leona nie ma,więc nie ma mnie kto pocieszać...No fakt,mam przyjaciółki ale nie będę ich ciągać ze sobą i im się ciągle wyżalać,bo Camila ma fajnie w domu: ma rodzeństwo i NIE rozbitą rodziną,a Francesca pewnie jest teraz z Tomasem.Czemu mnie w życiu się nie układa??ALE JESTEM ZŁA!!!"
Zamknęłam z trzaskiem pamiętnik i trochę mi ulżyło.Wtedy zadzwonił (na video-czacie oczywiście) do mnie Leon.Odebrałam więc.
-Hej-powiedziałam i otarłam łzy.
-Księżniczko moja najdroższa,czemu płaczesz?
-Bo Angie i tata się kłócą.O mnie.Dlatego płaczę.
-Myślisz,że ich związek się rozpadnie,dlatego płaczesz?
-Nie!Płaczę dlatego,że jestem powodem ich kłótni.
-Oj weź...Wszystko się ułoży,zobaczysz.
-Jak ty przyjedziesz to na pewno.Nie daję sobie bez ciebie rady i tyle..
-Nie mów tak.Jesteś dzielna.
-Serio?
-Serio,serio.A co do mnie i tej pracy,jutro zaczynam o dziesiątej.
-Na pewno nie chcesz tych pieniędzy ode mnie?
-Na pewno...Jakoś sobie poradzę.Jak ja bym chciał cię teraz pocałować...
-To pocałujmy się przez ekran.
-Co?Głupie...No dobra.
Zbliżyliśmy się do ekranu i pocałowaliśmy.
-To nie to samo-powiedziałam.
-Ja nie czuję różnicy.
-Kłamca!
-Dobra,masz mnie.
Uśmiechnęłam się.Pierwszy raz od wyjazdu Leona uśmiechnęłam się NAPRAWDĘ.
-Dziękuję ci za ten uśmiech-powiedział.
-Proszę bardzo.
-OBIAD!-dobiegł krzyk Olgi z dołu.
-Przepraszam misiu,ale muszę iść.Papa,buziaczki-pożegnałam się.
-Pa.Kocham cię.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół.Nikt się do siebie nie odzywał.W ogóle panowała jakaś dziwna atmosfera.
-Może ziemniaków?-zapytała Angie tatę.
-Ach,tak.Dziękuję misiu-odpowiedział tata.
-Jak to?Już się nie kłócicie?-zapytałam zdziwiona.
-Nie,bo...Powiemy po obiedzie-powiedziała Angie uśmiechając się tajemniczo do taty.
Zjadłam mniej niż zwykle,bo jak się jest smutnym,to mało się je.A zwłaszcza w moim przypadku.Gdy wszyscy już zjedli usiedliśmy wszyscy na kanapie.WSZYSCY,nawet Olga i Ramallo.
-A więc...Jestem w ciąży-powiedziała Angie.-I nie zdziwimy się Violu,jak będziesz zła,bo wychowywałaś się sama i możesz się teraz czuć odrzucona i .....
-ŻARTUJESZ?Słyszeliście?Będę miała rodzeństwo!-biegałam wokół kanapy i przytuliłam każdego po kolei.-Super!Tak się cieszę!
Pobiegłam na górę.Super wiadomość!Od razu poprawiła mi humor i od razu musiałam się tym podzielić z innymi.Wyjęłam laptopa i zmieniłam opis na Facebooku z "Kocham cię Leon <Serce>" na : "OMG,będę miała rodzeństwo!!! Kocham cię Leon <serce>" . Oczywiście "Kocham cię Leon" MUSIAŁO zostać bo nie chcę,żeby inni pomyśleli,że zerwaliśmy.Ktoś do mnie dzwonił,ale trochę nie odbierałam,bo chciałam posłuchać aż Leon zacznie śpiewać.Dobra,dotrwałam do momentu i odebrałam,to była Camila.
-Halo?-odebrałam.
-Hejka Viola,czy ja dobrze widzę,że będziesz miała rodzeństwo?-zapytała Cami.Wow,tak szybko do mnie zadzwoniła po tym,jak zmieniłam status?
-Nom,Angie jest w ciąży z tatą.
-Super!Ej,a masz ochotę na koktajl?Bo tak trochę...Jest taki facet.
-Jest taki facet?
-Tak,jest taki facet!
-Super,Cami!Zaraz będę w Resto-powiedziałam,rozłączyłam się i zeszłam na dół.-Wychodzę na koktajl z przyjaciółką!-krzyknęłam i wyszłam.
Szłam sobie i szłam,aż dotarłam.Weszłam,a Camila zamachała mi ręką,żebym ją zauważyła.Przysiadłam się do niej.
-Jak ma na imię?-zapytałam i nie czekając na odpowiedź paplałam dalej:-A może Goyo,Sosimo?Co?
-Nie,nie.Ma na imię Federico i jest z Włoch.
-CO?-kompletnie mnie zatkało.
-O,właśnie tu idzie.Ej,Federico!-zawołała,a ja nie wychodziłam z osłupienia.
-Hejka-przywitał się i pocałował Cami w policzek.A więc to prawda.-A,Violetta?Cóż za niespodzianka!Przyjaźnisz się z Cami?
-Tttakk...-przytaknęłam.
-To wy się znacie?-zapytała Cami.
-Tsa...Federico...
-Mieszkam u niej.Ale przyprowadziłem się tylko na dwa miesiące,bo moja mama jest przyjaciółką jej taty,więc tak się złożyło-uśmiechnął się.
-Właśnie-wyszłam z osłupienia.-To...Zamawiamy coś?-zapytałam.
-Jasne.Luca!-krzyknęła Cami.
-Co dla was?-zapytał,błyskawicznie pojawiając się przy naszym stoliku.
-Ja poproszę koktajl brzoskwiniowy-zamówiłam.
-A dla Cami prosimy sok jabłko-mięta,a dla mnie koktajl bananowy z cynamonem-powiedział Federico.
-Już się robi-oznajmił Luca i odszedł od stolika.
-Ooo,ty wiesz co ja lubię!-podziwiała Cami tego Federico.
-Się wie!-odpowiedział jej i zaczęli się całować.
-Ja też tu jestem!-wrzasnęłam po piętnastu sekundach.
-Och,sorki Violka-powiedziała Camila.
Wtedy dostaliśmy swoje zamówienia.
-To kiedy się poznaliście?-zapytałam i wzięłam łyk koktajlu.
-To długa i romantyczna historia...Więc siedzę sobie na ławce w Studio kompletnie przybita i wtedy podchodzi Federico-zaczęła Camila.


-I mówię: "Ej,co ty taka przybita?" A Camila na to: "Moja wspólna choreografia z Violą nie spodobała się Gregorio".A ja na to: " Nie smuć się,takie piękne panny nie powinny się smucić.No już.Chcesz loda?" Camila odpowiedziała: "Nie,dzięki" . A ja na to: "A może buziaka?" A ona na to: "Jasne" i się pocałowaliśmy.Cool story,co nie?-dokończył Federico.
-Ta,fascynujące-powiedziałam z grzeczności.
Wtedy Camila dostała SMS-a.
-Sorki,muszę już iść.Pa misiu,pa Violka!-pożegnała się i poszła.
-Słuchaj,zastanowiłem się nad tym i nie zdradzę twojej tajemnicy,jeśli ze mną zaśpiewasz-powiedział Federico.
-Szantaż?
-Tak,a co?W dodatku nie powinniśmy się teraz użerać,bo ucierpi na tym Camila.A oboje chcemy jego szczęścia,tak?
-Tak-powiedziałam cicho.
-To chodź do domu,zaśpiewasz ze mną i będzie po sprawie.
-Dobra...-przewróciłam oczami.
5 minut później w pokoju u Violetty


-Dzięki,było fajnie-powiedział Federico.
-Spoko.Czyli jesteśmy już przyjaciółmi i nie użeramy się?-wyciągnęłam do niego rękę.
-Jasne-uścisnął moją dłoń i wyszedł z pokoju.
A że się nudziłam,postanowiłam przygotować sobie ciuchy na jutro do szkoły.I wreszcie skompletowałam strój:



3 godziny później
Olga zawołała mnie na kolację.Zjadłam dwie kanapki i położyłam się spać.
Następnego dnia
Wstałam tak jak zwykle i założyłam przygotowane wczoraj przeze mnie ciuchy.Zeszłam na dół na śniadanie,a tam panowała bardzo miła atmosfera.
-Dzień dobry-powitałam się z uśmiechem i zajęłam swoje miejsce.
-Dzień dobry-odpowiedzieli wszyscy chórem.
Po śniadaniu poszłam razem z Federico i Angie do Studio.Poszłam na pierwsze zajęcia- z Angie.Byliśmy już wszyscy w klasie,ja usiadłam obok Francesci.
-Dzień dobry!-powitaliśmy się wszyscy z Angie.
-Dzień dobry,dzieci.To kto na rozgrzewkę chce zaśpiewać?-zapytała.Już miałam podnieść rękę,ale Ludmiła była pierwsza.-Proszę Ludmiła,na środek i śpiewaj.



-Świetnie.A teraz przejdźmy do zajęć...
Leon
Właśnie wybierałem się do swojej pierwszej nowej pracy.
-Hej,ty pewnie jesteś Leon?-zapytała dość młoda dziewczyna.



-Yyy... Tak-odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
-Ja jestem współwłaścicielką,pracuję jako ekspedientka.Witaj w nowej pracy!Zaczynaj-powiedziała,a ja zabrałem się do pracy.
Ta głupia ekspedientka do mnie zarywa.No nie,nie mogę!Opanuj się,Leon.Nie możesz stracić tej pracy.
Po szkole
Violetta
Postanowiłam po zajęciach pójść od razu do domu,żeby porozmawiać z Leonem.Gdy wróciłam,był dostępny,więc zadzwoniłam.
-Hejka!-powitałam się.
-Cześć...
-A co ty taki spięty?
-Bo ja byłem dzisiaj pierwszy dzień w pracy.
-No właśnie,i jak ci poszło?
-Dobrze,ale nie w tym rzecz...Bo taka głupia ekspedientka do mnie zarywała.
-Ale ty nic do niej nie czujesz?
-No co ty?!
-W takim razie powiedz jej,że nic z tego nie będzie i w ogóle...
-Okej,dzięki za radę.
-Spoko.
-Dobra,ja już kończę.Pa!-pożegnał się i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć,zniknął mi z ekranu.
Śpiewałam sobie "En mi mundo",ale on wszedł do pokoju...No i mam przechlapane!!

_____________
A teraz myślcie,kto wszedł Rozdział szybko , nie?

Niedługo 16
 

 
-Angie,czy wyjdziesz za mnie dzisiaj zamiast Jade?Ja od razu wiedziałem,że cię kocham-zaproponował German,co kompletnie mnie zadziwiło.
-Teraz?Tu?-zapytała Violetta,która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach.-Super!-podbiegła i przytuliła się do nas.
-Tak,ale ja nie mam sukni-poskarżyłam się.
-Zostawcie to mnie-powiedziała Viola tajemniczo i gdzieś wyszła.

Violetta

O,jak cudnie!Angie i tata biorą ślub.Najlepszy dzień w dziejach!Chociaż nie najlepszy,bo nie ma przy mnie Leona...Dobra,nie myśl o tym,nie myśl o tym.Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Cami.
-Halo?-odebrała.
-Hej,Cami.Mój tata i Angie jednak biorą ślub,bo Jade zdradziła tatę.
-Super...Ale po co dzwonisz?
-Bo Angie nie ma sukni!
-Aha...To mów,co mam robić?
-Po pierwsze,idź do mojego domu-klucz jest schowany pod wycieraczką.Idź na górę na strych,powinien być otwarty.Stamtąd wybierz najładniejszą suknię ślubną jaką tylko znajdziesz,i przynieś mi na miejsce.
-Okej,za chwilkę będę.
-Dzięki,Cami.Zawsze mogę na ciebie liczyć!-powiedziałam i rozłączyłam się.Potem poszłam do Angie i zawiadomiłam ją:-Za chwilkę przyjedzie Cami z sukienką.Czekajcie cierpliwie-puściłam oczko i poszłam zawiadomić wszystkich gości o zmianie planów.
Po chwili przyjechała Cami z sukienką.Wow,była piękna.
-Proszę-powiedziała i podała mi sukienkę.
-Łoj,Cami!Super,dziękuję.Chcesz zostać na ślubie?
-Jasne!-zgodziła się i razem poszłyśmy do Angie pokazać jej sukienkę.Był tam również tata.
-Patrz Angie!-powiedziałam.
-Oo...Pamiętam tę sukienkę-powiedziała Angie.
-CO?-zapytaliśmy jednocześnie ja,Cami i tata.
-Bo...Dobra,nadeszła chwila prawdy.Jestem Angie,ciotka Violetty,siostra Marii.Przepraszam,że wam wcześniej nie powiedziałam,ale...Nie miałam serca.Myślałam,że German zabierze ciebie Violetto i nie będę mogła z tobą być.Przepraszam...-wyznała.
Kompletnie mnie to zszokowało,ale tata od razu zareagował.
-Cóż...Szkoda,że nam wcześniej nie powiedziałaś,ale cóż...Dobra,przebierasz się?-powiedział.
Myślałam,że inaczej zareaguje.
-Nie jesteś zły?-zapytała Angie z lekkim uśmiechem.
-Coś ty!Kocham cię.A teraz idź się przebrać-powiedział tata i wyszedł z przebieralni.
15 minut później
Wszystko było już gotowe.Angie i tata stali przed ołtarzem.Wszyscy byli wzruszeni,ale najbardziej to chyba ja.Nie mogłam powstrzymać łez.
-Ja,German Castillo biorę sobie Ciebie Angeles Carraro za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci-powiedział tata i uśmiechnął się.Angie odwzajemniła uśmiech


-Ja Angeles Carrara biorę sobie Ciebie Germanie Castillo za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci-ślubowała Angie.
-Oficjalnie ogłaszam,że Angeles Carrara i German Castillo są mężem i żoną.Możecie się pocałować.


Wszyscy zaczęli bić brawo.Zaczęło się wesele.Nagle wpadł mi do głowy super pomysł:żeby tata i Angie zaśpiewali "Podemos".Może tata wtedy wiecie...Odkryłby,że śpiewanie jest ekstra,i w ogóle.Pozwoliłby mi się uczyć w Studio,co już robię ,niestety-za jego plecami.Podeszłam do Angie i taty.
-Hej...-zaczęłam.-Może byście zaśpiewali taką jedną piosenkę...Nazywa się "Podemos".
-Co?Violu,nie umiem śpiewać-powiedział tata.
Zrobiłam smutną minę.
-No a ty,Angie?-zapytałam.
-W sumie mogę zaśpiewać...-powiedziała i weszła na scenę.Chwilę potem już śpiewała.


Gdy zeszła ze sceny wszyscy jej gratulowali,i tak dalej,i tak dalej.A ja siedziałam smutna w kącie.Nawet Camila tańczyła,sama,chociaż nikogo tu nie znała.Po chwili podeszła do mnie i powiedziała:
-No chodź,zatańczysz!-zachęcała i próbowała mnie wyciągnąć na parkiet,ale ja się nie dawałam.
-Bez Leona nie tańczę-zaprotestowałam.
-Dobra,w takim razie go masz.Odwróć się-powiedziała,a ja się odwróciłam.A tam stał Leon.
-Leon,co ty tu robisz?-wpadłam mu w ramiona.
-Przyjechałem po to,żeby z tobą zatańczyć.
-Co?Zrobiłeś to specjalnie dla mnie?To takie romantyczne...-puścili wolny kawałek.
-To co,zatańczysz?-wyciągnął do mnie rękę,a po chwili tańczyliśmy na parkiecie,nie odzywając się do siebie ani słowem.Wszyscy zatoczyli wokół nas wielkie koło.


Niestety ,tylko przez te dwie minuty mogliśmy zatańczyć,a Leon musiał już jechać.
-Kocham cię,Leon.I doceniam to,co dla mnie zrobiłeś-pocałowałam go.Wszyscy równocześnie powiedzieli: "Ooo...",a Leon odwzajemnił pocałunek i poszedł.
Ja wróciłam do domu z Cami i Ramallo.
-Camila,zostaniesz?Trochę mi smutno-zaproponowałam,siadając na łóżku.
-Dobra,dla ciebie wszystko-uśmiechnęła się.-A co porobimy?
-Hmm... Chodź,pośpiewamy sobie i potańczymy,bo i tak nikogo nie ma w domu-Ramallo pojechał na dalszą część wesela.
-No tak...Okej-wstałyśmy z łóżka i włączyłam w laptopie podkład.
Włączyłam Veo veo,a razem ułożyłyśmy do tego świetną choreografię.
-Mam durny pomysł...-zaczęła Cami.
-No mów!Kocham te twoje durne pomysły.Ale powiesz mi to w kuchni,bo muszę się napić-wzięłam ją za rękę i pociągnęłam,a Camila prawie się przewróciła na schodach.-Sorki!
-Spoko,ale pozwól,że pójdę sama!-krzyknęła.
-No to jaki jest ten durny pomysł?-zapytałam,jak już obie napiłyśmy się coli.
-Mogłybyśmy pokazać jutro tą choreografię na zajęciach u Gregorio!Będzie z nas dumny,a szczególnie z ciebie,bo jesteś nowa i doceni twoje zaangażowanie.
-Super pomysł!
Fajny był ten pomysł Cami.Ciekawe tylko,czy Gregorio spodoba się nasza choreografia.
Następnego dnia
Wczoraj zamierzałam czekać na tatę i Angie,ale jakoś w mgnieniu oka zasnęłam przy oglądaniu filmu o miłości, jak Camila już poszła.Postanowiłam zajrzeć do pokoju taty,i był tam.Spał z Angie,byli wtuleni.Super!Bardzo się cieszę,że moja ciocia i mój tata są razem.I że ta paskudna Jade odeszła.Jak mogła zdradzić mojego tatę 15 minut przed ślubem?Niemożliwa baba.Zeszłam na dół,a tam siedział Ramallo z Olgą.Śniadanie było już na stole.
-Dzień dobry-powitałam się.-Nie czekamy na nich?-zapytałam,siadając do stołu.
-Byliśmy już potwronie głodni,a wiedzieliśmy,że oni będą jeszcze długo spać,więc czekaliśmy tylko na ciebie-odpowiedziała Olga.
-Okej...To jedzmy!-powiedziałam i zabrałam się za:tosty,brzoskwinię i sok brzoskwiniowy.Gdy to wszystko zjadłam,pomyślałam,że przecież muszę z kimś iść do Studio.-Ramallo,mam do ciebie prośbę.
-Słucham cię-powiedział Ramallo biorąc ostatni kęs swojej kanapki.
-Odwieziesz mnie na zajęcia?-zrobiłam słodkie oczka.
-Pewnie Violu,to dla mnie czysta przyjemność-uśmiechnął się.
5 minut później
Byłam już w Studio,a wtedy spotkałam-nie uwierzycie-Ludmiłę i no właśnie-Naty.




Czyli Angie miała rację.Popatrzyłam się na nie ze zdziwieniem,ale one na szczęście tego nie widziały.Poszłam dalej.Co ja mam pierwsze...Zajęcia ze śpiewu z Angie.Ale ciekawe,kto zastąpi Angie.Weszłam do klasy,a tam byli wszyscy oprócz nauczyciela.Przysiadłam się do Cami.
-Hej,dzisiaj nie będzie Angie,bo jak wychodziłam z domu,ona jeszcze słodko sobie spała-wyjaśniłam jej.
-Aha...Szkoda.Pewnie Pablo ją zastąpi-odpowiedziała i zaczęła grzebać w tablecie.
-Kto to Pablo?-zapytałam,patrząc co ona tam chowa w tym tablecie.Czytała jakiegoś bloga.
-Dyrektor Studio.I wiesz co?-przybliżyła się do mnie.-On się kocha w Angie.Widziałam jak na ślubie wychodził ze smutną miną,pewnie się dowiedział,że Angie bierze ślub z twoim tatą-wyszeptała mi na ucho.
-Oooł...Przykra sprawa.No ale cóż,znajdzie sobie inną-powiedziałam równie szeptem,a do klasy wszedł właśnie Pablo.
-Dzień dobry-powiedzieli wszyscy chórem,a Pablo nam odpowiedział.Miał smutną minę.
-Dzień dobry dzieciaki.To jak,kto jest tu nowy?-zapytał,a ja,Tomas i jeszcze jakaś dziewczyna podnieśli rękę.-Dobrze, w takim razie,Violetta,Tomas i Carmela,chodźcie na środek.-Carmela?Robi wrażenie...Wyszłam posłusznie na środek.-Opowiedzcie o sobie trochę.Najpierw ty,Carmela.
-Hmm...A więc...Nazywam się Carmela Schneider.Mam siedemnaście lat.A jeśli chodzi o muzykę...W sumie to nic ciekawego,nie dawno nauczyłam się tańczyć,a śpiewać to umiem odkąd skończyłam pięć lat.To tyle-powiedziała i usiadła na swoje miejsce.
-Dobrze,teraz ty,Tomas-powiedział Pablo.
-Nazywam się Tomas Heredia,przyjechałem z Madrytu.Mam siedemnaście lat.Postanowiłem się tu zapisać,żeby znaleźć swoje miejsce na ziemi i sprawdzić siebie,czy jestem dobry w to,co robię.Gram na gitarze,śpiewam,tańczę.. I to by było na tyle-usiadł koło Francesci,a ta się zarumieniła.Przyszła kolej na mnie...
-A teraz ty,Violetta.
-Nazywam się Violetta Castillo i ....
-Jesteś luzerką,która nie umie śpiewać i kradnie chłopaków?-przerwała mi Ludmiła,a ja...ja z płaczem wybiegłam z sali.

Camila

Ta Ludmiła to wredna świnia!Nie mogłam tak siedzieć bezczynnie,musiałam coś zrobić.
-Pablo,mogę iść za nią?-zapytałam.
-Ja też chcę iść-dołączyła się Fran.
-Dobrze-zgodził się Pablo.-A ty Ludmiła,masz poważne kłopoty.Przyjdź do mnie na przerwie.
Wyszłyśmy.Szukałyśmy Violi,ale nigdzie jej nie było.Wreszcie poszłyśmy do łazienki,a w jednej kabinie ktoś płakał.Proste,że to Viola.Weszłyśmy bez pukania.
-Chcę zostać sama-powiedziała Violetta i otarła łzy.
-Weź,szkoda łez na taką durną świnię jak Ludmiła-powiedziałam.
-Wiem,ale to nie przez nią płaczę.Przez nią po prostu jest mi smutno,ale to mój pierwszy dzień w Studio,a Leona nie ma.Tak to bym nie płakała,gdyby on przy mnie był-wyjaśniła nam.
-Wszystko będzie dobrze,Leon niedługo wróci cały i zdrowy ze swoją nowo narodzoną mamą.Zobaczysz-pocieszyła ją Fran.-I jak,wracasz do klasy?
-Muszę się ogarnąć-powiedziała,a my pomogłyśmy jej wstać.-Ale przyjdę na następną lekcję.Na bank-uśmiechnęła się,a my poszłyśmy.

Violetta

Było mi bardzo smutno.Ta Ludmiła uważa się za jakąś super gwiazdę.To głupie...Poprawiłam makijaż. Trochę sobie popisałam SMS-y z Leonem,że go kocham i o tym,co się stało.Fajnie nam się pisało.Wtedy do łazienki weszła Francesca.
-Zaraz zajęcia z tańca.Idziesz?-wyciągnęła do mnie rękę.
-Jasne-uśmiechnęłam się i wstałam.
Przyszedł czas na zajęcia z Gregorio.I nasz układ...Trochę się boję,że coś pójdzie nie tak,ale powinno być dobrze.Gdy już wszyscy byliśmy w sali,Camila podniosła rękę.
-Co,dziecko?-zapytał Gregorio.Za miły to on nie jest...
-Ja i Violetta ułożyłyśmy choregorafię,możemy pokazać?-zapytała z nadzieją.
-Jasne,chodźcie-powiedział,Camila dała mu podkład i po chwili już tańczyłyśmy.Gdy już skończyłyśmy,Gregorio powiedział:-Cóż...Ten układ był...



~~~~~
Podoba wam się ? Sorki,że późno ,ale jakoś nie miałam ochoty pisać- co zaczęłam,to skończyłam po 5 minutach,ale jest. Dzięki za 8 komentarzy pod poprzednim rozdziałem I DO NIEKTÓRYCH,KTÓRZY NIE WIEDZĄ: ten blog jest moją wersją "Violetty" . Niektóre rzeczy,np. jak Vilu poznała Tomasa są prawdziwe,a niektóre zmyślone przeze mnie
 

 
-Fran,wyglądasz super!-Cami pochwaliła wyniki naszej współpracy.
-Zgadzam się-dopowiedziałam.-A teraz pędź na randkę,bo się spóźnisz!
-Dzięki dziewczyny!Teraz wiem,że zawsze mogę na was liczyć.Dobra,spadam.Papa!-pożegnała się z nami i wyszła z pokoju.
Camila wyjęła z torby coś małego-była to kamerka.Włączyła ją i skierowała obiektyw na nas.
-I tak o to,Camila Torres i Violetta Castillo zamieniły Francesce-zombie w księżniczkę z bajki-uśmiechnęłyśmy się,a Cami wyłączyła kamerę.
-Co to miało być?-zapytałam pękając ze śmiechu.
-Pomyślałam,że miałybyśmy pamiątkę z takiego fajnego dnia.Chyba dobry pomysł,co nie?
-Pewnie.
Potem robiłyśmy sobie makijaż,wyglądałyśmy bajecznie!Później dzwoniłyśmy pod nienzane numery i mówiłyśmy coś w stylu:
-Sosimo,zrywam z tobą!
-Jessenia,Sosimo z tobą zrywa...
I odkładałyśmy słuchawkę.Gdzieś tak o drugiej w nocy poszłyśmy spać.

Francesca
Czekam na Tomasa już od godziny.Postanowiłam pójść do jego domu i zapytać,co się dzieje.Otworzyła mi jego mama.
-Dobry wieczór,czy Tomas jest w domu?-zapytałam.
-Nie,poszedł na kolację z Carmelą.
-Aha...Dziękuję.
Zapłakana pobiegłam do swojego domu.Jak on mógł?!
Następnego dnia
Violetta
Wstałyśmy z Camilą wpół do pierwszej,więc ona musiała już iść.Pożegnałyśmy się,a potem postanowiłam iść do Resto.Siedziałam i piłam koktajl truskawkowo-wiśniowy.A ten dureń Federico znowu się do mnie dosiadł bez pytania.
-Czego chcesz?-warknęłam.
-Nic,chciałem tylko zapytać czy wiesz,gdzie mieszka German Castillo?-zapytał,co totalnie mnie zdziwiło.
-A po co ci ta informacja?
-Bo mam się do niego wprowadzić na najbliższy czas...
-Może i wiem,gdzie mieszka,ale ci nie powiem!
-Znowu grasz zadziorę?Lubię to-zrobił minę podrywacza.
Zdenerwowałam się i wylałam na niego cały mój koktajl.
-Weź się ogarnij!-powiedział i zaczął się wycierać.
Ja zdenerwowana wyszłam.Po drodze zobaczyłam Francescę,była strasznie przybita.
-Fran,co się stało?-zapytałam z troską.
Ona mi opowiedziała całą tą sytuację.
-Oj...Ale wyjaśniłaś to z nim?
-Nie,nie mam ochoty.Chcę zostać sama.
Uciekła.

Francesca
Pobiegłam do domu i rzuciłam się na łóżko.Tam zauważyłam jakąś karteczkę.
"Hej Fran!
Wybaczysz mi za wczoraj?Carmela to kuzynka...Przepraszam!Idź za płatkami róż,proszę...
Tomas."
Poszłam za płatkami róż,a one doprowadziły mnie do pięknego miejsca:árbol de amor.Na trawie obok tego drzewa świeczki były ułożone w kształcie serca,a w środku z płatków róży napis "Francesca".Na ławce leżała karteczka:
"Odwróć się!"
Zrobiłam to,co mi kazano.Stał tam Tomas z gitarą.


Zaczął śpiewać piosenkę "Entre tu y yo".

Refren śpiewaliśmy razem.Cudowna randka!Gdy skończyliśmy,Tomas zapytał:
-Wybaczysz mi,Francesco?
-Jasne!-wtuliłam się w niego.-Że nie.
-CO?
-Żartuję!
-Więcej mnie tak nie strasz-pocałowaliśmy się.
Potem poszliśmy na piknik-jedliśmy truskawki w czekoladzie i czereśnie w miodzie oraz piliśmy Kubuś Play.
-Kubuś Play?O Tomas,ty to masz gust!
Później poszliśmy na plażę.Spacerowaliśmy brzegiem morza.Gadaliśmy o wszystkim i o niczym.Nagle Tomas się zatrzymał,więc ja i z nim.Chcieliśmy się pocałować,a tu nagle... WIELKA FALA NAS ZALAŁA!Byłam cała mokra!A w dodatku fala była tak silna,że nas przewróciła.Byliśmy mokrzy i do tego w piasku.Zaczęliśmy się śmiać.Idealna randka!Tomas odprowadził mnie na koniec do domu.Super było!
4 godziny później

Violetta

Olga zawołała mnie na kolację.Nie miałam ochoty jeść, ale i tak poszłam i zjadłam tosta z dżemem mangowym. Potem poszłam na górę. Usłyszałam dzwonek do drzwi na dole, szybko zeszłam i otworzyłam je. Zobaczyłam tam Federico.
-Co ty tu robisz?-zapytałam zdziwiona.
-Przez najbliższy czas mam tu mieszkać. A ty co tu robisz?
-Mieszkam tu-zawołałam tatę.
-Co się dzieje skarbie?-zapytał tata.
-Dzień dobry panie Castillio-powitał się Federico.
-Dzień dobry Federico.A właśnie,Violu-zwrócił się do mnie.-To jest Federico i przez najbliższy czas będzie tu mieszkał.
Bez słowa pobiegłam do pokoju.To najgorsze co mnie mogło teraz spotkać:chamski podrywacz zamieszka u mnie na najbliższy czas!Sprawdziłam czy Leon jest na video-czacie,i był.Więc zadzwoniłam.
Leon
Siedziałem na video-czacie,aż nagle Viola do mnie zadzwoniła.


-Hejka!-powitałem się,gdy już odebrałem.
-Hej Leon.Tak bardzo za tobą tęsknię!I wiesz co?Jakiś głupi Federico,który mnie podrywał w Resto będzie u mnie mieszkał przez najbliższy czas! Co za koszmar...
-Współczuję ci.Możesz mu powiedzieć,że masz chłopaka,który chętnie skopie mu tyłek jak będzie do ciebie zarywać.
-Dokładnie to samo mu powiedziałam!
-No widzisz...
-A jak tam u ciebie i twojej mamy?
-W porządku.Zrobili wszystkie potrzebne badania i niedługo ma mieć operację.A jak tam twoje relacje z tatą?
-Jest spoko.Jutro jest ślub taty i Jade...Szkoda,że nie przyjedziesz.Chciałabym z tobą zatańczyć chociaż jeden taniec.
Zauważyłem,jak z jej oczu leci jedna mała łezka.
-Weź nie płacz,bo i ja się popłaczę.Też bym chciał,ale los się akurat do mnie nie uśmiechnął.
-Zgadzam się.Ale mimo to jesteś taki silny...Kocham cię,Leon.
-Ja ciebie też.
U Leona usłyszałam jakieś głosy:"Leon,idziemy już?"
-Oo,chyba ktoś cię woła-powiedziałam.
-Tsa...Życie jest do bani.Nawet nie mogę porozmawiać z tobą przez dziesięć minut przez video-czat!Spadam,kwiatuszku.Trzymaj się-puścił do mnie oczko,więc zrobiłam to samo.
Leon rozłączył się.Wtedy ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Kto tam?
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi,za to ktoś wszedł do pokoju.Był to Federico.
-Co ty chcesz?-zapytałam z niechęcią i padłam na łóżko.
-Słuchaj...Dowiedziałem się,że nikt w tym domu nie wie,że chodzisz do Studio...Śpiewasz...


-Tylko coś komukolwiek o tym piśniesz,pożałujesz.
-Wow,już się boję.
-Tak w ogóle,wypad z mojego pokoju-wypchnęłam go za drzwi.
Potem otworzyłam pamiętnik i napisałam:
"Ten dzień zapowiadał się dość dobrze,dopóki nie zobaczyłam Federico.Najpierw się do mnie przyczepił,a teraz okazało się,że będzie tu mieszkał przez najbliższy czas!To takie głupie...A poza tym,u Leona wszystko dobrze.Przed chwilą z nim gadałam,zanim ten Federico wparował i zaczął mi grozić.Nie mam ochoty pisać,chcę iść spać."
Rzuciłam pamiętnikiem o łóżko,a widziała to Angie.
-Ej,Violu,co się stało?-zapytała,siadając obok mnie na łóżku.
-Federico się stał.Grozi mi tym,że powie tacie,że chodzę do Studio...
-Hmm...Zaraz z nim pogadam-wstała,ale ja ją zatrzymałam.
-Nie,nie chcę wyjść na taką,która nie umie sobie z niczym radzić.Jakoś sobie poradzę.Ale na razie,chcę zostać sama.
-Dobrze.Ale jakbyś miała jakiś problem,zawsze możesz pogadać ze mną.
-Okej,dzięki-wymusiłam uśmiech.
Angie wyszła,a ja położyłam się na łóżko i śpiewałam "Podemos".



Potem poszłam pod prysznic i położyłam się spać.
Następnego dnia
Tak,to dzień ślubu taty.Wszyscy byliśmy już przygotowani,więc pojechaliśmy na miejsce.Żałowałam,że opuściłam moje pierwsze zajęcia w Studio,ale jak tylko wrócimy postaram się iść na chociaż jedną lekcję.Gdy już dojechaliśmy,zdziwiłam się: Było tam ponad dwa tysiące ludzi.Wow.

Jade
Było wspaniale! Dzisiaj nasz wielki dzień.Jej,jej,jej,jej,ojej!Wśród tych ponad dwóch tysięcy gości dostrzegłam mojego starego przyjaciela,Goyo.Od razu do niego podbiegłam.
-Goyo!Tyle lat!-rzuciłam mu się na szyję.
-Jade! O mój boże!
Jeszcze przed rozpoczęciem ślubu dłuugo gadaliśmy,i chyba znowu coś do niego poczułam,bo...Pocałowałam go.


German
Widziałem,jak Jade całuje tego całego Goyo.Nienawidzę jej!
-Jade?-przyłapałem ją.-Z nami koniec!Jak mogłaś? Niewiarygodne!-i pobiegłem do pomieszczenia,gdzie można było ochłonąć.

Angie

Widziałam całe to zdarzenie,więc pobiegłam za Germanem.Po chwili usiadłam koło niego.
-Nie martw się,German.Ona nie była ciebie warta.Wiadomo było od początku,że ona nie była dla ciebie.Czasem kobieta twojego życia jest tuż przed twoim nosem...-ostatnie słowa wypowiedzieliśmy razem i się pocałowaliśmy.
~~~~
Wiem,że krótki ale zobaczycie,jaki będzie zwrot akcji...Początek pomogła mi napisać Kinga,moja BFF !! Dzięki,wykonałyśmy razem kawał dobrej roboty * .



ps: Dziękuję za komy
 

 
Zrobiłam minę,jakbym miała zaraz zemdleć.
-Violu,co się dzieje?-Angie posadziła mnie na łóżko.
-Pprzzzeecczzzzyyytttaaajjj-powiedziałam,słabo wyciągając rękę z telefonem.Angie wzięła go ode mnie i przeczytała na głos wiadomość.
-"Czy to pani Violetta Castillo?Jeśli tak,proszę natychmiast przyjechać do lekarza.Pani chłopak,Leon,powiedział,żebym wysłał do pani SMS-a z wiadomością,że Leonowi coś się stało.Gdy dowiedział się,co jest z jego mamą, zasłabł,zaczął zwracać i miał zawroty głowy.Skarży się na gorączkę.Proszę jak najszybciej przyjechać.Dr.Rodrigo Featusicel".Dobra Violu,uspokój się.Na pewno mu nic nie będzie.German!-zawołała.-German,chodź tu!
Tata wpadł do pokoju.Angie podała mu telefon.Tata przeczytał,a potem na mnie popatrzył.Wziął mnie na ręcę i poszliśmy do samochodu.
-Pojechać z wami?-zapytała Angie.
-Tak,przyda nam się twoja pomoc-odpowiedział tata,i ruszyliśmy.
A co,jak Leonowi coś się stało?Co,jak stracił pamięć?Co jak zachorował na śmiertelną chorobę?Te myśli chodziły mi po głowie.Angie zauważyła,jak mi się ręce trzęsą,więc położyła swoją dłoń na moich.
-Violetta,wszystko będzie dobrze.Leon tak zareagował,bo jest bardzo przywiązany do swojej mamy i bardzo ją kocha.Na pewno będzie dobrze,oboje wyzdrowieją.
Kilka łez zleciało mi po policzku.Wbiłam wzrok w mój naszyjnik od Leona.Zdjęłam go i mocno ścisnęłam w dłoni.Pomyślałam sobie:"Proszę,naszyjniku,zdziałaj coś,żeby Leon i jego mama wyszli razem ze szpitala cali i zdrowi".Po chwili dotarliśmy do szpitala.Szybko podeszłam do recepcji.
-My do Leona Verdasa-powiedział tata,bo ja nie mogłam wykrztusić ani słowa.
-Rodzina?-zapytała recepcjonistka."WSKAŻ NAM PANI POMIESZCZENIE GDZIE LEŻY LEON VERDAS!!!!" -chciałam krzyknąć,ale się powstrzymałam.
-Nie,ale Violetta to jego dziewczyna.Doktor Rodrigo kazał jej przyjechać-wyjaśnił tata.
-Nazwisko?-nie ustępowała.
-Castillo.
-Tak,doktor Rodrigo kazał jej przyjechać.Sala numer 17.
Pospiesznie poszliśmy do sali numer 17.Weszłam bez pukania.Na łóżku szpitalnym leżał Leon.Na szczęście,nie spał.Obejrzałam się,ale taty i Angie nie było.Pewnie uznali,że lepiej będzie,jak sama z nim pogadam.
-Leon-usiadłam koło niego i chwyciłam jego dłoń.
-Vvv...Violetta?-powiedział słabym głosem.
-Tak,to ja.Dobrze się czujesz?
-Jak mnie nie pocałujesz,to zaraz skonam.
Szybko go pocałowałam.Chociaż to nie był najlepszy pocałunek,bo od Leona zajeżdżało wymiocinami,nie skarżyłam się.Robiłam to,żeby mu pomóc.
-I jak?-zapytałam.
-Lepiej.Ale gorzej z moją mamą-łza poleciała mu po policzku.Fajnie,że jest taki wrażliwy.
-Leoś,będzie dobrze,mówię ci.
-Nawet nie wiesz,co oni chcą zrobić z mamą.
-To aż takie straszne?
-Tak.Chcą jej zrobić jakąś operację,bo mama ma bardzo niebezpieczną chorobę od tabletek,które stosowała na sklerozę.Mówiłem,żeby stosowała jakieś domowe leki,ale ta sobie kupiła nietestowany lek w aptece.Musi wyjechać na operację do Niemiec.Tylko tam można ją z tego wyleczyć.A to była moja reakcja...Przepraszam,że przeze mnie musiałaś tu przyjeżdżać i się denerwowałaś.
-Nic się nie stało.A z powodu mamy...Bardzo mi przykro. Nie wiedziałam,że coś takiego istnieje.
2 godziny później

Leon
Wyszedłem razem z mamą ze szpitala.Kazałem mamie się od razu położyć i nalałem jej szklankę wody.Potem poszedłem do pokoju.Rozmyślałem o tym wszystkim.Mogłem od razu powiedzieć Violetcie o tym.Wtedy by się mniej zdenerwowała.A co tam,w końcu to tylko trzy tygodnie.Na pewno jakoś wytrzyma.A przecież muszę pojechać z mamą.Nie dopuszczę,aby sama wyjechała za granicę i to tak bardzo chora.Poza tym,będziemy się kontaktować na czacie,mamy przecież telefony,no i będziemy wysyłać do siebie listy.Najlepiej,jak powiem jej o tym natychmiast.Ale nie przez telefon...Przed wyjściem zajrzałem do mamy.Spała.A woda była wypita.Zostawiłem liścik,tak na wszelki wypadek.


Później nalałem ponownie wody do szklanki,tak na wszelki wypadek.Wszystko zostawiłem na stoliku obok łóżka mamy i wyszedłem z domu.
Po chwili stałem przed drzwiami Violetty. Przezc chwilę zastanawiałem się,co jej powiedzieć.Wreszcie ułożyłem sobie krótką przemowę i zapukałem.Otworzyła mi Violetta.
-Hej,Leon.W porządku?-zapytała,zdziwiona moim przybyciem.
-Muszę ci coś powiedzieć-powiedziałem stanowczo.
-Okej,chodź na górę,do mojego pokoju.
Poszliśmy do jej pokoju (całego różowo-fioletowego) i usiedliśmy na łóżku.
-To co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiesz,że moja mama wyjeżdża do Niemiec.Ja muszę wyjechać z nią.Nie pozwolę jej samej pojechać za granicę z taką chorobą.
Przez chwilę nikt z nas się nie odzywał.Później Violetta chwyciła mnie za rękę.
-Rozumiem cię.Jesteś taki dobry dla swojej mamy...Lepszego syna nie mogła sobie wymarzyć.Nie jestem zła.
-Na serio?
-Tak.Ale powiedz mi,ile to będzie trwało?
-Około trzech tygodni.
-Hmm...A co ze Studio?
-Zwolnię się.Jak ma się jakieś pilne sprawy rodzinne,można się zwolnić,max to miesiąc.
-Dobrze wiedzieć-uśmiechnęła się.-Kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro po dwunastej.Chciałbym jak najszybciej to załatwić i wrócić do domu.
Violetta wydawała się smutna.Nie dziwię jej się.
-Hej,rozchmurz się.Wiesz jakie fajne będzie pisanie listów?Wiesz,jakie fajne będą video-rozmowy?Będziemy się codziennie kontaktować.
-Tak,wiem.Ale będzie mi ciebie bardzo brakowało.
-Mi ciebie też-przytuliliśmy się do siebie.-Nie puszczę cię.-powiedziałem,a Violetta nic nie odpowiedziała.Nadal była we mnie wtulona.


-Dobra,to...Do zobaczenia za trzy tygodnie-powiedziałem zdołowany.
-Do zobaczenia.Ale jutro jak tylko wystartujesz,zadzwoń.Później jak wylądujesz,zadzwoń.A później w sobotę wieczorem wejdź na czat.Wtedy z Camilą będziemy miały swój babski wieczór.
-Okej.Obiecuję.Pa-pocałowaliśmy się i poszedłem do domu.

Violetta

Trudno mi było żegnać się z Leonem,ale to tylko trzy tygodnie...Może nawet mniej.Więc nie mogę się denerwować,bo zepsuję cały nasz babski wieczór.A propo tego wieczoru,poszłam spytać się taty o zgodę.
-Tato,może do mnie jutro przyjść Ca...Koleżanka?-zapytałam.-Chciałybyśmy zrobić sobie nocowanko.
-To ty masz tu jakieś koleżanki?-zapytał.
-Jasne!Z tej szkoły,w której uczę się grać na fortepianie.
-Dobrze.Jak ma na imię?
-Camila.Camila Torres.
-Dobrze,ale macie nie szaleć.
-Dziękuję!-powiedziałam i przytuliłam tatę.
Potem poszłam na górę do pokoju i znowu byłam zdołowana.Wtedy z mojego laptopa wydobył się dźwięk.Zobaczyłam,co tam było,a tam Camila chciała porozmawiać na video-czacie.Przyjęłam rozmowę,a gdy tylko Cami pokazała mi się na ekranie,powiedziałam:
-Hej Cami,co słychać?
-W porządku.Chciałam ci powiedzieć,że mam na nasz babski wieczór: serię horrorów o zombie,płytę z piosenkami tego zespołu..No,jak on się tam nazywa i całą kosmetyczkę.
-Okej,fajnie-wymusiłam uśmiech.
-Co się stało?Nie wyglądasz na zadowoloną.
-Leon wyjeżdża na trzy tygodnie do Niemiec,bo jego mama potrzebuje jakiejś operacji-starałam się nie rozpłakać.
-Ooo...Tak mi przykro!Ale dobrze,że się troszczy o mamę.
-Tak,bardzo dobrze.Też się z tego cieszę,ale nie wiem,czy wytrzymam bez niego trzy tygodnie.
-Na pewno wytrzymasz.Macie telefony,jest internet,poczta...
-Wiem,Leon mówił to samo.
-No widzisz?Będzie dobrze.Sorki,muszę spadać.Mama mnie woła na kolację.Papa!
-Pa-rozłączyłam się.
Zeszłam na dół w nadziei,że też będzie tam jakaś kolacja.Od tego wszystkiego zrobiłam się głodna.I była,wszyscy siedzieli przy stole.Ja się do nich dołączyłam,a gdy już wszyscy zjedli,tata powiedział:
-Słuchajcie,pojutrze mamy z Jade ślub.Zaproszenia porozesłane,stroje zamówione.Dla wszystkich domowników.
-Co?Ale co,jak mi się nie spodoba mój strój?
-Na pewno ci się spodoba,Angie wybierała-uzasadnił tata.
-Jaka ulga...Dobranoc-powiedziałam i wstałam od stołu.
Gdy już byłam w pokoju,otworzyłam pamiętnik.
"No tak.Pojutrze ich ślub.A ja nie będę miała z kim iść.Z kim ja będę tańczyć?A do tego godzinę temu dowiedziałam się,że będę niosła obrączki.Nie jestem już na to za stara?A zresztą,nieważne.Mam ważniejsze sprawy na głowie...A w sumie,to nie mam.Wszystko jest takie skomplikowane!Musze się z tym przespać."
Później zrobiłam rysunek przedstawiający mnie i Leona:


I poszłam spać.

Następnego dnia
Wszystko na naszą babską imprezę już gotowe.Będziemy spały razem na jednym łóżku,jest dość duże.Za pół godziny miała przyjść Cami.Ubrałam dżinsy i t-shirt z jakąś dziewczyną,a obok było napisane "Dame tu amor".Lubiłam tą bluzkę.A swoją drogą,uwielbiam nosić sukienki,spódniczki i tylko krótkie spodenki,ale że to była babska impreza,mogłam sobie włożyć coś wygodniejszego.A w dżinsach czuję się wspaniale.Zeszłam jeszcze na dół,żeby zrobić popcorn,a w kuchni zastałam Angie.
-I co tam,Violu?-zapytała,słodząc herbatę.
-Fajnie.Leon do mnie dzwonił,że już wylądował.Szybko,nie?Wyjechał jednak rano,o szóstej.WOW!Ja bym nigdy tak wcześnie nie wstała.
-Bardzo się cieszę,że masz dobry humor.A ja teraz idę do pokoju,czytać książkę "Dame tu amor".
-Patrz,mam taki sam napis na koszulce-pokazałam jej.
-Rzeczywiście-uśmiechnęła się.-Miłej zabawy!-odwróciła się na pięcie i poszła do swojego pokoju.
Ja wsypałam popcorn do miski i wzięłam oranżadę i zaniosłam to wszystko do pokoju.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi."To pewnie Cami",pomyślałam i poszłam otworzyć.Nie myliłam się.Miała ze sobą dwie duże torby.
-Hej Cami!-przywitałam się z nią i wzięłam od niej jedną torbę.
-Hej,Violu.
-Chodź na góre,tam jest mój pokój-powiedziałam i poszłyśmy do pokoju.Cami rozpakowała swoje rzeczy i powiedziała:
-To co,najpierw maraton horrorów?-udawała straszliwy głos.
-Dobra,ale się boję!-powiedziałam,a po chwili wsadziłam płytę do laptopa.
Prze kilka godzin oglądałyśmy te horrory o zombie i przy czwartym filmie powiedziałam:
-DOSYĆ!-i wyjęłam płytę.
-Ej!Ja chcę oglądać!-żądała Cami.
-Nie,nie,nie.Teraz włączmy muzykę i poróbmy makijaż.
-Nie,foch!-udawała,że ma focha,ale po chwili nie wytrzymała i wybuchnęła razem ze mną śmiechem.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Ty otwórz-powiedziałam.-To może być zombie.
-Dobra,ale gwarantuję,że tam nie ma zombie-Camila podeszła do drzwi i je otworzyła,a potem krzyknęła ze strachu.
-Co tam jest?!-spytałam przestraszona i podeszłam do drzwi.-ZOMBIE!!-krzyknęłam.
-Nie,to tylko ja,Francesca.Szykowałam się na randkę z Tomasem,ale wszystko się popsuło!
Opowiedziała nam,jak to wszystkie kosmetyki jej się skończyły,puder wysypał się na sukienkę,a obcasy połamały.A my biedną Fran przezywałyśmy od zombie...
-Nie płacz,bo będziesz wyglądała jeszcze gorzej-powiedziałam i podałam jej chusteczkę.
-To już nieważne!Za pół godziny mam randkę,a pewnie i tak nie zdążę!-wyżaliła się.
-Zdążysz,zdążysz-powiedziała Camila.-Violu,weź moją kosmetyczkę i zrób Fran makijaż nie z tej ziemi.A ja przeszukam twoją szafę i znajdę coś dla Fran.
-Dobra-zgodziłam się i wzięłam kosmetyczkę Cami.
Na początek nałożyłam Fran cień do oczu.Był ciemno-fioletowy,bo świetnie pasował do jej cery.Później pomalowałam jej lekko rzęsy tuszem do rzęs.Następnie nałożyłam trochę brązowego pudru.Na koniec nałożyłam różowy błyszczyk.
-Wow,wyglądasz super!-podziwiałam swoją robotę.-Cami,jak tam garderoba?
-Cóż,nie było łatwo,ale wreszcie coś znalazłam.
Francesca założyła przygotowane przez Cami ciuchy,na koniec wyprostowałyśmy jej włosy i wuala-wyglądała jak księżniczka z bajki.



~~~~
Niedługo 13
 

 
Zamknęłam pamiętnik i położyłam się spać.
Następnego dnia o siódmej rano
Wstałam i ubrałam się,a potem zeszłam na śniadanie.Nie uwierzycie,kogo tam spotkałam!
-Ramallo!-krzyknęłam i rzuciłam się mu w ramiona.-Wróciłeś!Nic ci nie jest?Dobrze się czujesz?
-Tak,oczywiście.
-Tak bardzo się o ciebie bałam!Jak super,że jesteś i nic ci się nie stało!
-Dobrze,Violu,bo mnie udusisz!
Oderwałam się od niego.
-No tak,przepraszam.
Wszyscy usiedli do stołu.Zjadłam dwie kanapki z serem i szynką i wypiłam herbatę.Wtedy dostałam SMS-a od Leona.
"Hej Violu,jestem już zdrowy i dzisiaj będę w Studio.Do zobaczenia,buziaczki "
Odpisałam mu:
"Okej,to dobrze,bo za tobą tęskniłam.Zaraz wychodzę z domu *"
-Violu,możemy już wychodzić?-zapytała Angie,trzymając w ręku jakąś teczkę.
-Jasne.Pa-pożegnałam się i razem z Angie wyszłyśmy.
-I co tam,Violu?-zapytała,jak byłyśmy w połowie drogi.
-Nic ciekawego...A w sumie jest coś ciekawego.Mam nową przyjaciółkę,Leon już wyzdrowiał,i przedwczoraj mieliśmy super-podkreśliłam słowo "super"-randkę.
-Fajnie.Jaką nową przyjaciółkę?
-Naty.
-Naty?Przecież ona trzyma z Ludmiłą.
-No tak,ale się pokłóciły,a ona płakała w łazience więc ją zaprosiłam do Resto i się zaprzyjaźniliśmy.No wiesz,razem z Cami,Fran i Maxim.
-Fajnie,że pomogłaś komuś w potrzebie,ale uważaj z kim się zadajesz.Ludmiła jest....jedyna w swoim rodzaju i zobaczysz,niedługo zrobi się zazdrosna o Naty i przeciągnie ją na swoją stronę.
-Serio tak myślisz?
-Tak...
Wreszcie doszłyśmy do Studio.Byłam trochę smutna po tym,co mi powiedziała Angie,ale jak zobaczyłam Leona,od razu poprawił mi się humor.
-Leon!-rzuciłam mu się w ramiona.
-Codziennie witasz mnie tak samo,czy to nie dziwne?-powiedział i pocałowaliśmy się.Piąty raz?E tam,nie liczę już.
-Wcale nie dziwne,jak się kogoś kocha.
-No tak..Mnie nie da się nie kochać.Idziemy sprawdzić wyniki egzaminów?
-Już są?-zapytałam zdziwiona.
-Tak,ale wolałem nie patrzeć bez ciebie.
-Ooo...Jesteś taki kochany!A teraz chodźmy-wzięłam go za rękę i popędziłam do Studio.
Castillo,Castillo,Castillo...JEST! DOSTAŁAM SIĘ!
-DOSTAŁAM SIĘ!-krzyknęłam i rzuciłam się Leonowi w ramiona.-DOSTAŁAM SIĘ,DOSTAŁAM SIĘ,DOSTAŁAM SIĘ!!!
-Moje gratulacje-pocałował mnie Leon.-Od poniedziałku będziemy się razem uczyć.
-To dziś już piątek?
-Tak.
-No tak,szczęśliwi czasu nie liczą-uśmiechnęłam się.
Po chwili podeszli do nas Maxi,Fran,Cami i Naty.
-Hej-zaczęła Cami.Chyba zauważyła,jak skaczę z radości i po chwili dodała:-Zgaduję,że się dostałaś?
-TAK!
Zrobiliśmy przyjazne przytulanko,ale po chwili wszyscy musieli "spadać" na lekcje.Poszłam do Resto Bandu.Fran miała tam przyjść zaraz po lekcjach,ale i tak zostało mi duużo czasu spędzonego w samotności.Zamówiłam koktajl brzoskwiniowy,a po chwili dosiadł się do mnie jakiś koleś z czupryną na metr.


-Ej,czemu się tak dosiadasz bez pytania?-zapytałam.
-A co,czekasz na kogoś?-zapytał.Jakiś przemądrzały ten koleś!
-Nie...Ale jest mnóstwo innych wolnych stolików.
-Tak,ale uznałem,że taka ślicznotka jak ty nie powinna sama siedzieć.
-Słuchaj,po pierwsze:mam chłopaka,który chętnie skopie ci zadek za flirtowanie ze mną.Po drugie,my się w ogóle znamy?
-Nie,ale chętnie cie poznam.Jestem Federico,przyjechałem z wymiany do Studio 21.Jestem z Włoch.
-Yyy..-jest źle,jest źle!-Federico,tak?-przytaknął.-A więc,Federico,jestem Violetta.Też chodzę do Studio,a w sumie będę chodziła,bo dopiero zdalam egzamin.Miło było cię poznać,ale sorki,nie chcę zawierać nowych znajomości.
-Wszystkie dziewczyny w Studio są takie jak ty?
-Czyli jakie?
-Hm...Takie zadziorne?
-O nie,tego już za wiele!-wzięłam torebkę i koktajl i przesiadłam się do innego stolika.
-I tak kiedyś będzie moja-usłyszałam cichy głos Federico.Pewnie myślał,że tego nie słyszę...
Dla zabicia czasu wyjęłam pamiętnik i zaczęłam pisać.
"Jestem w Resto.Czekam na Fran.Jakiś głupi koleś o imieniu Federico z Włoch mnie zaczepił.NIE CHCE MI SIĘ CZEKAĆ!!! No cóż,Fran chyba zaraz przyjdzie.O,już idzie!"
Włożyłam pamiętnik do torby i pomachałam do Fran.Ona od razu przyleciała i była cała w skowronkach.
-Co jest?-zapytałam,jak Fran już siedziała naprzeciwko mnie.
-Dzisiaj jest najlepszy dzień ever!-mówiła rozpromieniona.
-Łoo,a co się stało,że panna Francesca ma dziś najlepszy dzień ever?
-Za chwilę wszystko ci opowiem,ale najpierw coś zjem.LUCA!-zawołała.
-Tak,panno Francesco?-zapytał podchodząc do niej z notesikiem.
-Dwa tosty z serem i koktajl truskawkowy-spojrzała na mnie.-I wielką paczkę żelek serduszek.
-Okej,już się robi-poszedł do kuchni.Nawet się nie obejrzałyśmy,a on przyniósł całe zamówienie.-Proszę-i odszedł,zanim zdążyłyśmy o cokolwiek zapytać.
-Wow,szybki jest!-powiedziała Fran i otworzyła paczkę z żelkami.-Częstuj się-dodała i po chwili pałaszowała tosta.
-No to opowiadaj.
-A,no tak-wytarła się chusteczką.-Więc najpierw Gregorio na zajęciach postawił mi szóstkę z tego dziesięciominutowego układu.Tak się ucieszyłam,że pobiegłam do Tomasa,a on powiedział,że w nagrodę zaprasza mnie na randkę.Jutro punkt piętnasta w parku Street Wear 27.Powiedział,że to niespodzianka!-Fran znowu zaczęła jeść tosta.-No,to jeszcze nie wszystko!W dodatku mieliśmy z Angie lekcję śpiewu,i dostałam piątkę za piosenkę razem z Cami.Z "Veo veo".Super dzień!
-Zazdroszczę ci-powiedziałam.
-Czemu?Ty też masz super chłopaka....No i przede wszystkim super przyjaciółki!
-Wiem,wiem-uśmiechnęłam się.-Ale widziałaś tego Federico?Czupryna na metr...
-A,no tak.Dzisiaj przedstawiali go w Studio.
-Ale z niego zarozumialec!
-Serio?Jakoś nie dał tego po sobie poznać.
-A ze mną już flirtował.Dosiadł się do mnie tak po prostu,bez zapytania,bez pozwolenia...Ale się wytłumaczył.
-No widzisz?Wytłumaczył się,czyli nie jest zły.
-Ale nie posłuchałaś,jak się wytłumaczył.Powiedział:"uznałem,że taka ślicznotka jak ty nie powinna sama siedzieć."
-Oj weź,może...
-I to nie wszystko!Potem ja mu odpowiedziałam że mam chłopaka i żeby się mnie nie czepiał i ze mną nie flirtował,a ten na to:"wszystkie dziewczyny w Studio są takie jak ty,takie zadziorne?"-udawałam jego głos.
-Hmmm....Może i jest jakiś dziwny-wzięła łyk koktajlu,a talerz już bez tostów odłożyła na bok.Potem zabrała się za żelki.
-Wow,byłaś taka głodna?-zapytałam.Fran jest szczupła,a tyle je.Jak ona to robi?
-Taaak,bo tańczyłam ten układ,a poza tym nie jadłam od śniadania.
Wtedy od tyłu ktoś zasłonił mi oczy.
-Hmm...Niech zgadnę.Leon.
-Tak!Skąd wiedziałaś?-zapytał i pocałował mnie w policzek.
-To ja pójdę-posłała mi znaczące spojrzenie.-Będziesz jadła te żelki?-pokręciłam głową.-To dobrze-Fran je zabrała i wyszła.Leon usiadł na jej miejsce.
-Pójdziemy na naszą ławkę?-zapytał.
-Naszą ławkę?-byłam zdziwiona.
-Tak,tam ja przynajmniej przeżyłem swój pierwszy pocałunek.
-Serio pierwszy?Ja też-przyznałam.
-W takim razie to jest nasza ławka!Chodź,idziemy-wziął mnie za rękę,a ja nie mogłam odmówić!
Po chwili byliśmy już na ławce.
-A tak w ogóle po co tu przyszliśmy?-zapytałam.
-Tak posiedzieć...A głównie to chciałem ci dać to...-wyjął z kieszeni małe pudełeczko i wręczył mi je.
-Co to jest?
-Otwórz,a się dowiesz-otworzyłam.A tam był...Naszyjnik.Z zawieszką.A na nawieszce co było napisane?Tak,"Leonetta".
-Leon,to wspaniałe!-przytuliłam go,a on zapiął mi naszyjnik.-Jest piękny.
-To jeszcze nie wszystko-z kieszeni znowu coś wyjął.Tym razem były to klucze.A przy nich bryloczek-dokładnie taki sam,jak zawieszka mojego naszyjnika.
-Super!-znowu go przytuliłam.
-To dowód naszej miłości.O ile w ogóle mnie kochasz.
-Wiesz...Nie bardzo cię kocham.
-CO?!Jak możesz,oddawaj naszyjnik!-zażądał.
-Ale Leon,ja tylko żartowałam!Proszę,nie gniewaj się!
-Żarcik-uśmiechnął się.
-Więcej tak nie żartuj!-uderzyłam go lekko w ramię.-Tak naprawdę kocham cię najbardziej na świecie-przytuliłam go.
Właśnie wtedy Leon dostał SMS-a.
-Och,to od mamy-odebrał.-Nie,chwila.To nie pisze mama,tylko mój sąsiad.Moja mama zasłabła,więc pojechał z nią do szpitala.Muszę jechać.Później się zdzwonimy.Pa-pocałował mnie i poszedł.
Biedny Leon...Tak troszczy się o swoją mamę.Postanowiłam zadzwonić do Cami.
-Hej,Cami,tu Violetta.Masz plany na jutro wieczór?-zapytałam,jak już odebrała.
-Hej,raczej nie.A co?
-To dobrze,bo mogłabyś u mnie zanocować.Wiesz,jeśli chcesz.Mój tata chyba się zgodzi.
-Okej,wezmę co potrzebne do zabawy-powiedziała tajemniczo.
-Mam się bać?
-Raczej nie...Będę po osiemnastej,do zobaczenia!-rozłączyła się.
Poszłam do domu,bo nie będę tu więcej siedziała.Zaraz się spalę!Jest chyba z trzydzieści pięć stopni.Gdy weszłam do domu,panowała tam bardzo miła atmosfera:tata i Jade siedzieli razem na kanapie i oglądali jakis katalog na ślub (jednak cieszę się z ich ślubu.Pobyłam trochę ostatnio z Jade i naprawdę zależy jej na tacie),Angie pisała coś w jakimś zeszycie,a Ramallo podjadał obiad Oldze,która właśnie gotowała.Cudna rodzinka!
-Angie,mamy teraz geografię,nie pamiętasz?-Angie aż podskoczyła,tak ją przestraszyłam.
-Och,Violu,nie strasz mnie tak!Jasne,idziemy.
Poszłyśmy na górę,a Angie coś tam mówiła.Ale ja jej nie słuchałam,bo myślałam o Leonie.Tak się troszczy o swoją mamę,jest kochany...
-I właśnie dlatego...Violetta,czy ty mnie słuchasz?-z zamyśleń wyrwała mnie Angie.
-No pewnie!
-Tak?To o czym mówiłam przed chwilą?
-O... Dobra,nie słucham.Może odpuścimy sobie tą lekcję,i weźmiemy ją w poniedziałek?
-Dobrze,odpuszczam ci...A o czym tak myślisz?
-O Leonie.Tak się troszczy o swoją mamę...To najlepsze co mnie mogło spotkać!
-Tak,zgadzam się z tobą.Fajnie,że znalazłaś miłość swojego życia.Jesteś szczęściarą!
-Tak,ale dzisiaj...-przerwał mi dzwonek SMS-a.To był Leon,poznałam po dzwonku.Na niego mam ustawiony jego głos jak mówi:"Twój najlepszy,najprzystojniejszy chłopak pod słońcem do ciebie napisał (śmiech)".Angie zrobiła zdziwioną minę.-Tak,wiem.-Odebrałam SMS-a.Było okropnie.Moje życie właśnie się zawaliło...

~~~~~~~~~~

Wow,już 10 rozdział Niedługo kolejny < 33 Dzięki za wszystkie miłe komentarze !!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
-On...
Po policzku spłynęła mi łza.
-Haha,Viola!Ja sobie z ciebie jaja robię a ty mi tu płaczesz?-Cami śmiała się w niebogłosy,a ja walnęłam ją w ramię.-Ałććć!!Cóż,należało mi się.Okej,w sumie to nic strasznego,ma gorączkę,katar i boli go gardło.
-Okej,dzięki,ale więcej mnie tak nie strasz,okej?-zapytałam,ocierając łzy.
-Dobra,dobra.Idę na zajęcia.Pa!-pożegnała się i poszła.
Jejciu,jak ona mnie przestraszyła!Postanowiłam zadzwonić do Leona.Odebrał,miał bardzo słaby głos.
-Halo?-zapytał.
-Hej Leon,jak się czujesz?To ja,Violetta.
-O,hej Violciu.Źle...Ale nie przejmuj się mną,daj z siebie wszystko na egzaminie,i nie myśl o mnie.Od razu po przesłuchaniu możesz do mnie przyjść.
-I bardzo dobrze,bo mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką?
-Jak ci powiem,to już nie będzie niespodzianka.
-Ech,no tak...Co jak co,idź,bo się spóźnisz,i nie stresuj się.Kocham cię-rozłączył się.
Więc poszłam się przebrać w strój do tańca.Czekałam,aż mnie wezwą, i czekałam,i czekałam,aż jedna dziewczyna wybiegła z płaczem z sali.Chciałam uciekać,ale przypomniałam sobie słowa Leona,które dodały mi otuchy.I jeszcze na końcu powiedział "Kocham cię".Nie mogę go zawieść!Więc gdy tylko wymówili moje nazwisko,weszłam tam i zatańczyłam najlepiej jak mogłam.


Później ,jak wyszłam usłyszałam same pochwały od Angie,Fran,Cami i Maxiego.
-Viola,na pewno się dostaniesz!
-O jacie,nie wiedziałem,że tak superowsko tańczysz!
-Nie masz się o co martwić,było super!
A wtedy cały humor popsuła mi Ludmiła.Podeszła tak po prostu i powiedziała:
-Nie ciesz się tak,jedyna gwiazda w tej szkole to JA!-i odeszła.
-O co jej chodziło?-zapytałam Francescę.
-Ignoruj ją.Ona uważa się za gwiazdę,ale wszyscy są od niej o wiele lepsi.
-Tak,mam nadzieję...Dobra,poszłabym z wami na koktajl,ale umówiłam się z Leonem.Biedny,leży w łóżku z gorączką,katarem i bólem gardła...No dobra,idę się przebrać i do niego pędzę.O dwunastej w Resto?-zapytałam.
-Tak-przytaknęli.
Poszłam się przebrać do łazienki,a z innej kabiny usłyszałam,jak ktoś płacze.Nie mogłam tak po prostu sobie iść,nie jestem taka.Zapukałam i zapytałam:
-Wszystko w porządku?
-Nie,nic nie jest w porządku!
-Mogę wejść?
-Tak,jasne...
Weszłam,i zobaczyłam tam zapłakaną dziewczynę.




-Co się stało?-wyjęłam z kieszeni chusteczkę i jej podałam.
-Bo ja...Ludmiła...Przyjaźń...Nie ma!-krzyknęła i znowu się rozpłakała.
-Aha,chodzi o Ludmiłę.A o co dokładnie?
-Bo my się przyjaźniłyśmy...A ona powiedziała,że już nie chce,bo jestem luzerką.I zostałam sama,bez przyjaciół!Już nie będę taka popularna,jak kiedyś.
-Hmm...Słuchaj,możesz się przyjaźnić ze mną i moimi przyjaciółmi.Nie jesteśmy zbyt popularni,ale myślę,że do nas pasujesz.To jak?-wstałam i wyciągnęłam do niej rękę.
-Okej.Uczysz się tu?-wstała i zapytała.
-Jeszcze nie,ale brałam udział w eliminacjach,a jutro dopiero są wyniki.
-Aha,pewnie przejdziesz.Ci fajni zawsze mają jakiś talent-uśmiechnęła się.
-Serio tak myślisz?To bardzo miłe...
-Słuchaj,muszę iść na zajęcia.
-Dobra,umówiłam się ze swoimi przyjaciółmi w Resto o dwunastej.Przyjdziesz?
-Pewnie.Do zobaczenia!-wyszła.
Ja też wyszłam i poszłam do Leona.Otworzyła mi jego mama.
-Dzień dobry-powiedziałam.-Ja do Leona.Jestem Violetta-uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry.Violetta?A tak,Leon opowiadał,że jesteś jego najlepszą przyjaciółką.
CO?Najlepszą przyjaciółką?Nie powiedział,że jesteśmy parą...No to sobie pogadamy.
-Tak jakby...Gdzie jest Leon?
-A,tak,idź korytarzem i skręć w drugie drzwi po lewej.
-Dziękuję.
Zapukałam do pokoju i usłyszałam słabe "proszę".Weszłam.
-Hej,Leoś-pocałowałam go w policzek.-Lepiej się czujesz?
-Po tym pocałunku o wiele lepiej-puścił mi oczko.
Cóż,jego pokój należał do jednego z tych typowych:łóżko,biurko,a na nim komputer,szafa i półka.Nic ciekawego.
-Ta...Mógłbyś mi wyjaśnić,dlaczego twoja mama powiedziała,że opowiadałeś o mnie,że jestem twoją najlepszą przyjaciółką?
-Oj,mama ma sklerozę.Mówię,żeby brała tabletki,ale ona nie chce.Pewnie zapomniała że mówiłem,że jesteś miłością mojego życia i wymyśliła sobie coś.Później to odkręcę-wyjaśnił.-A ta niespodzianka?
-Już,już,panie ciekawski!Napisałam piosenkę,na dwa głosy.Zaśpiewamy?Jak jesteś w stanie oczywiście.
-Na śpiewanie zawsze jestem w stanie!-Leon pozycję leżącą zmienił na siedzącą,a ja usiadłam obok niego.
<przewińcie u góry na drugą piosenkę i wciśnijcie "play">
Jak już zaśpiewaliśmy,zaczęliśmy się do siebie zbliżać i się pocałowaliśmy.Mój drugi pocałunek.Będę je chyba teraz tak liczyć...
-Kocham cię,Leon-powiedziałam i znowu go pocałowałam.Po raz trzeci.
Całowaliśmy się bardzo długo,chyba przez 5 minut i wreszcie się od siebie oderwaliśmy.
-Ja ciebie też,i wiesz co?
-Co?
-Chyba cię zaraziłem.
-E tam,nawet jeśli,to było warte choróbska-uśmiechnęłam się.
-Mówiłem ci już,że cię kocham?-przytaknęłam.-Dobra,a w ogóle,jak ci poszło na egzaminie?
-A wiesz,wywaliłam się i boli mnie kostka...Chyba nic z tego.
-Wiem,że żartujesz.
-Och,ty wszystko wiesz! Zrywam z tobą!
-Wiem,że żartujesz.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobrze mi poszło,jutro są wyniki i bardzo się stresuje.
-Na pewno się dostaniesz.Masz wielki talent!
Później gadaliśmy kilka godzin,aż wreszcie spojrzałam na zegarek.12:30.
-O nie!-krzyknęłam.
-Co się stało?
-Na dwunastą byłam umówiona w Resto z Maxim,Fran,Cami i Naty.
-Naty?
-Ludmiła ją porzuciła,więc zrobiło mi się jej żal.Kurcze,pewnie wydzwaniali,a ja przecież wyłączyłam telefon...Och!
-Spokojnie,oddzwoń i powiedz,że zaraz będziesz.
-Dobra...
Wykręciłam numer Cami i zadzwoniłam.
Rozmowa telefoniczna
-Viola,gdzie ty jesteś?-zapytała wkurzona Cami.
-Sorry,zasiedziałam się u Leona.Zaraz będę.
-Dobra,już się nie gniewamy.I chyba się domyślam,co wy tam robiliście...
-E tam,nie wnikaj w szczegóły.Zaraz będę.
-Dobra,ale możesz mi wyjaśnić-Cami ściszyła głos-czemu tu jest ta Naty?
-Zobaczyłam ją jak płacze w łazience,i powiedziałam,żeby przyszła.Ponoć Ludmiła ją porzuciła.
-Okej...Do zobaczenia.

Rozłączyłam się.
-To ja idę,pa-pocałowałam go w usta.Nie chce mi się już liczyć.-Wpaść później?
-Hmmm...A może się zczatujemy?Chyba i tak cię już wystarczająco zaraziłem.
-Dobra,to wejdź o piętnastej na czat.PA!-pożegnałam się i wyszłam z jego pokoju.-Do widzenia,pani Verdas-pożegnałam się z jego mamą.
-Do widzenia,Violu.Pamiętaj,u nas w domu jesteś mile widziana.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i wyszłam.
Po drodze natknęłam się na Tomasa.
-Cześć Tomas-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Hej.
-Bardzo się cieszę,że ty i Fran...
-Powiedziała ci?
-Tak,chyba nie jesteś zły?
-Nie.Gdzie idziesz?
-Do Resto,mieliśmy się spotkać pół godziny temu,ale...A dobra nieważne.A ty gdzie idziesz?
-Też do Resto.Chodźmy razem,co?
-Okej.
Szliśmy i rozmawialiśmy o egzaminach.
-No,podsumując,bardzo dobrze mi poszło-pochwaliłam się.
-Mi chyba nie...Niechcący przeze mnie ten jak on tam ma...Gregorio ma złamaną nogę.I się na mnie uwziął!
-Przykro mi...Ale na pewno się dostaniesz.
-Tak sądzisz?
-Jasne!
Doszliśmy do Resto i od razu zauważyliśmy stolik naszych przyjaciół.
-Hejka-powitałam się i Tomas też.
-Zamówiłyśmy ci nasz ulubiony koktajl,ale nie było arbuzów,więc jest brzoskwiniowy-powiedziały równocześnie Camila i Fran.Wszyscy zaczęli się śmiać,łącznie ze mną.
Bardzo fajnie nam się gadało.Przekonałam się do Tomasa,oczywiście jako przyjaciela.Gadaliśmy ze dwie godzinki, i wszyscy musieli się zbierać.Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy.


Francesca

Gdy już pożegnałam się z innymi i zostałam sam na sam z Tomasem,podeszłam do niego i go pocałowałam.Tomas odwzajemnił pocałunek.
-Może pójdziemy do kina?-zapytałam.
-Jasne,teraz grają maraton horrorów...
Violetta
Jak doszłam do domu,na stole nie zobaczyłam pysznego obiadku i mojej całej rodzinki w komplecie (nie licząc Jade).Wyczułam dziwną atmosferę.Taką...Smutną.No tak,Ramallo miał zawał.Dopiero teraz sobie to przypomniałam.No,ale skoro nie ma obiadu sama sobie coś zrobię...Poszłam do kuchni,a tam przy stole siedział tata i o czymś rozmyślał.
-Hej,tato-powitałam się.
-O,Violu,w samą porę.Właśnie miałem coś ogłosić.
Po chwili wszyscy zebrali się w salonie.
-Słuchajcie,mam do was ogłoszenie-powiedział tata.-Za kilka dni,a dokładnie to za trzy,ja i Jade bierzemy ślub.Później jedziemy na miesiąc do Paryża,sami.Więc w tym domu ma być święty spokój,dobrze?
Załamałam się.Postanowiłam tego nikomu nie okazywać,wszyscy się zgodzili i poszłam do kuchni.Wstawiłam wodę na herbatę.Czekałam,i czekałam,aż wreszcie woda się zagotowała.Zrobiłam herbatę i poszłam do pokoju.Sprawdziłam na internecie na stronie Studio 21 czy nie ma wyników egzaminów.Jeszcze nie było.Pewnie tak jak w szkole,będą jutro.Starałam się jak najmniej myśleć o ślubie taty i Jade.Ich sprawa.Mi zależy tylko na tym,aby tata był szczęśliwy.
Wybiła piętnasta,więc weszłam na czat.Tam spotkałam Leona.Był dostępny.
V:Hej.
L:Hejka kochanie,co tam ?
V:Niezbyt dobrze...Tata i Jade za trzy dni biorą ślub...
L:Baardzo mi przykro.Ale zobaczysz,niedługo wszystko się ułoży
Rozmawialiśmy tak przez dwie godziny i wreszcie poprawił mi sie humor.Potem niestety Leon musiał się wylogować,bo jego mama zemdlała ZNOWU,jak powiedział i musi się nią zająć.Ta jego matka jest chyba bardzo chora.Skleroza,ciągłe mdlenie...Ja bym poszła z nią do lekarza.Usłyszałam z dołu krzyk taty "kolacja!" Trochę dziwnie to słyszeć od taty,bo zwykle Olga mi to mówiła.Zeszłam,a tam lipna kolacja: kanapki z szynką i sok.
-Tylko tyle?-zapytałam,siadając do stołu.
-Nic innego nie umiem zrobić...-tłumaczył się tata.
-Mówiłam,że ja zrobię kolację,ale twój ojciec się na to nie zgodził-wtrąciła się Angie.
-No trudno.Smacznego-wzięłam na talerzyk dwie kanapki i napiłam się soku.
Później grzecznie podziękowałam i poszłam na górę.Otworzyłam pamiętnik.
Mamo,jest źle.Jade i tata biorą za trzy dni ślub.Wiem,że powinnam się cieszyć,ale jakoś nie mogę.A co do mnie i Leona,jest super,ale Leon zachorował.Napisałam ekstra piosenkę,którą dzisiaj razem zaspiewaliśmy.Egzamin z tańca poszedł mi wspaniale.A moje relacje (przyjacielskie,oczywiście) z Tomasem się poprawiły.Super,że on chodzi z Fran,moją najlepszą przyjaciółką.Dobranoc!
Zamknęłam pamiętnik i położyłam się spać.
____________________________
Podoba wam się? Myślę,że tak ... Jutro albo pojutrze next
 

 
Pocałowaliśmy się.Niby takie "nieromantyczne" miejsce,ale teraz zrobiło się tak miło...Jak już się od siebie oderwaliśmy,Leon powiedział:
-Od dawna na to czekałem.
-Tak,ja też-uśmiechnęłam się.-Odprowadzisz mnie do domu?-zapytałam.-To znaczy,podwieziesz-poprawiłam się.
-Pewnie-Leon złapał mnie za rękę i poszliśmy.
Kiedy już doszliśmy,niestety trzeba było się żegnać.
-Kocham cię,Leon-pocałowałam go w policzek.-Dobranoc-i poszłam.-Hej kochani!-przywitałam się z wszystkimi w domu i zaczęłam tańczyć po całym domu.
-A co ty taka zadowolona?-zapytał tata,wychodząc z biura.
-Nieważne-uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
Otworzyłam pamiętnik i postanowiłam napisać piosenkę na dwa głosy,żeby ją zaśpiewać z Leonem.
No soy ave para volar,
Y en un cuadro no se pintar
No soy poeta escultor.
Tan solo soy lo que soy.
Las estrellas no se leer,
Y la luna no bajare.
No soy el cielo, ni el sol...
Tan solo soy.
Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tu ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, prueba imaginar.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,Y tallarme en tu voz.
No soy el sol que se pone en el mar,
No se nada que este por pasar.
No soy un príncipe azul...
Tan solo soy.
Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tu ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, (lo puedes lograr...)
Prueba imaginar.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
No es el destino,
Ni la suerte que vino por mi.
Lo imaginamos...
Y la magia te trajo hasta aquí...
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, si tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, si tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Y tallarme en tu voz.
Nazwałam ją "Podemos".Jest świetna!Jutro pokażę ją Leonowi.
No i tak,jutro jest egzamin z tańca.Baardzo się stresuję!Dostałam SMS-a,od Fran.Zdziwiłam się,że tak późno,bo jest po dwudziestej pierwszej,ale otworzyłam.
WEJDŹ NA CZAT,SZYBKO!!!
Wykonałam jej polecenie,i gdy weszłam,napisałam.
Violetta:Hej Fran,o czym chciałaś pogadać?
Fran:Kojarzysz Tomasa?
V:Tak,ale co on ma do rzeczy?
F:TO MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA! A POMIĘDZY NAMI COŚ ZAISKRZYŁO!!! AAAAAAAA DZISIAJ POSZLIŚMY DO RESTO,I ZAPROSIŁ MNIE NA RANDKĘ!! No dobra,wyszalałam się,a teraz opowiadaj,jak było na randce z Leosiem.
V:Zerwaliśmy.
F: COOOO ???
V:Żartuję Było super... Pocałowaliśmy się.To był mój pierwszy pocałunek.
F:Serio? Super! I więcej mnie tak nie wkręcaj...Ja już przeżyłam swój pierwszy pocałunek w wieku czternastu lat.
V:Serio ? Z kim ? ? ? ?
F:Nazywał się Buenavertura
V:CO ?Ale dziwne imię hehe
F:Wiem.A pocałunek był PRZEOKROPNY!! Chyba wcześniej jadł krążki cebulowe,to był okropny pocałunek.A trwał tak długo! Chciałam mu się wyrwać,ale cóż...Sorki,idę,bo mój kotek miauczy.
V:Okej.Do jutra!
Fapappapapapaa ! :-)
Wylogowałam się.Super,Fran jest szczęśliwa z Tomasem...Nie mam nic przeciwko temu,aby byli razem.Położyłam się spać i zasnęłam błyskawicznie.



Leon

Byłem w domu i nie mogłem zasnąć.Ciągle myślałem o jutrzejszym i dzisiejszym dniu-jutro jest egzamin z tańca Violetty i od tego zależy,czy dostanie się do Studio.A dzisiaj-chyba nie muszę mówić...Skoro nie mogłem zasnąć,napisałem piosenkę.
Si te preguntas porque
Esta vez no tienes respuesta
Y no entiendes que pasa

Si te enamoras pero
No encuentras bien la manera
De decirle que pasa

Una sensacion
El momento
Tan esperado

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si...

Cuando te acercas
No puedes contener tu cabeza
Y no entiendes que pasa

Y las palabras
Se te enriedan y no vez la manera
De decirle que pasa

Una sensacion
El momento tan esperado

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que no se puede
Corre anda y buscalo

Dile que si...

Ya son nueve
Lo que sigue
Estoy pensando que hacer

El tiempo se acabo
No lo dudes gritacelo

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que nose puede
Corre anda y buscalo

Dile que si
Es lo que importa
Es un temblor, miedo y euforia
Mira que nadie te diga que no se puede
Corre anda y buscalo

Dile que si...

Dile que si...
Nazwałem ją "Dile que si".I wreszcie potem zasnąłem.
Następnego dnia

Violetta
Mój budzik zadzwonił o siódmej rano,a ja,nadal cała w skowronkach ubrałam się i zeszłam na śniadanie.
-Dzień dobry-powitałam się.Wszyscy byli tak jakby smutni...Nawet Angie.-Co się stało,że macie takie miny?-zapytałam,smarując kromkę chleba masłem.
-Ramallo jest w szpitalu-powiedział tata.
-CO?Co mu się stało?-nóż spadł mi na spódnicę i poplamił mi ją.Ale mniejsza o to.
-Prawdopodobnie miał zawał.Jest jeszcze młody,więc nie wiem,jak to mogło się stać...
-O jejciu...A jak tam z Oleńką?Przecież ona kocha Ramallo....-pomyślałam o Oldze,która być może teraz kołysze się na krześle w szpitalu,o mało sama nie dostając zawału nie umiejącą powstrzymać łez.
-Zamknęła się w pokoju,i pewnie płacze-powiadomiła mnie Angie.
Jade była też smutna,co mnie zdziwiło,ale postanowiłam nie wnikać.Razem z Angie poszłam do Studio,a wtedy nigdzie nie widziałam Leona.
-Hej Cami,widziałaś Leona?-zapytałam,natykając się na Camilę na korytarzu.
-Nie,ale słyszałam,czemu go nie ma...-Cami wydawała się być smutna.-Lepiej usiądź-poprowadziła mnie do krzesła.
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe....

_________________________
Hejka,sorki że późno rozdział i krótki,ale dzisiaj napisałam go na szybko,żeby po prostu był.
 

 
Ale ktoś oczywiście musiał ją przerwać.Krzyki jakiegoś dziecka.Leon wynurzył się,więc ja też.Okazało się,że jakieś dziecko się topiło,ale na szczęście od razu ratownicy zareagowali.Pomogli mu.
-Uf...-przerwałam ciszę.
-No...
-To co,kontynuujemy?-zapytałam z nadzieją,że wreszcie uda nam się pocałować.Jakoś teraz tego pragnęłam.
-Wiesz,mam lepszy pomysł...Chodź za mną.
Posłusznie poszłam za Leonem.Wyszliśmy z wody,a potem szliśmy baaardzo długo po jakiś krętych schodach.Wtedy,na samej górze zobaczyłam dwie wielkie rury-czerwoną i zieloną.
-Co to jest?-zapytałam,ujmując Leona za ramię.
-To są zjeżdżalnie.Chodź,zjedziemy razem-zaproponował i wziął mnie za rękę.
-A można tak?
-Nie.
-Yyy...
-E tam,i tak nikt nie zwraca na to uwagi.
-Okej,wierzę ci-uśmiechnęłam się i stanęliśmy w kolejce.
Czekaliśmy z jakąś minutę,a wtedy musieliśmy już się ustawiać.Z przodu usiadłam ja,a za mną Leon,który objął mnie w talii.Czekaliśmy,aż będzie zielone światełk-wtedy dopiero mogliśmy zjechać.I wreszcie ten moment nastąpił.
-Gotowa?-zapytał Leon.
-Gotowa-przytaknęłam.
Zjechaliśmy.Było super!Nie wiem,czego ja się tak bałam.A w objęciach Leona czułam się cudnie.Po prostu...Nie da się tego opisać słowami.Przy samym końcu Leon powiedział do mnie:
-Zatkaj nos!
A raczej krzyknął...Wykonałam jego polecenie,i słusznie,bo na końcu bardzo szybko wparowaliśmy pod wodę.Wynurzyliśmy się i zaczęliśmy się śmiać,sami nie wiedzieliśmy, z czego.
Francesca
Wychodziłam właśnie ze Studio.Tak,późno,ale Gregorio kazał mi "za karę" układać dziesięcio minutowy układ,bo niechcący pomyliłam całą choreografię...No,ale na szczęście skończyłam.Wychodząc,natknęłam się na Tomasa.
-Hej Tomas.Jeszcze tu jesteś?-zapytałam,uśmiechając się.Przecież jestem w nim zabujana.
-Tak,Beto kazał mi odłożyć instrumenty i ogarnąć piwnicę-odpowiedział,trzymając saksofon.-A ty,co tu jeszcze robisz?
-Pomyliłam kilka ruchów w choreografii na zajęciach z Gregorio,więc ten kazał mi ułożyć dziesięcio minutowy układ.
-Już się go boję...
-Nie warto....A kończysz już?
-Tak,a co?
-A bo pomyślałam,że może poszlibyśmy do Resto?-zaproponowałam.
-Jasne,to zaczekaj tu a ja odstawię tylko ten saksofon i już możemy iść-powiedział i poszedł w stronę klasy.

Tomas
Francesca jest super fajna,ale widzę w niej tylko przyjaciółkę.Chociaż,nie znam jej aż tak dobrze.No tak,znam ją od dzieciństwa,ale nie gadaliśmy w ogóle,tylko bawiliśmy się w berka i w chowanego.Ale,jeśli może poznam ją bliżej,będzie z tego coś więcej?Oby.Odłożyłem instrumenty i razem z Fran poszliśmy do Resto.


Violetta

-Co robimy teraz?-zapytałam,jak wyszliśmy z tego basenu.
-Nie wiem,możemy się jeszcze pokąpać,w końcu zostało nam pięć minut.
-Aha.To nie wiem...Pływamy?
-Jasne,ale zaczekaj,zaraz wrócę-powiedział Leon i zniknął gdzieś za drzwiami.
Po chwili wszedł,trzymając coś w dłoni.
-Co to jest?-zapytałam.
-Aparat wodoodporny.Chodź,pójdziemy do wody,porobimy sobie zdjęcia a później będę miał co wrzucić na fejsa-powiedział Leon,po czym trochę się pośmialiśmy,a następnie weszliśmy do wody.
Zanurkowaliśmy,a Leon porobił nam masę zdjęć.Niestety,czas się już skończył i musieliśmy wyjść.Leon zapłacił za pobyt,wysuszyliśmy się i przebraliśmy.
-To ile ci jestem winna za ten strój?-zapytałam,jak wsiadaliśmy do samochodu.
-Nic,Violu.To przecież randka.
-Okej,ale jesteś pewien?
-Jestem,na 100%.
-Spoko.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
-A gdzie teraz?-zapytałam,zapinając pas.
-Do McDonaldsa.Trochę zgłodniałem,a ty?
-Też.
-Mam nadzieję,że lubisz fast foody.
-No,a kto nie lubi?
-A nie wiem...
-Leon...-zaczęłam poważnie.
-Tak?
-Muszę cię spytać o coś ważnego...
-Tak?
-No więc...To trudne...
-Dawaj,mnie możesz wszystko powiedzieć.
-A więc...Puścisz mi oczko?-zapytałam,po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jasne-uśmiechnął się,i zrobił to:


-Uwielbiam,jak to robisz!
Wreszcie dojechaliśmy.Gdy już byliśmy w środku,Leon zapytał:
-Co zamawiasz?
-Hmmm....Nugetsy i frytki oraz jakiś napój niegazowany...Za bardzo nie lubię gazu-uśmiechnęłam się.
-Ok,może być czekoladowy szejk?
-Tak.Ja pójdę zająć stolik a ty zamów.
-Spoks-powiedział i poszedł stanąć w kolejce.Była nawet krótka.
Ja zajęłam stolik przy oknie w kącie.Czekałam z pięć minut i wreszcie Leon przyszedł z jedzeniem.
-Happy Meal?Chyba jesteś na to za stary...-powiedziałam patrząc,jak Leon stawia na naszym stoliku zestaw dla dzieci.
-Wiem,ale nie mogłem się oprzeć tej zabawce!-wyjął z opakowania jakiegoś zabawkowego potwora.Pociągnął za sznurek,a ten powiedział "jestem zły!".
-Wow,na serio ekstra!-powiedziałam z sarkazmem,a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra,jedzmy,smacznego.
Zaczęliśmy jeść,a na koniec,jak każdy z nas skończył,Leon wyjął z opakowania wielki szejk,a po chwili dwie słomki.
-Dali nam taki szejk dla zakochanych-powiedział Leon i wsadził dwie słomki do szejka.
Piliśmy razem i patrzyliśmy sobie w oczy.Kiedy już cały wypiliśmy,postprzątaliśmy ze stolika i poszliśmy do samochodu.
-A teraz,gdzie?-zapytałam,według tradycji.
-Teraz...Możemy się przejść po parku.
-Okej.
Po chwili dotarliśmy,i usiedliśmy na jednej z ławek.Gadaliśmy,śmialiśmy się i tak nagle,powstała wielka cisza.Nawet samochody ucichły,ludzie przestali gadać.I teraz wiedziałam,że to TA chwila.


//Kamila <3
 

 
Gdy wymówili moje nazwisko,chciałam uiekać,ale przyjaciele zaproponowali,że wejdą ze mną i mi zagrają.Więc weszłam...Tak się bałam!Ale zrobiłam to.Poszło mi wspaniale.
Wszyscy byli zachwyceni moim występem...A ja nie posiadałam się z radości!
-Świetnie ci poszło,Violu-powiedziała Angie,która była w komisji.
-Ja też tak sądzę-odparł Pablo,dyrektor.
-Nie było najgorzej...-parsknął jakiś koleś.
-To znaczy,że zdałam?-zapytałam z radością.
-To jeszcze nie jest pewne,bo musisz zdać egzamin z tańca-powiedział Pablo.
-Okej,dziękuję!-zadowolona wyszłam z sali.Tam czekał na mnie Leon.
-I jak?-zapytał.
-Super!Powiedzieli,że byłam świetna i tak dalej,ale jeszcze muszę zdać egzamin z tańca,będzie on jutro.

Tomas

Zrezygnowałem z planu Ludmiły.Bo przecież skoro Violetta jest szczęśliwa z Leonem,to spoko.Oczywiście,jeśli tylko ona z nim zerwie na dobre,ja wystartuję.Ale jeśli ja będę brał w tym udział,nie będę wiedział,czy Viola obdarza mnie tym samym,co ja ją...Więc od razu po egzaminie ze śpiewu podszedłem do Ludmiły i powiedziałem:
-Ludmiła,rezygnuję z planu.Jeśli Violetta jest szczęśliwa,to ja też.
-Okej,skoro chcesz...Ale to w sumie dobrze.Bo ja chciałam spróbować z tobą tak,no,wiesz...Na serio-zaproponowała.
Mnie zamurowało.
-Nie.Przepraszam,ale ja nie darzę cię uczuciem-odpowiedziałem.
Ona odbiegła z żalem.Troche mi było jej żal,ale cóż..Nie jest w moim typie.Ja jestem raczej...Miły.A po niej od razu widać-to jest tylko pusta blondynka,która uważa się za gwiazdkę.

Violetta

-Jestem z Ciebie taki dumny-nie wychodził z podziwu Leon.
-Leon,nie musisz ciągle tego powtarzać-uśmiechnęłam się.
-Okej,okej.Poszedłbym z tobą na koktajl,ale niestety-muszę jeszcze zaplanować naszą dzisiejszą randkę-posmutniał.
-Nie smutaj,Leon,bo ja będę smutna-zrobiłam minę smutnego szczeniaczka-to moja specjalność.-A poza tym,mogę iść na koktajl z Cami i Fran.
-To idź.A ja wszystko zaplanuję.Na razie-puścił mi oczko.Czy ja już mówiłam,że kocham,jak on mi puszcza oczka?
Pomaszerowałam do Cami i Fran,które CHYBA przyglądały się mnie i Leonowi.
-A co wy,podglądacie?-zapytałam,siadając koło nich.
-Nie,po prostu stoicie na środku korytarza,to patrzymy-wymyśliła Cami.
Wszystkie we trzy wybuchnęłyśmy śmiechem.
-To co się tam pomiędzy wami kroi?-zapytała Fran.
-Nie kroi się,tylko już się ukroiło.Chodźcie do Resto,to wam opowiem-zaproponowałam.
-Okej-przytaknęły dziewczyny.
Ruszyłyśmy do Resto.Po chwili byłyśmy już na miejscu.
-Co tam chcecie,girls?-zapytał Luca,jak zajęłyśmy stolik.
-Trzy razy brzoskwinia+arbuz-zamówiła Francesca.
-Czytasz w moich myślach!-powiedziałam równo z Cami,i wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Gdy już dostałyśmy koktajle,zaczęłam opowiadać.
-No i właśnie wtedy Leon zaprosił mnie na randkę.Dzisiaj mówił,że jeszcze musi coś zaplanować...-skończyłam.

Camila

-O jacie!Nawet nie wiesz,jak ja marzę o takim wspaniałym związku..Zaledwo dwa dni chodzicie,a już jest super-rozmarzyłam się.
-Cami,na pewno znajdziesz niedługo tego jedynego-pocieszała mnie Violetta.
-No tak.Jeśli będę ostatnią dziewczyną na ziemi-powiedziałam sarkastycznie i skończyłam koktajl.
-Cami,nie przesadzaj.Jesteś super-przyznała Fran.
-Zgadzam się.I mam pomysł,co poprawi ci humor...Razem z Beto grzebaliśmy w różnych piosenkach.Znalazłam Veo veo,a on powiedział,że to wasz kawałek-zaczęła Viola.
-Tak.I?-tak,wiem.Jestem ciekawska.
-Chodźcie,zaśpiewamy!-Viola,nie czekając na naszą odpowiedź podeszła do Luci i zamówiła występ.Natychmiastowy,jak się domyślam.Więc po chwili wszystkie znalazłyśmy się na scenie.



Poprawiło mi to humor.Ale niestety,Fran,po zejściu ze sceny powiedziała:
-Miło było,ale się skończyło...Muszę iść na zajęcia.Gregorio zrobił się ostatnio bardzo natrętny,i wezwał mnie,Napo i Maxiego na oddzielne lekcje.Powiedział,że ma zamiar jednego z nas wziąć na jakieś taneczne zawody.Tyle,że ja nie chcę.No dobra,zmykam.Miłej randki Violu!-i poszła.
-No to co,Vilu,denerwujesz się?-zapytałam,przesiadając się bliżej Violi.
Ale ona mi nie odpowiadała.
-Violu,halo!!
Już wiem,na kogo się tak zapatrzyła.Na Tomasa,oczywiście.Ale ona jest z Leonem,a poza tym,Tomas to marzenie Francesci.Vilu chyba o tym nie wie...
-Violetta,ocknij się!-walnęłam ją lekko w ramię.
-Co?No co?!-zapytała,jakby dopiero co się wybudziła ze snu.
-Czemu się tak patrzysz na Tomasa?
-Co??
-Jesteś wspaniała,ale kłamać to ty nie umiesz.Ty coś do niego czujesz,nie?
-Nie,nie...Chyba.Nie wiem!Ale wiem,że kocham Leona.
-No i dobrze,bo Tomas to marzenie Fran.
-Serio?
-Serio serio.A teraz sorki,zaraz mam zajęcia z Angie.Pa!-przytuliłam ją na pożegnanie.

Później o 18:30
Violetta
Siedziałam w kuchni.Strasznie zamyślona.Przypominałam sobie rozmowę z Cami.
"-Czemu się tak patrzysz na Tomasa?
-Co??
-Jesteś wspaniała,ale kłamać to ty nie umiesz.Ty coś do niego czujesz,nie?
-Nie,nie...Chyba.Nie wiem!Ale wiem,że kocham Leona."
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu.To był Leon.Odebrałam.
-Halo?-powiedziałam
-Hej Violu,tu Leon,wszystko już gotowe.Jesteś gotowa?-zapytał.
-Jasne,a co?
-A bo wiesz,nie chce mi się czekać pół godziny,więc mogę przyjechać po ciebie teraz.
-Okej-bez zawahania odpowiedziałam.
-Dobra,będe za pięć minut.
-Do zobaczenia-rozłączyłam się.
Skoro mam pięć minut,poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż.Myślę,że Leonowi spodoba się mój strój.W sumie,to nie było nic wielkiego...


Nie wiedziałam,jak się ubrać,bo Leon nie powiedział,gdzie idziemy.Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.To pewnie Leon,pomyślałam,i poszłam otworzyć.I miałam rację.
-Hej!-rzuciłam mu się w ramiona.
-Hej.Pięknie wyglądasz-powiedział.
-Dzięki,ty też.Powiesz mi wreszcie,gdzie idziemy?-zapytałam z ciekawością.
-Dowiesz się za chwilkę.Jedziemy już?
-Tak.Ja wychodzę!-krzyknęłam tak,żeby wszyscy usłyszeli.
Wyszliśmy i wsiadłam do auta Leona.Było bardzo zadbane,jak na chłopaka,oczywiście.
-Super masz autko-powiedziałam.
-Dzięki.Zapinaj pasy,bo będzie ostro!-powiedział Leon,po czym zaczął jeździć z 20 km na godzinę.
-Serio?
-Hahaha,robię sobie żarty-przyspieszył,a ja się zaśmiałam.
Po kilku minutach byliśmy już na miejscu.
-Centrum handlowe?Ale romantycznie-powiedziałam sarkastycznie.
-To tylko część randki.A teraz idziemy po strój kąpielowy dla nas.
-Co?Ty chyba sobie żarty robisz-nie mogłam uwierzyć.
-Nie,nie robię.Idziemy!-pociągnął mnie za rękę.Cóż,nie mogłam odmówić.Ale Leon jest fajny.Na pewno coś wymyślił.
Weszliśmy do jakiegoś sklepu z odzieżą-ja zmierzałam w stronę działu żeńskiego,ale Leon mnie zatrzymał.
-Ty wybierzesz strój dla mnie,a ja dla ciebie-powiedział.
-Super się zapowiada...
Poszłam do działu męskiego.Cóż,nie było się nad czym zastanawiać-wszystko było czarne,brązowe i granatowe...Zaraz,chwila! Znalazłam jasne,neonowe zielone gacie.Wezmę je.

Leon

Kurczę,tyle kolorów,fasonów...Ale wybrałem strój dwuczęściowy.Wziąłem taki w kolorowe kwiatki,bo to pasuje do Violi.Po chwili wpadliśmy na siebie przed przymierzalnią.
-Przymierz-powiedzieliśmy jednocześnie.
-Okej...Neonowe?-zapytałem.
-Tak,a co?Sam mi kazałeś wybierać-Violetta przejęła swój strój i poszła do przymierzalni.Ja poszedłem obok.A to cwaniara.Będę się wyróżniał tam,gdzie jedziemy...Przymierzyłem portki i krzyknąłem do Violetty:"Dobre!"Ona odpowiedziała mi tym samym.Przebrałem się i wyszedłem.Violetta czekała już na mnie przy kasie.Zajęła kolejkę.Po chwili była nasza kolej.Zapłaciłem i poszliśmy z powrotem do auta.
-Co ty knujesz?-zapytała Viola,po raz kolejny.
-Za chwilę się dowiesz.
Jechaliśmy przez kilka minut,aż wreszcie dotarliśmy.

Violetta
Serio?Basen?Tyle że ja nie umiem pływać.
-Leon,basen?Na serio?-zapytałam.
-Tak.A co,nie umiesz pływać?
-Czytasz w moich myślach.Nie,nigdy nie pływałam.
-Spokojnie,nauczę cię.Będzie jeszcze fajniej-puścił mi oczko.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy się przebrać.
-Tak w ogóle,to do której jest ten basen?-zapytałam,ale Leon mi nie odpowiedział.Wciąż patrzył się na moje ciało.-LEON!
-Tak,tak...Aha,do 220.
-I będziemy tu do...
-Aż nam się znudzi.
Popatrzyłam na niego swoim wzrokiem,który mówił:"Serio?"
-No dobra,mamy bilet na dwie godziny.
-Spoko.Idziemy?
-Tak.
Weszliśmy,a ja zobaczyłam trzy baseny-jeden dla małych bobasków,w którym nikogo nie było,drugi dla wszystkich i trzeci-głębszy,od metra sześćdziesiąt.
-Do którego idziemy?-zapytałam.
-Do tego głębokiego.
-Uuu...Trochę się boje.
-Nie bój się...Jestem z tobą.
Przez godzinkę Leon uczył mnie pływać,i wreszcie wszystko opanowałam.Zanurkowaliśmy razem z otwartymi oczami i powoli zbliżaliśmy się do siebie...To była cudowna chwila.
~~~~~~~~
No,a teraz myślcie co będzie dalej

//Kamila <33
 

 
Violu,wybaczysz mi?-zapytał.
A ja odpowiedziałam:
-Tak,ale pod jednym warunkiem....
-Pod jakim warunkiem?-zapytał zaciekawiony Leon.Uśmiechał się do mnie.
-A pod takim...Zaśpiewaj ze mną w Resto.
-I tyle?-zdziwił się.
-Tak!A co ty chciałeś?
-A nie wiem...żebym cię pocałował czy coś...
-Oj,wariacie,za dużo wymagasz! A teraz chodź,może znajdzie się dla nas miejsce-pociągnęłam go za rękę i poszliśmy w stronę Resto.
-Na pewno nam się znajdzie miejsce,bo Luca,właściciel Resto Bandu,to brat Francesci i wie,że jesteśmy jej przyjaciółmi.
-A o mnie wie?
-Nie wiem,ale o mnie na pewno,więc się nie martw-uśmiechnął się do mnie i złapał mnie za rękę.
Leon
Super,że Violetta mi wybaczyła!Mam z głowy tą wredną i głupią Ludmiłę...Ona była po prostu popularna,dlatego z nią chodziłem.Ale gdy poznałem Violettę...Cały się zmieniłem.Na lepsze.Gdy już doszliśmy do Resto bandu,siedzieli tam:Fran,Cami,Maxi,Braco,Napo i najgorsze-Tomas.Po co on tu przylazł?Nie no sory,trochę wariuję.A jak on się patrzy na Violę...Mam go serdecznie dosyć!Chyba Violetta już mu dała do zrozumienia,że pomiędzy nimi do niczego nie doszło ani nie dojdzie.Teraz jeszcze bardziej chciałem zaśpiewać z Violettą,bo pokazałbym Tomasowi,że ona kocha MNIE,a nie JEGO.Pogadałem z Lucą,a Viola w tym czasie poszła do Camili i Francesci.

Violetta
W czasie gdy Leon poszedł załatwić nam występ,ja poszłam do Cami i Fran.
-A więc ty i Leon...-rozpoczęła rozmowę Francesca.
-Tak,wszystko sobie wyjaśniliśmy i jesteśmy parą.A teraz jak nam Leon załatwi u Luci,zaśpiewamy razem.
-Super!Akurat przyszłyśmy, a tu taka niespodzianka-wtrącił się do rozmowy Maxi.
-Tak,ale nic nie jest pewne.Wiecie,Luca się zmienił,ale to nie znaczy,że da wam wystąpić.
Wtedy Luca wszedł na scenę i zapowiedział:
-A teraz powitajmy wielkimi brawami Violettę i Leona,którzy zaśpiewają nam piosenkę "Voy por ti"!!
-No i się udało-uśmiechnęłam się a potem poszłam do Leona.
On złapał mnie za rękę i weszliśmy na scenę.Wtedy on zaczął grać na keyboardzie.Byłam zdenerwowana,ale zarazem czułam się tak lekko.I zaczęliśmy śpiewać.
Wszyscy nam bili brawo.Teraz dopiero dotarło do mnie,jak bardzo kocham Leona.
Wtedy ktoś wybiegł.Nie miałam wątpliwości,że to Tomas.Zrobił się zazdrosny.Ale wolałam nie psuć tej chwili dlatego jak zeszliśmy ze sceny,wszyscy nam pogratulowali.I wtedy weszła jakaś blondynka,ubrana na bogato...



-To jest Ludmiła,najlepiej ją ignoruj-szepnął do mnie Leon,kiedy ona weszła.
A więc to ta moja "konkurencja"?Trochę się zdziwiłam,że Leon z nią chodził,no ale dobra.
-Przegapiłam coś?-zapytała na cały bar.
-W sumie to tak.Viola i Leon śpiewali.Byli fantastyczni!-powiedziała Cami.


Ludmiła

Viola,Viola...VIOLETTA!To ona zepsuła mój związek z Leonem.
-Violu,mogę cię prosić na chwilę?-zapytałam,planując zemstę.
-Yy...-zająkała się.Co ona,nie umie mówić?-Jasne...
Na szczęście Leon tego nie słyszał.Poszłam z nią na stronę.
-To ty zniszczyłaś mój związek z Leonem!Jeszcze zobaczysz...
-Okej,to wszystko?
CO?Jak ona mogła tak zareagować??
-Masz szczęście,że nie chodzisz do Studio.Wtedy zgniotłabym cię jak robala swoim talentem!-zaczęłam krzyczeć.
-W sumie to ja zgłosiłam się do Studio.
-Ha!Po co? Żeby cię poniżyli?Wątpie,że się dostaniesz,ale warto spróbować,w twoim przypadku-powiedziałam ironicznie.
-Słuchaj,nie mam czasu na kłótnie z kimś,kto uważa się za gwiazdę.Wybacz-weszła do Resto.
Twarda z niej sztuka,ale na razie.Zobaczymy,jak zareaguje później.


Angie

-Co?Pablo,nie baw się ze mną w te gierki,tylko powiedz,co ty knujesz?-zapytałam,mając dość zachowania Pabla.
-Nic nie knuję,po prostu Antonio odszedł z roli dyrektora,i obsadził te rolę na mnie-uśmiechnął się.
-Serio?Nie wierzę!-przytuliłam go.-Gratulacje!
-Dziękuję.A teraz może skusisz się na koktajl?
-Jasne-powiedziałam i razem z Pablo ruszyliśmi do Resto.

Leon

Nienawidzę Ludmiły...Teraz nawet mi się w głowie nie mieści,że kiedyś byliśmy razem!Ale dzień już się kończy,a na nią szkoda marnować czas.Podszedłem do Violetty.
-Viola,może przejdziemy się po parku?-zapytałem,ujmując ją za rękę.
-Jasne,tylko wezmę torbę-odpowiedziała po czym oddaliła się do innego stolika.A ja w tym czasie chciałem coś załatwić z Tomasem...I tak zrobiłem.
-E ty,Tomas-zacząłem.
-Co chcesz?-spytał,zakładając ręce.
-Nie udawaj,że nie wiesz.Widziałem jak się patrzysz na Violettę...A ona jest moja,jasne?
-Tak,ale mi się spodobały jej spodenki.
-Dziwnym trafem,Viola ma na sobie dziś spódnicę.
-No i?Mnie ona nie obchodzi,bo...Ja mam dziewczynę!
-Ta?A która jest tą szczęściarą?
-Yyy...-zaciągnął do siebie Ludmiłę.-Ludmiła!
-Ale co ja?-zapytała,jakby nie wiedziała,o co chodzi.I chyba tak właśnie było.
-Ty jesteś moją dziewczyną,nie pamiętasz?

Ludmiła

Nie wiedziałam,co ten chłopak gada.Nigdy wcześniej nie widziałam go na oczy.Ale podsłuchałam trochę rozmowy jego i Leona...TOMAS CHCE MU ODEBRAĆ VIOLĘ! A skoro ja z nim będę,Viola i Leon zrobią się zazdrośni i zerwą...Super plan,Ludmi!Ale w sumie,nawet ładny ten chłopak.
-Tak,tak,po prostu nie wiedziałam o co chodzi,tak mnie zaciągnąłeś-cmoknęłam go w usta.-No,Leon,to jest mój najlepszy chłopak na świecie,Tomas...
-Okej,nie obchodzi mnie to.W sumie dobrze,że jesteście razem,bo Tomas wreszcie odczepi się od Violetty-Leon sobie poszedł.
Ja wyjaśniłam Tomasowi mój szatański plan,a on się zgodził.Ale jest jeden mały problem-chyba Tomi troche mi się podoba...Myślę,że ja mu też.

Tomas

Ten plan Ludmiły był ekstra!Chociaż nie jestem taki...No wiecie,"zły",muszę mieć Violettę.Leon na nią nie zasługuje!


Violetta


Gdy brałam torebkę,słyszałam tą kłótnię Leona i Tomasa.I również to,jak Ludmiła pocałowała Tomasa.Jestem zazdrosna?Chyba...Violetta,myśl pozytywnie.Leon to najlepsze,co mogło cię spotkać.A Tomas się od ciebie odczepi.Leon do mnie podszedł.
-Idziemy?-zapytał i złapał mnie za rękę.
-Tak,jasne-uśmiechnęłam się.
Gdy sobie tak szliśmy,rozmawialiśmy o różnych rzeczach,i wreszcie dotarło do mojego przesłuchania do Studio.
-Stresujesz się przed jutrem?-zapytał Leon.
-Nie,nie...Tak.Bardzo!Nie wiem,czy dam radę...-wątpiłam.
-Na pewno dasz radę.Wszyscy bili nam brawo,kiedy śpiewaliśmy.
-Tak,ale to dzięki tobie.Z tobą niczego się nie boję-wtuliłam się w niego.
-Kocham cię,Viola.
-Ja ciebie też,Leon.
Uśmiechnął się.
-Masz ochotę na loda?-zapytał,idąc razem ze mną w stronę lodziarni.
-Jasne,tylko chyba nie wzięłam portfela-powiedziałam grzebiąc w torbie.Rzeczywiście,nie było go tam.
-Spokojnie,ja zapłacę.
-Serio?Mogę ci później oddać-zaproponowałam,ale Leon pokręcił głową.
-Nie trzeba.Skoro jesteśmy parą,to chyba mogę za ciebie płacić?
-No tak-uśmiechnęłam się.-To ja poproszę dwie gałki:czekoladową i smerfową.
-Smerfowa?To taka jest?
-Jasne!To jest mój ulubiony smak.Ubóstwiam to.
-Dobra,koniec gadania.Pójdę zamówić,a ty idź na jakąś ławkę czy coś-puścił do mnie oczko.
-Okej.Leon,i jeszcze jedno.
-Tak?
-Lubię,jak puszczasz mi oczka-uśmiechnęłam się.
Leon znowu puścił mi oczko,a ja poszłam na ławkę.Po chwili Leon przyszedł z lodami.Gadaliśmy,śmialiśmy się...Zachowywaliśmy się naturalnie.Gdy już zjedliśmy lody,Leon chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Violetto Castillo,czy dasz zaprosić się na randkę?-zapytał,a ja zaniemówiłam.
-T,Tak!Jasne,oczywiście!-rzuciłam mu się w ramiona.
-To przyjdę po ciebie jutro o siódmej wieczorem-zaproponował.
-Okej.Robi się już późno,muszę iść.
-Odprowadzić cię?
-Jasne.
I znowu to robiliśmy.Śmialiśmy się,gadaliśmy.Ale już doszliśmy do mojego domu.
-Było ekstra Leon,naprawdę super się z tobą bawiłam.
-Mnie również było miło-ukłonił się.
Roześmiałam się.
-Do zobaczenia jutro-cmoknęłam go w policzek.
-Do zobaczenia-puścił oczko,a ja uśmiechnięta weszłam do domu.
Szybko ten czas zleciał,jest już osiemnasta.
-W samą porę-powiedział tata.-Akurat przyszłaś na kolację-uśmiechnął się.
A ja postanowiłam zapomnieć o naszej porannej kłótni,bo nie chciałam sobie psuć humoru,a tym bardziej-tacie.
Oleńka zrobiła nam pyszną sałatkę i kanapki.Ja zjadłam dwie kanapki i trochę sałatki,a później wypiłam herbatę.Podziękowałam i poszłam na górę.Wyjęłam pamiętnik i zaczęłam pisać.
"Dzisiaj zrozumiałam,jak Leon jest dla mnie ważny.Kocham go!Jutro jest mój wielki dzieńrzesłuchanie do Studio.Trochę się denerwowałam wcześniej,ale Leon dodał mi otuchy.A Tomas wreszcie da mi spokój,bo zaczął chodzić z Ludmiłą.A poza tym,jutro ide na moją pierwszą randkę z Leonem.Dzisiaj zaśpiewaliśmy razem "Voy por ti" w Resto Bandzie,przy nim czułam się swobodnie.Co by tu jeszcze napisać?Chyba nic nie ma.Tak czy siak,dzisiaj był super dzień.Leon mnie trochę zranił,ale później mu wybaczyłam.Z nim nie sposób się nudzić,jest zabawny i miły.Szkoda,że cię nie ma,mamo,na pewno byś go polubiła."
Odłożyłam pamiętnik,umyłam się i przygotowywałam się do snu.Wtedy dostałam SMS-a.To był Leon.
"Dobranoc,słonko "
Uśmiechnęłam się do telefonu i odpisałam:
"Kolorowych snów,kochanie ♥."
Potem położyłam się spać.

Następnego dnia o 80
Wstałam bardzo wypoczęta.Ubrałam się i zeszłam na śniadanie.Dzisiaj jest..Środa.
-Dzień dobry-powitałam się z wszystkimi.
-Dzień dobry-odpowiedzieli jednocześnie Angie i tata.
-A coś ty taka wesoła Violu?-zapytała Jade.Trochę mnie to wkurzyło,bo zwykle się mną nie interesowała,ale nie miałam zamiaru psuć sobie przez nią dnia,więc grzecznie odpowiedziałam:
-Bo dzisiaj mam pierwszą randkę z Leonem-uśmiechnęłam się.
Tata zakrztusił się herbatą.Wszystkie rzuciłyśmy się mu z pomocą.
-Tato,nic ci nie jest?-zapytałam z troską.
-Nie,nie...
Zjadłam śniadanie i razem z Angie ruszyłyśmy do Studio.
-No,Violu,dziś jest twój wielki dzień.Przesłuchanie,i do tego pierwsza randka...-zagadała Angie.-Jak się czujesz?
-Dobrze.Nie mogę wyrzucić z głowy wczorajszego dnia.Było tak pięknie...Doskonale się czuje z Leonem.To chyba ten jedyny...
-Gratuluję ci,Violu.
Wreszcie dotarłyśmy do Studio.
-Powodzenia ci życzę-powiedziała Angie,a ja się tylko uśmiechnęłam,bo nie należy dziękować,gdy ktoś powie "powodzenia".
Po drodze wpadłam na Cami,Fran i Maxiego.Gadaliśmy przez chwilę o wszystkim i o niczym.Wtedy zobaczyłam Leona.Na pożegnanie rzuciłam tylko "do zobaczenia" i od razu pobiegłam do Leona.
-Hej Leon-przytuliłam go.



-Hej.Śniłaś mi się,cały czas o tobie myślałem-uśmiechnęłam się.
-Ja też...Trochę się stresuje przed przesłuchaniem...
-Nie bój się,wszystko będzie dobrze.Zobacz,mam coś dla ciebie-wyciągnął z torby misia z napisem: dla mojej ukochanej Violi ♥.
-Dziękuję!-przytuliłam Leona.Muszę zmykać,zaraz moja kolej na przesłuchanie...
-Dobrze,pa-cmoknął mnie w policzek i poszedł na zajęcia.
Po kilku minutach stałam z Maxim,Cami i Fran przed drzwiami do przesłuchania.Gdy wymówili moje nazwisko,chciałam uiekać,ale przyjaciele zaproponowali,że wejdą ze mną i mi zagrają.Więc weszłam...Tak się bałam!Ale zrobiłam to.Poszło mi wspaniale.


Podoba wam się rozdział?Mnie tak,mam wenę!!! Ale rozdział krótki.No cóż,tak bywa ♥♥ Pamiętajcie,jak się uda dodam jeszcze jeden rozdział


Nowy podpis :
//Kamila <33
 

 
Przepraszam,troche zaniedbałam bloga. W zamian, napisze 2 rozdziały Czekajcie <33 (66 ODWIEDZIN > )
 

 
Na początek chcę wam napisać.. że dziękuje za 48 licznik odwiedzin <3 Na mnie.. no prosze Kocham was <3

Rozdział :

Tomas zaczął się do mnie zbliżać.
-Violetta?

-Violetta?-powiedział jednocześnie Leon z moim tatą.
Natychmiast puściłam ręce Tomasa i... I nic.Bo do kogo miałam pobiec?Do taty,czy do Leona?Więc po prostu podbiegłam do nich obojga.
-Uwierzcie mi,to nie tak...Tomas sam mnie zaczepił.Miałam zamiar iść do Leona.
-Violetto mówiłem ci,że jesteś za młoda na takie sprawy!-krzyczał na mnie tata.
-Ale tato!
-Żadne ale.Chodź,idziesz ze mną!-złapał mnie za przedramię i pociągnął.
Wyrwałam mu się.
-Leon,uwierz mi-złapałam go za rękę-ja nic nie zrobiłam.Nie chcę być z Tomasem,tylko z tobą.Kocham cię...
-Wierzę ci-odpowiedział Leon,a ja się do niego przytuliłam.
-Violetta,to niemożliwe.Przecież widziałem,jak patrzyliśmy sobie w oczy...Gdyby nikt nam nie przeszkodził,na pewno byłby z tego pocałunek!-wtrącił się Tomas.
-Tomas,chcę być z Leonem.Zrozum to!-wytłumaczyłam mu.
-Dosyć tego Violu.Idziemy!Masz przechlapane-tata pociągnął mnie w swoją stronę,a ja dałam znać Leonowi,żeby zadzwonił.Tata na szczęście tego nie widział.

Tego samego dnia na kolacji
-Violetta,dzisiaj przesadziłaś-zaczął rozmowę tata.
-Nie wiem,o czym mówisz.Rozumiem twoje postępowanie,boisz się o mnie,ale to nie moja wina,że się zakochałam!
-Viola,nie podnoś na mnie głosu.
-Straciłam apetyt-powiedziałam i poszłam na górę.
Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko.Wyciągnęłam pamiętnik i narysowałam tam Leona.A zaraz obok Tomasa.Ale siebie nie.W ogóle czemu ja myślę o Tomasie?Chcę być z Leonem!Chcę jak nigdy.W tym momencie zadzwonił telefon.To był Leon.
-Hej Violetta,już lepiej?-cieszyłam się,że Leon się o mnie martwi.
-Nie bardzo...Tata jest na mnie zły i przez to jest mi bardzo smutno.A u ciebie jak?
-Dobrze...Ale teraz nie rozmawiajmy o mnie,tylko o Tobie.
-A może o nas?Bo ja nie wiem...Jesteśmy parą,czy nie?
-A chciałabyś?
-Tak,bardzo.Kocham cię Leon.
-Ja też cię kocham Violu.Ale obiecuj mi,że jak tylko spotkasz tego durnia Tomasa,nawet się do niego nie odezwiesz.
-Obiecuję.Muszę kończyć.
-Okej,dobranoc słonko.
-Dobranoc-uśmiechnęłam się do siebie i się rozłączyłam.
Potem poszłam się myć i spać.
Następnego dnia rano
Jak rano wstałam przypomniało mi się,że idę do Studio na lekcje gry na fortepianie.Baaardzo się z tego ucieszyłam!Ale nie wiadomo,czy moje relacje z tatą się poprawią...Oby!Szkoda,że akurat wtedy tata musiał tam być.Gdyby poznał lepiej Tom...Leona,na pewno by go zaakceptował.Lecz nie mogę wyrzucić z głowy Tomasa.Te jego wielkie oczy,ten jego wielki pieprzyk na czole...Eh,nieważne.Muszę się opanować!Jestem z Leonem.Ubrałam się i zeszłam na śniadanie.Olga zrobiła jak zawsze pyszne naleśniki,a później postanowiłam pogadać chwilkę z tatą.
-Tato,możemy na chwilkę na stronę?-zapytałam i wstałam od stołu.
-Jasne Violu,ale nie możemy tu?-odpowiedział tata pytaniem na pytanie,a ja tego nienawidzę!
-Tato,no chodź!-zaciągnęłam go do kuchni.-A więc...Przepraszam cię za wczoraj.Poniosło mnie...
-Nie musisz za nic przepraszać,tylko ja muszę.Pozwolę ci się spotykać z tym Leonem,bo to syn mojego kolegi z pracy.Jest bardzo dobry,bo kiedyś miałem szansę go poznać na kolacji...Chwila,ty też wtedy tam byłaś!
-Serio?Czyli ja i Leon znaliśmy się od dzieciństwa! Super.Okej tato,dzięki,że mogę się umawiać z Leonem.
-Ale nie z tym Tomasem,jasne?
-Jasne.A teraz wybacz,ale muszę lecieć na lekcje.
-Dobrze,baw się dobrze!-tata pocałował mnie w czoło.
Cieszę się,że z tatą już wszystko w porządku.Ale jak wbić Tomasowi do głowy,że on mi się nie podoba?
-Angie,zaprowadzisz mnie do Studio?-zapytałam Angie,która jeszcze jadła naleśnika z bitą śmietaną i truskawkami.
-Już,już-odpowiedziała Angie-tylko pójdę na chwilkę do łazienki.
-Okej-uśmiechnęłam się.
-Violu,a co to za ubranie?Totalne bezguście...Może dzisiaj wybierzemy się do sklepu na małe zakupki?A później jeszcze do spa...-zaproponowała Jade.A mnie się jakoś podoba mój strój i nikt inny nie narzeka...
-Jade to miło z twojej strony,ale...-nie wiedziałam co wymyślić.
-Ale to bardzo dobry pomysł,Violu-wtrącił się tata.-Ty i Jade mogłybyście się bliżej poznać,w końcu niedługo Jade zostanie twoją macochą...
-Co?Tato,nie mówiłeś mi,że niedługo weźmiecie ślub!!-byłam bardzo zdenerwowana.
-Ale ja nic takiego nie powiedziałem...
-Co?Jasne,tato ,nie wymiguj się.Mam tego dość! Nienawidzę cię!
-Coś przegapiłam?-zapytała Angie wychodząca z łazienki.
-Nie...Angie,chodźmy już-powędrowałam w stronę drzwi,a zaraz za mną Angie.
Angie przez całą drogę próbowała do mnie zagadać,ale ja dawałam tylko krótkie odpowiedzi,takie jak:"tak","nie","nie wiem". Chociaż na jedno pytanie odpowiedziałam inaczej.
-Viola,a może chciałabyś się zapisać do Studio?Teraz trwają zapisy...Masz wielkie szanse-podsunęła mi pomysł.
-Chciałabym,ale tata...
-Możesz to ukrywać przed tatą.Kiedyś w końcu zrozumie,że twoje powołanie to muzyka.Śpiew.Taniec!-przerwała mi.
-Okej,chyba się zapisze.
-Jest,super!Bardzo jestem z ciebie dumna-uśmiechnęła się do mnie.
Gdy już dotarłyśmy do Studio,zobaczyłam Leona.
-Leon!-podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.


-To ja pędzę,za pięć minut mam lekcje-pożegnała się z nami nasza wierna nauczycielka [tak,wiem ].
-Hej Violu.A co ty taka cała w skowronkach?-zapytał Leon.
-Chodź,to wszystko ci opowiem.
-Spoko.
Leon
Violetta zaciągnęła mnie na pobliską ławkę i zaczęła mówić.
-Dziś rano pogodziłam się z tatą i tata pozwolił mi się z tobą spotykać,bo jesteś ponoć synem kolegi taty z pracy i my oboje znaliśmy się już w dzieciństwie.
-Serio?-nie mogłem w to uwierzyć.Dziewczynę moich marzeń poznałem w dzieciństwie!
-Tak,ale nie przerywaj mi.A więc później jak miałam już wyjść z Angie,to musiałam na nią zaczekać.I wtedy Jade powiedziała,że mam brzydkie ciuchy i musimy się wybrać na zakupy i do spa...
-A kto to Jade?
-Nie mówiłam ci?
-Nie przypominam sobie.
-Jade to dziewczyna mojego taty.Jest szurnięta!A wracając...Ja chciałam wymyślić jakiś pretekst,żeby tylko nie iść,a tata powiedział,że to dobry pomysł,że spędzę trochę czasu i bliżej się poznamy z moją przyszłą macochą...-Violetta trochę posmutniała.-A chodzi o to,że tata mi nie powiedział,że ma zamiar wziąć ślub z Jade.I to mnie wkurzyło.I znowu się pokłóciliśmy.A później jak szłam z Angie byłam bardzo zdołowana,a ona mi zaproponowała,żebym zgłosiła się do Studio żebym się tu stale uczyła,a nie tylko przychodziła na lekcje fortepianu.I to wszystko w tajemnicy przed tatą.Zgodziłam się.Dlatego się ciesze...
-Ale na pewno tego chcesz?-zwątpił Leon.
-Tak.Kiedyś i tak będę musiała powiedzieć tacie,że to robię...Ale to jest moje powołanie,więc nie mogę tego tak sobie zostawić.Kocham to robić!
-Tak,wiem...To może chodźmy,wypełnisz zgłoszenie?-złapał mnie za rękę.
-Dobrze-powiedziałam,ale potem zobaczyłam Tomasa jak zmierzał w moją stronę.-Ale najpierw może przyniesiesz mi wodę?Troche mi zaschło w gardle...
-Okej,zaczekaj tu-powiedział Leon i odszedł.
Za to Tomas podszedł.
-Violetta-zagadał.
-Tomas...Przepraszam za wczoraj.Ale ja chcę być z Leonem,bądźmy przyjaciółmi.A tak w ogóle co ty tu robisz?-zdziwiłam się.
-Idę się zapisać do Studio,chcę się tu uczyć.
-Ja też właśnie szłam się zapisać.
-Fajnie,może pójdziemy razem?
-Nie...Nie chcę,żeby Leon był zły.
-Aha,rozumiem.Ale pamiętaj,przyjaźnimy się,tak?
-Tak,oczywiście.Pa!
-Pa-Tomas wszedł do Studio,a do mnie podszedł Leon.
-Co on znowu od ciebie chciał?-zapytał się Leon dając mi do ręki butelkę wody.
-Nic,Leon.Ja mu tylko wytłumaczyłam,że chcę być z Tobą i żebyśmy zostali przyjaciółmi.Tak więc Tomas to już zamknięty rozdział.Możemy spokojnie być razem-przytuliłam się do niego.-A teraz może pójdziemy wreszcie wypełnić zgłoszenie?
-Pewnie.
Poszłam z Leonem do Studia i wypełniłam kartę.Trzymałam ją z 5 minut,a wreszcie Leon się odezwał:
-Na pewno chcesz to zrobić?
-Tak,chcę.Teraz albo nigdy...
Oddałam kartę dyrektorze szkoły..Zrobiłam to.


Leon
Nie wierzę,że Viola to zrobiła.Jestem z niej taki dumny...
-To co Violu,ja muszę iść na lekcje-przytuliłem ją na pożegnanie.-A ty musisz iść na lekcje fortepianu.Wyskoczymy za godzinkę na koktajl?
-Jasne.Pa!-pożegnałam się z moim chłopakiem.
Potem napotkałam się na Camilę i Francesce.
-Hej Violu,co ty tu robisz?-zapytały mnie.
-Tata załatwił mi tylko lekcje fortepianu,ale bez jego wiedzy złożyłam podanie do Studio-wytłumaczyłam im.-I wiecie,teraz Leon jest moim chłopakiem.
-Serio?-nie mogła uwierzyć Fran.
-A co się tak dziwicie?
-Dziwne,że Leon zerwał z Ludmiłą...Przecież oni tworzyli taką szkolną parę-wytłumaczyła Camila.
-Leon nic mi nie mówił o Ludmile...No nic,zapytam się go.A tak w ogóle to kto to jest Ludmiła?
-Wszystkiego dowiesz się od Leona,a teraz musimy iść na zajęcia.
-Tak,właśnie,pokażecie mi,gdzie uczy Beto?-zapytałam,bo nadal nie mogłam się tu połapać.
-Jasne.Idziesz prosto korytarzem i skręcasz w lewo,zielone drzwi-powiedziała Fran.
-Dzięki.Idziemy za godzinkę z Leonem na koktajl,idziecie z nami?
-Nie ,dzięki-odpowiedziała Cami za Fran i siebie,a potem poszły na zajęcia.
A ja poszłam tak,jak kazały mi dziewczynyrosto i w lewo,zielone drzwi.Dotarłam.
-Dzień dobry-przywitałam się z nauczycielem w lokach,a jemu wypadło jabłko z ust oraz skrzypce z rąk i upadły mu na nogę,więc trochę zapiszczał.-O rany,nic się panu nie stało?
-Nie,a kim ty jesteś?-zapytał podnosząc jabłko,ale znowu mu się wyślizgnęło.
-No tak,jestem Violetta Castillo,miał mnie pan uczyć gry na fortepianie.
-Tak,tak,Violetta Castillo.A więc zobacz,tu masz keyboard,umiesz już coś zagrać?
-Tak,mam napisaną taką piosenkę.
-Dobrze,to zagraj i zaśpiewaj ją.
-Okej-wyjęłam nuty z torebki i zaczęłam grać i śpiewać Te creo.




-Violetta,jestem pod wielkim wrażeniem!Masz wielki talent! Zastanawiałaś się nad zgłoszeniem się do Studio?-Beto był bardzo zadowolony.
-Już to zrobiłam-uśmiechnęłam się.
-Wspaniale!Dobrze,teraz poćwiczymy kilka piosenek,zobacz...

Angie
Właśnie prowadziłam lekcje śpiewu.
-Dobrze,Cami,chodź na środek i zaśpiewaj nam ser mejor po angielsku,chyba już umiesz,tak?-zapytałam.
-Tak,umiem-odpowiedziała Cami,a cały jej zespół zebrał się na środek i zaczęli śpiewać.



-Świetnie!Możecie usiąść.Dostajecie piątki za zadanie.A teraz przydzielę wam kolejne zadanie w parach.Będzie to takziewczyny będą z dziewczynami,chłopacy z chłopakami,dobrze?-zaproponowałam.
Wszyscy się zgodzili.
-Więc teraz zrobimy losowanie.Najpierw dziewczyny.Camila będzie z...Sophią,Francesca będzie z Ludmiłą,a Laura będzie z Leną-wylosowałam.
-Co?Ja nie mogę być z takim beztalenciem!-narzekała Ludmiła.
-Ludmiło,jeśli nie chcesz wykonać zadania w ogóle,to bardzo prosze,oblejesz i wylecisz ze Studio-wytłumaczyłam jej lekko zdenerwowana.-A teraz wy,chłopcy.Braco,będziesz z Napo,a ty Maxi będziesz z Leonem.Wszystko jasne?Macie skomponować jedną piosenkę która ma trwać conajmniej dwie minuty,obojętnie jaki rodzaj.
I wtedy zadzwonił dzwonek.
-Pamiętajcie,macie to na pojutrze,a jutro będę wystawiała oceny za pracę w zespole,ale Cami i jej zespól ma już ocenę,więc tylko drugi zespół występuje-wyjaśniłam,a wszyscy się rozeszli.Ja poszłam do pokoju nauczycielskiego,a tam NA KRZEŚLE DYREKTORA siedział Pablo i grzebał w jakichś papierkach.
-Pablo,złaź!Antonio zaraz cię zobaczy!-zdjęłam go z krzesła.-Za kogo ty się uważasz?Za dyrektora?
-W sumie,to tak...
Violetta
Super bawiłam się z Beto.Był taki niezdarny,że miałam się z czego śmiać.Przypomniała mi się ta sprawa z Lumdiłą,więc posmutniałam.Podszedł do mnie Leon i zapytał:
-A dlaczego moja księżniczka jest smutna?
-Bo dowiedziała się,że masz drugą księżniczkę,Ludmiłę-odpowiedziałam wkurzona.
-Co?Kto ci nagadał takie bzdury?Fakt,byłem z Ludmiłą,ale jak poznałem ciebie,od razu ją rzuciłem.
-Serio?
-Serio.A teraz idziemy na koktajl?
-Tak-uśmiechnęłam się.
Leon
Tak naprawdę nie powiedziałem Violi prawdy...Ja i Ludmiła chodzimy.Ale ja jej nienawidzę,a ona mówi,że jak z nią zerwę,to dopilnuje żeby wyrzucili mnie ze Studio i tak dalej.Nie powinienem się jej bać,ale cóż...DOSYĆ VERDAS!Idziesz do Ludmi i zrywasz z nią,a później mówisz Violi prawdę.
-Violu,zapomniałem telefonu,muszę się po niego wrócić-wymyśliłem na szybko.
-Pójść z tobą?-zapytała.
-Nie,zamów nam koktajle,mnie możesz olbojętnie jaki oprócz truskawkowego-mam uczulenie-wyjaśniłem i poszedłem do Studio,zanim Violetta zadała mi kolejne pytanie.Gdy dotarłem,od razu zauważyłem Ludmiłę.
-Ludmi,musimy pogadać-powiedziałem,a Naty sobie poszła.
-Tak,Leoś?
-Ja już nie chcę z tobą być.Poznałem inną dziewczynę.
-Co?!-była zdenerwowana.-W sumie to ja...nigdy cię nie kochałam!-wybiegła ze Studio.Teraz wystarczyo mi tylko jedno-powiedzieć to Vilu.Nie wiem,czy ona dobrze to przyjmie.Wydaje mi się,że ona jest wrażliwa.Jak dotarłem do Resto Bandu,wziąłem głęboki wdech i wydech i podeszłem do naszego stolika.
-Znalazłeś?-zapytała,a potem wzięła łyk koktajlu brzoskwiniowo-arbuzowego.
-Ale co?-o nie.Ja głupi!
-No telefon.
-Aa...Tak.
-Fajnie.Wzięłam ci wiśniowy.
-Dzięki...Violu..Okłamałem cię.-z trudem wypowiadałem każde słowo.
-Ale...Nie rozumiem.
-No bo..ja twedy jak ci mówiłem,że zerwałem z Ludmiłą to nie była prawda.Ale teraz z nią zerwałem.Przepraszam,to się więcej nie powtórzy.
-Ale czemu mnie okłamałeś?
Violetcie napływały łzy do oczu,tak jak i mnie.
-Bo nie chciałem cię zranić-otarłem jej łzę i chciałem ją pocałować,ale ona mnie odepchnęła i uciekła.
Violetta
Nie wiem,gdzie uciekałam.Oby jak najdalej od Leona.Okłamał mnie.I jak na złość,zaczęło lać jak z cebra...Jak tak biegłam,to Leon mnie dogonił i złapał za rękę.Zaczął śpiewać zwrotkę "Voy por ti",a refren zaśpiewaliśmy razem.
-Violu,wybaczysz mi?-zapytał.
A ja odpowiedziałam:
-Tak,ale pod jednym warunkiem....


~~~~
Jak myślicie,jaki warunek postawi Viola? Rozdział jest szybciej,a to dlatego,że wena mnie łapie.Rozdział postaram się napisać na jutro lub przynajmniej pojutrze. PA!! :-)

 

 
To co powiedział tata ogromnie mnie zaskoczyło.Super!

German
-Violetta,halo!Violetta!-Violetta chyba bardzo się ucieszyła z tej wiadomości.-Słyszysz mnie?
-Tak,tak!Po prostu mnie zatkało.Na serio mogę chodzić do Studio 21?-zapytała Violetta i wtuliła się we mnie.
-Tak,ale...
-O nie! Jednak jest jakieś "ale"?A było tak fajnie...
-Jest jedno "ale",ale...
-No i znowu "ale"?
-Violetto,nie denerwuj mnie.
-Dobra,już nie będę.A więc...
-Tak,możesz chodzić do Studio ale tylko na lekcje fortepianu.
Violetta
Trochę się zawiodłam,że tylko na lekcje fortepianu,ale to zawsze coś.
-Dziękuję tato-mina trochę mi zrzędniała,ale tata na szczęście nic nie powiedział.-Tato,zaczekaj!-zatrzymałam go gdy wchodził do biura.-Mogę wyjść na chwilę?
-Dobrze,ale tylko z Angie.
-Co ze mną?-do pokoju weszła Angie.
-Tata pozwolił mi uczyć się w Studio gry na fortepianie!
-Co?-Angie wyglądała na niezapokojoną.
-To ja zostawię was same-tata poszedł do biura.
-Angie,coś się stało?Wyglądasz na zdenerwowaną...-zdziwiłam się.
-Tak,ale...Dobrze,nieważne.Prywatne sprawy-Angie uśmiechnęła się sztucznie.
-Okej...A więc tata pozwolił mi wyjść tylko z tobą.Zgadzasz się?-zapytałam z nadzieją.
-No nie wiem Violu.Mam teraz dużo pracy i wiesz...
-Angie,proszę,proszę,proszę!-błagałam ją.
-Dobrze,już możesz mnie puścić-zaśmiała się Angie.-To gdzie chcesz iść?-zapytała.
-W sumie to tylko się przejść...Może się natknę na Leona lub Fran,albo Cami,albo Maxiego...-myślałam sobie.
-Aha,rozumiem.Dobrze,to chodźmy może do Studio?
-Okej.Tylko wezmę torebkę-poszłam na górę.


Angie
Czemu ja tak zareagowałam na to,że Viola będzie się uczyła TYLKO gry na pianinie w Studio?Przecież ona wie o tym,że tam uczę,nie wie tylko jednego... Ale zdziwiło mnie jedno:German nie pamięta własnej szwagierki?No dobra,a wracając... Violetta nigdy nie wygada ojcu,że ja uczę w Studio 21.Pomiędzy nami jest taka specjalna więź..Jakby ona wiedziała,że jesteśmy rodziną.Ale nie wie.I lepiej niech na razie tak zostanie.Violetta zeszła z torebką z góry.
-Oo...Violu,a co ty się tak wystroiłaś?-zapytałam,widząc jak Violetta wchodzi w tym:

http://2.bp.blogspot.com/-fbN_vOYbOfM/UerVx6objeI/AAAAAAAAAdw/qGAeDPvSrZI/s1600/1372088167-violetta-madrid-photocall_2189708.jpg (dodaje linki, bo zdj nie wchodza cos )


-Angie,po prostu... Ja się zakochałam-wyjaśniła mi.
-Nie wierzę! Nasza mała Viola się zakochała!-krzyknęła na cały dom Olga,która jak widać nieźle umie podsłuchiwać.
-Olga,co narobiłaś!Tata to usłyszał!-jak Viola przypuszczała,German właśnie wyszedł z gabinetu.
-Violetta kim jest ten chłopak,w którym ponoć się zakochałaś?-zapytał zdenerwowany.
-Tato,to,że ja się w nim zakochałam,to nie znaczy,że on we mnie też.A poza tym mam 17 lat i wiem,co robię.Nie musisz mnie trzymać jak księżniczkę w wieży!A ten chłopak..To Leon.Kocham go.A właśnie teraz,idę do niego. Pa!-Violetta wyszła z trzaskiem drzwi.
-Pójdę za nią...-podsunęłam,ale German mi przerwał.
-Nie,ja to zrobię.
-Ale German!-próbowałam go zatrzymać,ale było już za późno.German pobiegł za Violettą!
Violetta
I znowu musiałam to zrobić!!Uciec z domu,żeby móc spotkać się z Leonem.Ale po drodze niestety wpadłam na tego głupiego Tomasa.
-Hej Violetta-powiedział i uśmiechnął się.
-Tomas,mówiłam ci.Nie kocham cię.Zapomnij o mnie!A poza tym teraz nie mam czasu.
-A co,idziesz się spotkać ze swoim chłopaczkiem?
-O kim ty mówisz?
-Jak to "o kim?" O Leonie!Widziałem was razem jak byliście...
-Leon nie jest moim chłopakiem a poza tym gdyby był,i tak nie musiałabym ci się tłumaczyć,bo nie jesteśmy parą.
-Ale ja wiem,że ty mnie kochasz,nie okłamuj się Violetta-Tomas spojrzał mi prosto w oczy i zbliżał do mnie...Chyba jednak go kocham...
-Violetta?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Już jest,już jest,już jest! wordzie...Trochę krótki,ale za to ciekawy! No przynajmniej ja tak sądzę. Komentujcie!!
 

 


Wstałam wcześniej niż zwykle.Wszyscy jeszcze spali.Ubrałam się i postanowiłam cichutko wymknąć się do Studio.Lekcje pewnie już tam trwają.Zeszłam na dół,wzięłam z kuchni jabłko i wyszłam z domu.Zmierzyłam w stronę tej niesamowitej szkoły.Wpadłam tam na Leona.
-Hej-przywitał się Leon z uśmiechem na twarzy.
-Hej-odpowiedziałam,również pokazując swoje białe zęby.
-Słuchaj,przepraszam cię za wczoraj...Po prostu ja...Zakochałem się w Tobie.Ale za bardzo się pospieszyłem.Nie powinienem cię prawie pocałować.To już się więcej nie powtórzy.A właściwie,co robisz w Studio?
-Nic się nie stało Leon.No... Chodź, usiądziemy na ławkę i wszystko ci opowiem.
Usiedliśmy razem na pobliską ławkę,a ja mu opowiedziałam o tacie,mamie,o tym,jak przyjechaliśmy do Buenos Aires,po prostu historię mojej rodziny.
-Bardzo mi przykro.Ale powinnaś porozmawiać z tatą i wytłumaczyć mu,że chcesz tu chodzić.
-Myślisz,że nie próbowałam?Od lat błagam go,aby puścił mnie do nawet takiej zwyczajnej szkoły,ale on nie chce.Nie mam przez niego przyjaciół,chłopaka i w ogóle nie...
-Violetta!Violetta,co ty tu robisz?
-Angie? Ja... Bardzo mi się podoba ta szkoła i...Ale co ty tu robisz?-zapytałam Angie.
-Ja... Dobrze,muszę ci coś powiedzieć.Leon,zostawisz nas same?
-Tak,do zobaczenia.Aha,i dzisiaj nie mogę przyjść tak,jak się wczoraj umówiliśmy.Nie gniewasz się?
-Nie,no co ty.Pa-odpowiedziałam,a Leon poszedł do środka.
-Słuchaj,muszę ci coś powiedzieć.Ja jestem...Twoją...
-Moją co?
-Pracuję tu jako nauczycielka śpiewu.
-Ale dlaczego ukrywasz to przed tatą?Myślałam,że jesteś tylko guwernantką-zszokowało mnie to,co powiedziała Angie.
-Po prostu mam malutki problem finansowy,i muszę pracować podwójnie.Obiecujesz,że nikomu nie wygadasz?-zapytała mnie z nadzieją.
-Jasne-uśmiechnęłam się,a Angie mnie przytuliła.
-Dobrze,ja już muszę iść,a ty idź do domu...Albo zaczekaj.Odprowadzę Cię,żeby nie było,że się wymknęłaś.
-Okej,dzięki.

Po pięciu minutach doszłyśmy do domu.Tata nie był zadowolony.
-Violetta!-krzyknął,jak weszłam.
-To ja już pójdę-wymigała się Angie.-Pa Violu,do zobaczenia później.
-Pa Angie.
I wyszła.
-Violetta,możesz mi wytłumaczyć dlaczego tak się wymknęłaś z domu?-tata był wyraźnie zdenerwowany.
-Tato,nie wymknęłam się.Wszystko ci wytłumaczę,ale nie krzycz na mnie. A więc...Po prostu wczoraj jak sobie spacerowałam,to zauważyłam taką szkołę muzyczną...Nazywa się Studio 21.Chciałabym się tam uczyć.I dzisiaj tam poszłam,bo chciałam po prostu zobaczyć jak tam jest.Jak wracałam,Angie mnie zobaczyła i przyprowadziła do domu.To wszystko.
-Okej,po pierwsze:Nie chcę,żebyś kiedykolwiek jeszcze to zrobiła,zrozumiano?A po drugie: Mówiłem ci kilka razy,będziesz uczyła się w domu i KONIEC KROPKA!Jedyna muzyka,jaka powinna być w twoim życiu,to pianino.
-To może będę się tam uczyła tylko grać na pianinie?Proszę!
-Nie,wezwiemy ci prywatnego nauczyciela.
-Jak zwykle.Wszystko prywatne,prywatne lekcje,prywatna nauka...Mam tego serdecznie dosyć-poszłam zdenerwowana do pokoju.
Otworzyłam pamiętnik i narysowałam w nim siebie i Leona...A jeszcze obok Tomasa.


Jakie to okropne uczucie!Zakochałam się i w Leonie,i w Tomasie.Ale teraz nie czas o tym myśleć.Chcę znów iść do Studio.Nikt mnie nie powstrzyma.Wyszłam,a nikt mnie nie zauważył.Cudnie! Poszłam do Studio 21,i tam natknęłam się na jakąś paczkę.Były tam dwie dziewczyny i jeden chłopak.


-Hej,uczysz się tu?-zapytała mnie dziewczyna w czarnych włosach i niebieskiej sukience.-Tak w ogóle,to jestem Francesca,to jest Cami a to Maxi-nie dała mi dojść do słowa.
-Hej,Ja jestem Violetta i nie,nie uczę się tu,bo tata nie chce,abym miała cokolwiek wspólnego z muzyką.Ale bardzo bym chciała.
-Bardzo nam przykro...Może pokażesz nam jak śpiewasz?Chodźcie do sali muzycznej-poradziła Camila.
-Dobra,ale trochę się wstydzę.
-Nie wstydź się.Będziemy tam tylko my.
Poszliśmy do jakiejś sali,gdzie było pełno instrumentów.
-Proszę,to moja piosenka.Zagracie mi?-podałam im nuty do "En mi mundo".
-Jasne-Fran zaczęła grać na keyboardzie.
A ja zaczęłam śpiewać.Nigdy nie czułam się tak wspaniale jak teraz.Cały świat był piękny!Oczywiście śpiewałam En mi mundo.Do sali weszli inni... I tak po prostu mnie oglądali.Tam wszedł też jakiś pan,chyba nauczyciel.
-Dzień dobry-powitałam się z nim,jak tylko skończyłam śpiewać.-Ja mogę wszystko wyjaśnić,bo tu...
-Spokojnie.Jestem Pablo,dyrektor tej szkoły.Uczysz się tu?
-Nie,ja tylko...
-Świetnie śpiewasz.Wiesz,trwają teraz zapisy do Studio.Może się zgłosisz?
-Nie,przepraszam,muszę iść-wzięłam torebkę i szybko wyszłam.
Zgłoszenia?Fajnie,akurat przyjechałam,a tu taka niespodzianka.Jedyną przeszkodą jest tata.Prawda,mogę zrobić to za jego plecami,ale sprawy się pokomplikują, i i tak będę musiała mu powiedzieć prawdę,a wtedy nie puści mnie nawet do takiej zwykłej szkoły.Doszłam do domu,na szczęście nikogo nie było w pokoju.Weszłam na górę i zaczęłam śpiewać i tańczyć.Wtedy ktoś zawołał mnie z dołu.Jak zeszłam,stał tam tata.
-Tato,jeśli znowu chcesz na mnie krzyczeć,to nawet nie chcę tego słuchać...
-Ale ja mam dla ciebie niespodziankę...
To co tata powiedział,kompletnie mnie zaskoczyło.BOMBA!



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Jak myślicie jaką niespodziankę ma German dla Violi?

Papa
 

 
Cześć kochani. Jestem adminką na blogu http://violetta014.pinger.pl/ zapraszam Oraz zaraz 3 rozdzial! Jak myslicie Violetta bedzie z Leonem czy Tomasem?

 

 
Udało mi się wejść więc dodaje scenariusz:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
-Nic ci nie jest?-zapytał mnie chłopak w czarnych włosach i pieprzykiem na czole.
-Nie..Dziękuję-wstałam i zaczęłam iść w stronę domu.
-Zaczekaj!Jak masz na imię?Ja jestem Tomas i...
-Tomas,przepraszam,muszę już iść.Pewnie tata mnie szuka.
-Dobrze,przepraszam,ale spotkamy się kiedyś?
-Nie,zapomnij.
-O tobie? To niemożliwe.
-Nie ma rzeczy niemożliwych.W ogóle zapomnij,że to się zdarzyło.
-Ale przynajmniej powiedz mi,jak masz na imię.
-Violetta.Muszę iść.Cześć i jeszcze raz dziękuję-poszłam.
Chyba się zakochałam.Ale tata i tak nie pozwoli mi na związki.Twierdzi,że jestem na to za młoda.Spacerując sobie po okolicy,zauważyłam super szkołę.Postanowiłam do niej wejść.Byli tam sami utalentowani ludzie.



Weszłam do jakiegoś pomieszczenia,a tam ktoś śpiewał.Jakiś fajny chłopak.Śpiewał pięknie,a ja już pomyślałam,że mogłabym z nim zaśpiewać.Więc,jak usłyszałam refren i chłopak drugi raz go śpiewał,zaczęłam śpiewać z nim.Gdy piosenka się skończyła,on popatrzył mi głęboko w oczy.
-Hej,jestem Leon,a ty?-zapytał.
-Violetta.Yym..Przepraszam,nie powinnam była ci przeszkadzać.
-Nie,spokojnie.Pięknie śpiewasz.Chodzisz tu?
-Nie chodzę tu,chociaż bardzo bym chciała.Ale mój tata na pewno by się na to nie zgodził.
-Oh,surowy?
Przytaknęłam.
-Muszę już iść,ale miło było cię poznać.
-Mi ciebie też.Może cię odprowadzić?-zaproponował Leon.
-Dobrze,dziękuję.Ale lepiej nie wchodź ze mną do domu.Mój tata dostaje szału jak widzi mnie z chłopakiem.
-Spokojnie,odprowadzę cię dokąd tylko chcesz.
-Dziękuję Leon.
Przez całą drogę rozmawialiśmy,a ja chyba poczułam to samo,co do Tomasa.Staliśmy już przy moim domu.
-Tak czy siak,myślę,że powinnaś się zapisać do Studia.Pasujesz tam.
-Nie wiem Leon.Ale spotkajmy się jutro.Może w parku?
-Okej,będę czekać.O dwunastej?
-Tak.Dziękuję za radę.
-Proszę.
Leon powoli zaczął się do mnie zbliżać.
-To do jutra!-powiedziałam i zwiałam.
Poszłam do pokoju.Po prostu spanikowałam!To dopiero początek znajomości.Nie mogę go pocałować.

Oczami Germana
Piłem kawę,gdy do pokoju ktoś zapukał.
-Proszę!-krzyknąłem.
Do pokoju weszła jakaś pani,która kogoś mi przypominała.Była bardzo ładna.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.Kim pani jest?
-Ymm...Jestem Angie.
-Aaaa..Pewnie kandydatka na nową guwernantkę dla Violetty?Dobrze,proszę siadać.
-Ale ja nie...Tak dokładnie,przyszłam z agencji dla guwernantek.
-Zna pani języki obce?
-Tak,znam angielski i niemiecki.
-Ma pani jakieś wykształcenie?
-Tak,uczyłam kiedyś w szkole gimnazjalnej i średniej.
-Uczyła pani?
-Tak,uczyłam,ale teraz się zwolniłam bo...szkołę zamknięto,a ja wolałam uczyć indywidualnie.
-Rozumiem...Jest pani genialną kandydatką na guwernantkę Violetty.Zaprowadzę panią do niej.
-Dobrze,dziękuję bardzo.
Oczami Angie
Tak,wreszcie mogę powiedzieć Violi całą prawdę,no i przede wszystkim-zobaczyć ją!
German zapukał do pokoju Violetty,a ona odpowiedziała "proszę".
-Violetto,to jest twoja nowa guwernantka,Maria-powiedział tata Violi.
-Angie.
-Co?
-Mam na imię Angie,nie Maria.
-Och,przepraszam.Tak bardzo pani przypomina mi moją byłą żonę,Marię,że...A zresztą nieważne.Violu,to jest Angie,twoja nowa guwernantka.Zostawiam was same,żebyście się zapoznały.
German wyszedł.
Oczami Violetty
Przybycie Angie tak nagle bardzo mnie zdziwiło.Ale odezwałam się.
-Cześć Angie.No to co mi o sobie opowiesz?
-Oj Violu...Nie wiem,tak naprawdę żyję normalnie...Ty o sobie coś opowiedz.
-Dobrze...Dzisiaj odwiedziłam taką szkołę Studio 21 i chciałabym tam pójść.
-NIE!
-Ale co "nie" Angie?
-Yymm,nic,po prostu słyszałam jak tam uczą i jest po prostu fatalnie,nikt nie jest zadowolony...
-Kłamiesz.Widziałam uśmiechy na ich twarzach.Byli szczęśliwi.
-No dobrze,kłamię.Może coś zaśpiewasz?
-No nie wiem,wstydzę się.Dobrze,dla Ciebie zaśpiewam.

Y vuelvo a despertar
en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar
ni un segundo
mi destino es hoy

Y vuelvo a despertar
en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar
ni un segundo
mi destino es hoy

Nada puede pasar,
voy a soltar
todo lo que siento,
todo, todo
Nada puede pasar
voy a soltar,
todo lo que tengo,
nada me detendrá - zaśpiewałam.

-I co,bardzo fałszowałam?-zapytałam.
-Co? Violu,wcale nie fałszowałaś!Uważam,że powinnaś się otworzyć,wyfrunąć i zająć się muzyką na poważnie!
-Naprawdę?-uśmiechnęłam się.
To wszystko usłyszał też tata i po chwili wszedł do pokoju.
-Angie,czy możesz ze mną wyjść na korytarz?-zapytał tata.
-Jasne-odpowiedziała Angie i wyszła z tatą za drzwi.
Wiem,że to nieładnie podsłuchiwać,ale ja musiałam...Usłyszałam coś.
-Angie,nie życzę sobie,żeby moja córka śpiewała.
-Ale dlaczego?To wrodzony talent,ona powinna go rozwijać!
-Mówię,nie chcę,aby spotkało ją to samo co Marię.
-Dobrze,to się więcej nie powtórzy.Przepraszam-Angie chyba zeszła na dół a tata wszedł do pokoju i uderzył mnie drzwiami w głowę.
-Oj,Violetta,przepraszam.No już,wstawaj-tata pomógł mi wstać.-Czy ty podsłuchiwałaś?
-Tak,niestety,ale musiałam.Nie będziesz decydował o moim życiu.Chcę śpiewać,znalazłam swoją ścieżkę i będę nią krążyć.
-Nie mów do mnie takim tonem.
-To daj mi wyjść z domu,to znaczy samej,iść do szkoły...Marzę o tym.I nie podobało mi się,w jaki sposób odniosłeś się do Angie.
-Idź spać!Porozmawiamy jutro-tata wyszedł,a ja zgasiłam lampkę i poszłam spać.

~~~~~~
Podoba wam się? Ale się cieszę mam 17 czytelników Przynajmniej ktoś mnie czyta <3
Dla was Leonetta <3
 

 
Cześć! Dzisiaj chyba nie będzie scenariuszu siedze od rana i mama mnie wyzywa ale sie postaram dla was
 

 
Oczami Violetty
Wstałam jak zwykle rano.Ten dzień zdawał się być taki,jak każde inne.Najpierw ubrałam się,a potem zeszłam na śniadanie.Wszyscy już tam byli:tata,Olga i Ramallo.Mojej mamy nie było,bo zmarła,gdy byłam jeszcze mała.
-Dzień dobry-powitałam się z rodziną.
-Dzień dobry córciu.Słuchaj,mam dla ciebie niespodziankę...Przeprowadzamy się do Buenos Aires!-powiedział radośnie tata,a ja rzuciłam mu się w ramiona.
Buenos Aires to moje rodzinne miasto.Przeprowadziliśmy się tu,do Madrytu,a teraz niespodzianka!Ciągle żyłam na walizkach,ale myślę,że tam,dokąd jedziemy,zostaniemy już na zawsze.
-Idę się pakować!-powiedziałam i szybko popędziłam na górę do swojego pokoju.
-Zaczekaj Violu!A śniadanie?-usłyszałam krzyk Olgi z dołu,ale nic nie odpowiedziałam.Zaczęłam pakować się jak najęta,ubrania,buty,torebki i przede wszystkim pamiętnik.
**
Oczami Germana
-Widzisz,mówiłem,że się ucieszy-powiedział Ramallo.
-Tak,wiem.Ale trzeba jej będzie załatwić nową guwernantkę-odpowiedziałem,smarując kromkę chleba masłem.
-Oj German,może wreszcie puścisz naszą Violkę w świat?Niech pójdzie do szkoły,pozna przyjaciół,jakiegoś chłopaka...-wtrąciła się do rozmowy Olga.
Ale ja szybko jej przerwałem:
-Olga,mówiłem już,że nie chcę,aby Violetta z kimkolwiek się zadawała,nie rozumiesz?Nie chcę,aby spotkało ją to,co Marię.
-Dobrze,dobrze.Ale na twoim miejscu nie trzymałabym siedemnastoletniej córki w domu,jak jakąś księżniczkę w wieży.Może kawy?-zaproponowała.
-Chętnie.Przynieś mi do gabinetu-powiedziałem i pomaszerowałem do swojego biura.
**
Oczami Violetty
Nuciłam sobie piosenkę Te creo i pisałam coś w pamiętniku.
Mamo,rozumiesz?Przeprowadzamy się do Buenos Aires! To super.A do tego jutro są moje urodziny.Ale jest i minus-Jade,nowa dziewczyna taty tam będzie.No i jest kilka minusów,bo ona chce mi urządzić jakieś głupie przyjęcie.Tłumaczyłam mu,że nie chcę przyjęcia,ale on jak zwykle mnie nie słucha.Żałuję,że cię tu nie ma.Muszę odnaleźć swoje miejsce na ziemi,realizować marzenia...A teraz nie mogę nawet iść sama do sklepu.Olga albo Ramallo wszędzie ze mną chodzą.Muszę uczyć się w domu,rozwijać się w domu.Czuję się jak księżniczka zamknięta w wieży.
Do mojego pokoju wszedł tata.
-Violetto,daj mi walizkę,zniosę ją na dół,a ty się jeszcze uszykuj.Za pięć minut jedziemy na lotnisko.
-Okej!-byłam tak podekscytowana,że uwinęłam się ze wszystkim w dwie minuty i już byłam na dole.

Dwie godziny później
-Jesteśmy już na miejscu,Violetta.To jest nasz nowy..A w zasadzie stary dom.A to jest Jade-powitał nas tata z jego nową dziewczyną.
-Och,Violu!Jakaś ty piękna,po prostu czysty tatuś!-chwyciła mnie za policzek i go pociągnęła.
-Jade,starczy.Gdzie mój bagaż tato?-zapytałam taty,bo nigdzie nie mogłam znaleźć swojej fioletowej walizki.
-A,no właśnie...Linie lotnicze zgubiły twój bagaż-powiedział tata opuszczając głowę.
-Co?O,nie!Przecież tam miałam komórkę,pamiętnik,ubrania!-krzyczałam.
-Spokojnie,pamiętnik i komórka zostały znalezione.Ale reszta zniknęła.Proszę-Ramallo podał mi pamiętnik i telefon.
-Dziękuję Ramallo.Idę do swojego pokoju.
Po chwili byłam już w pokoju.Nie mogłam przywiesić zdjęcia mamy na ścianę,bo przecież miałam je w bagażu.
-Violu!Zaraz przyjęcie,przebierz się!-usłyszałam z dołu krzyki Olgi.
-Mówiłam,nie chcę żadnego przyjęcia!-byłam strasznie zdenerwowana.
-Twój ojciec przecież nie odpuści.No dalej,przebierz się i chodź.
-No,fajnie,że mam w co się ubrać.
-Dobrze,zaraz przyniosę ci jakieś ubrania.
Po chwili Olga weszła ze ślicznym strojem:

-Dziękuję Olga!Piękna sukienka!Ale skąd ją wzięłaś?-zapytałam.
-A z nikąd.Miałam ją w zapasie.
Szybko ubrałam sukienkę i zeszłam na dół.Lecz tata nie był zadowolony z tego widoku.
-Przecież to sukienka Marii...Kto jej dał tą sukienkę?-tata wpadł w panikę.
-Ale tato,spokojnie...To co,że to sukienka mamy?Jak zwykle wszystko psujesz,mam już tego dość!-pobiegłam na górę.

5 minut później
Byłam już przebrana.Ukradkiem wybiegłam z domu,chyba nikt mnie nie zauważył.Niestety się rozpadało.Schowałam się pod drzewem.Ale wreszcie postanowiłam wracać do domu. Wdepnęłam w jakieś błoto i poślizgnęłam się...Ale on mnie złapał...





Ciąg dalszy nastąpi...
___________
Hej Cieszycie się,że tak szybko pierwszy rozdział?Ja tak.Nie wyszedł mi zbyt fajnie,ale to dopiero początek.Liczę na komentarze.

 

 
Hej! Będę pisac scenariusze
Zaraz dodam pierwszy <3